Witamy na stronie - Ciemna Stron Mocy, niech moc będzie z Tobą!
Witaj, Gość
Musisz się zarejestrować przed napisaniem posta.

Użytkownik
  

Hasło
  





Szukaj na forum

(Zaawansowane szukanie)

Statystyki
» Użytkownicy: 2 898
» Najnowszy użytkownik: Marianos
» Wątków na forum: 1 920
» Postów na forum: 11 489

Pełne statystyki

Użytkownicy online
Aktualnie jest 83 użytkowników online.
» 0 Użytkownik(ów) | 81 Gość(i)
Bing, Google

Ostatnie wątki
Brasinosteroidy: hormony ...
Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY
Ostatni post: SCREAM
Wczoraj, 10:27
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 243
Testosteron i estrogen zw...
Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY
Ostatni post: SCREAM
30.03.2020, 11:15
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 391
Co działa a co nie - TEMA...
Forum: DOPING
Ostatni post: pity
27.03.2020, 17:13
» Odpowiedzi: 1 209
» Wyświetleń: 1 366 763
Testosteron do końca życu...
Forum: DOPING
Ostatni post: SCREAM
26.03.2020, 11:07
» Odpowiedzi: 3
» Wyświetleń: 143
Szczerość pochodną poziom...
Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY
Ostatni post: SCREAM
21.03.2020, 11:23
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 533
Anaboliki niszczą organiz...
Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY
Ostatni post: SCREAM
19.03.2020, 11:11
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 1 506
Dean Wharmby
Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY
Ostatni post: SCREAM
16.03.2020, 12:31
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 5 468

 
  Chudnij z testosteronem
Napisane przez: SCREAM - 25.10.2019, 10:03 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Chudnij z testosteronem



Najnowsze badania wskazują, że starsi mężczyźni, u których rozwinęła się “oponka wieku średniego” mogą zbić wagę przyjmując suplementację testosteronu.

W wyniku przeprowadzonego projektu badawczego ustalono, że męski hormon płciowy może wywoływać istotny spadek wagi, a także pomóc panom otyłym i z nadwagą znacząco zmniejszyć obwód w talii. Taki “przypadkowy” efekt zaobserwowano u mężczyzn, którzy co kilka tygodni otrzymywali zastrzyki z testosteronu, będące terapią zaburzeń erekcji. Z 251 mężczyzn, którzy wzięli udział w badaniu, początkowo 95 proc. było otyłych lub miało nadwagę, ale podczas pięciu lat trwania leczenia każdy z nich stracił średnio 16 kg, a obwód talii zmniejszył się u nich ze 107 do 98 cm. Inne korzyści obejmowały obniżony indeks masy ciała, spadek poziomu cholesterolu oraz cukru we krwi.


Autorzy publikacji podkreślają, że wyniki te może wyjaśniać kilka czynników: wyższy poziom cholesterolu aktywizuje przemiany energetyczne w organizmie, ale też zwiększa motywację do aktywności fizycznej. Podwyższony poziom hormonu może też zwiększać masę mięśniową, co skutkuje wyższym wydatkowaniem energetycznym organizmu pacjenta.
W badaniu wzięło udział 251 mężczyzn o obniżonym poziomie testosteronu, średni wiek pacjenta wynosił 61 lat. Znaczna większość – 71 proc. – była otyła, 24 proc. miała nadwagę, a tylko 5 proc. mieściło się w normie. Wyniki prawie wszystkich z nich śledzono przez minimum dwa lata, a prawie połowy nawet przez pięć lat.
Mężczyźni, którzy przyjmowali zastrzyki hormonalne co 12 tygodni przez pięć lat schudli przeciętnie o 16 kg, zaś ich obwód talii zmniejszył się o prawie 10 cm. Spadł również ich wskaźnik BMI, będący podstawowym wyznacznikiem tego, czy dana osoba jest otyła lub ma nadwagę. Autorzy raportu donoszą także o poprawie wyników cholesterolu, glukozy i ciśnienia krwi.
 

– Spośród mężczyzn objętych leczeniem zaburzeń erekcji, tylko 5 proc. mieściło się w normie wagowej, wszyscy pozostali byli albo otyli, albo z nadwagą – mówi doktor Saad. – Jednym z najbardziej zaskakujących wyników okazała się istotna utrata wagi przez większość z nich. To było niespodziewane. Saad dodał, że 94,8 proc. pacjentów projektu schudło, z czego 31 proc. o 20 kg lub więcej. Waga pięciu procent zwiększyła się.

Doktor David Haslam, prezes National Obesity Forum podkreślił, że o ile fakt, iż wyższy poziom testosteronu prowadzi do utraty wagi nie jest zaskakujący, to istotny jest stopień chudnięcia oraz to, że obniżoną wagę udało się utrzymać przez długi okres. Chciałby jednak, by lepiej zbadano potencjalne skutki uboczne takiego leczenia.

– Desperacko szukamy odpowiedzi na problem otyłości, dlatego z radością przyjmujemy każdą terapię, która prowadzi do bezpiecznego i skutecznego leczenia – powiedział dodając, że konieczne byłoby przeprowadzenie dodatkowych badań nad skutkami ubocznymi, sprawdzających zwłaszcza, czy podwyższony testosteron nie podnosi zachorowalności na raka prostaty. Chociaż raport lekarzy ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich stwierdza, że wśród uczestników projektu nie zanotowano zwiększonej zachorowalności w stosunku do ogółu populacji, to niezbędna byłaby większa próba.

Profesor Richard Sharpe z Uniwersytetu w Edynburgu ostrzegł przed postrzeganiem terapii hormonalnej jako drogi na skróty. – Znacznie rozsądniej i bezpieczniej byłoby, gdyby otyli pacjenci ograniczyli spożycie kalorii. Spadek wagi w naturalny sposób podniesie ich własny poziom testosteronu, nie niosąc przy tym dodatkowego ryzyka, da za to wiele korzyści – radził.



Załączone pliki Miniatury
   

  Receptory androgenowe–zwiększenie ich ilość i uwrażliwienie na działanie testosteronu
Napisane przez: SCREAM - 11.10.2019, 11:17 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Receptory androgenowe–zwiększenie ich ilość i uwrażliwienie na działanie testosteronu


Androgeny podobnie jak ich prekursor cholesterol nie są związkami dobrze rozpuszczalnymi w osoczu i innych płynach ustrojowych. Z tego względu większość steroidów znajdujących się w osoczu jest związana z białkami nośnikowymi np: SHBG (glikoproteina wiążąca hormony płciowe), albuminy. Wiązanie hormonów steroidowych przez białka jest ważne, gdyż chroni hormony przed enzymatyczną degradacją, a skutkiem tego jest wydłużenie ich czasu półtrwania. Z drugiej jednak strony uniemożliwia ich przenikanie do wnętrza komórek docelowych. Tylko hormony niezwiązane z nośnikami mogą przenikać do wnętrza komórki docelowej, cały proces zachodzi zgodnie z prawem zachowania masy i w momencie gdy niezwiązany z białkiem hormon opuści osocze i przejdzie do wnętrza komórki nośniki uwalniają kolejny hormon, by utrzymać stały stosunek pomiędzy hormonami związanymi i niezwiązanymi.


Gdy niezwiązane hormony steroidowe wnikną do wnętrza komórek, wiążą się z AR, które pośredniczą w ich działaniu. Ostatecznym miejscem docelowym kompleksu receptor-hormon steroidowy jest jądro komórkowe, gdzie kompleks wiąże się z DNA i działa jako czynnik transkrypcyjny, włączający lub wyłączający jeden lub więcej genów. Aktywacja genów prowadzi do powstania mRNA i w następnie również do syntezy nowych białek.


Mam nadzieję, że powyższy tekst w jasny sposób daje do zrozumienia, że obecność AR w komórce mięśniowej jest równie istotna do wywołania hipertrofii jak obecność androgenów.  Potwierdzają to eksperymenty na modelu zwierzęcym, gdy samcom myszy znokautowano gen odpowiedzialny za kodowanie AR doszło u nich do istotnej redukcji masy i siły mięśni. Myślę, że teraz możemy przejść do meritum.



Jeśli szukałeś kiedykolwiek informacji na temat sposobów zwiększających ilość AR na pewno natknąłeś się na artykuły o l-karnitynie. Czy to może być prawda?
Faktycznie, w 2006 roku Kraemer i wsp. opublikowali randomizowane, podwójnie zaślepione, kontrolowane placebo badanie w układzie naprzemiennym, w którym wykazali, że podawanie 2 g dziennie winianu l-karnityny doprowadziło do zwiększenia gęstości AR w mięśniach. Ponieważ jest to jedyne badanie w tym temacie z wykorzystaniem l-karnityny warto się mu przyjrzeć nieco bliżej.


W badaniu wzięło udział 10 mężczyzn, których podzielono na dwie pięcioosobowe grupy:

a) interwencyjną – przyjmującą 2g winianu l-karnityny dziennie;
b) kontrolną – przyjmującą placebo;

przez 21 dni. Po tym okresie trzykrotnie wykonywano biopsję: na czczo, po treningu siłowym po którym spożywano wodę i po kolejnym treningu siłowym po którym spożywano napój zawierający 8 kcal/kg m.c. (56% węglowodanów, 16% białka oraz 28% tłuszczu) w jednej i drugiej grupie. Po 21 dniach nastąpił 7 dniowy okres przerwy i badanie powtórzono w układzie naprzemiennym. Zatem protokół badania zakładał, że każdy uczestnik wykona 4 treningi siłowe: 2 podczas suplementacji l-karnityny oraz 2 podczas przyjmowania placebo.

Pierwszym ważnym wnioskiem płynącym z tego eksperymentu jest fakt, że sam trening siłowy doprowadził do istotnego wzrostu zawartości AR, a spożycie posiłku po treningu siłowym spotęgowało ten wzrost.

Drugi wniosek jest taki, że 21 dniowa suplementacja l-karnityną zwiększyła spoczynkową zawartość AR. Wszystko pięknie, ale byłoby cudowniej gdyby w grupie przyjmującej l-karnitynę doszło również do istotnego zwiększenia ilości AR po treningu siłowym i posiłku w stosunku do grupy placebo, niestety tak się nie stało, co prezentuje Rysunek nr 1




[Obrazek: attachment.php?aid=1818]




Autorzy zasugerowali również, że zwiększenie AR może doprowadzić do większego wychwytu testosteronu, a przez to również do większej sekrecji hormonu luteinizującego. Jest to prawdopodobne, ale na ten moment trudno upatrywać w l-karnitynie boostera testosteronu ponieważ brakuje nam badań potwierdzających tę hipotezę.



TRENING SIŁOWY

Przechodząc płynnie do następnej metody nie sposób nie nawiązać do treningu siłowego.  Są badania takie jak wyżej, z których jasno wynika, że trening siłowy sam w sobie może skutecznie prowadzić do zwiększenia ilości AR. Przykładem może być praca opublikowana przez Ahtiainen i wsp. (2011), w której stwierdzono, że podczas 21 tygodniowego treningu siłowego u niektórych osób doszło do wzrostu stężenia AR, co korelowało ze wzrostem przekroju poprzecznego mięśni oraz beztłuszczowej masy ciała zarówno u osób młodszych i starszych.  Mimo tego, że trening siłowy nie wpłynął na całkowitą ekspresję mRNA AR wyniki tego badania sugerują, że indywidualne zmiany w jego ilości po treningu siłowym mogą mieć wpływ na adaptacje zarówno u osób młodszych i starszych. Wyniki te mogą świadczyć o ważnej roli AR w adaptacjach zachodzących podczas treningu siłowego. Autorzy uważają, że zaobserwowaną zmienność międzyosobniczą w stężeniu AR można wytłumaczyć umiejscowieniem w czasie danej fazy treningu. Posłużę się przykładem gryzoni, żebyś mógł lepiej zrozumieć to co napisałem. Lee i wsp. wykazali, że w odpowiedzi na trening stężenie AR zmniejszyło się po pierwszym dniu, powróciło do wartości wyjściowych po trzech dniach po wysiłku, a następnie wzrosło w siódmym dniu po treningu i zostało utrzymane przez kolejne 21 dni.  Do bardzo podobnych wniosków doszli Mitchell i wsp. (2013), którzy stwierdzili duże różnice międzyosobnicze w odpowiedzi na trening siłowy. Nie znamy dokładnej przyczyny tego zjawiska, podobnie jak nie znamy dokładniej roli AR w hipertrofii mięśniowej. Również tutaj naukowcy stwierdzili, że średnia ekspresja białka AR nie zwiększyła się po treningu siłowym, jednak zauważono tutaj dużą niejednorodność. Na koniec przypomnę wyniki ostatnio opisywanego badania, w którym także nie stwierdzono zwiększenia zawartości AR podczas 12 tygodniowego treningu siłowego. Z tego powodu nie możemy jednoznacznie stwierdzić, że trening siłowy na pewno zwiększy ich zawartość w mięśniach. Jak widać, im dalej w las, tym więcej drzew.





DOPING

Skoro dane na temat treningu i l-karnityny są niespójne może w takim razie stosowanie sterydów może pomóc zwiększyć stężenie AR w mięśniach? Kadi i wsp.  (2000) postanowili ocenić czy trening siłowy oraz przyjmowanie sterydów anaboliczno-adrogennych wpływa na zawartość AR w mięśniu obszernym bocznym oraz czworobocznym. Biopsja została pobrana od 8 powerlifterów nie używających sterydów (P), 9 powerlifterów używających sterydów (PAS) i 6 niewytrenowanych osób (U). Okazało się, że zawartość AR jest znacznie większa w mięśniu czworobocznym niż w mięśniu obszernym bocznym. Ponadto wykazano, że długotrwały trening siłowy i samodzielne przyjmowanie sterydów jest związane ze zmianami w zawartości AR w mięśniu czworobocznym, ale nie obszernym bocznym. Zatem dochodzi nam jeszcze jedna cenna informacja – zawartość AR jest zróżnicowana w poszczególnych grupach mięśniowych.

Przedstawia to Rysunek nr 2


[Obrazek: attachment.php?aid=1819]


Wcześniejsze badania dawały sprzeczne rezultaty, co do tego czy sterydy anaboliczne wpływają na zmniejszenie, czy zwiększenie ilości AR, mimo tego autorzy przedstawionego artykułu stwierdzają, że działanie sterydów anabolicznych na AR jest wysoce selektywne i sugerują, że modulacja zawartości AR może zachodzić przez stabilizację już istniejących receptorów lub zwiększanie syntezy tych receptorów de novo.


Warto również nadmienić, że AR zazwyczaj wysycają się już przy fizjologicznym stężeniu testosteronu, co zatem z osobami na dopingu? Najprawdopodobniej suprafizjologiczne dawki niektórych sterydów stają się kompetycyjnymi antagonistami receptorów glikokortykoidowych (GR), to dwutorowe działanie będzie prowadzić z jednej strony do zwiększenia retencji azotu i produkcji nowych białek (biorą w tym udział AR), zmniejszonego katabolizmu białek (biorą w tym udział GR), a ostatecznie zwiększenia masy mięśniowej. Bardzo prawdopodobne, że w tym krótkim przeglądzie literatury zostało pominięte jakieś ważne badanie, jeśli tak jest podziel się swoimi spostrzeżeniami w komentarzu.
Jeśli zaczynałeś czytać ten artykuł z myślą o tym, że poznasz magiczne rozwiązanie na zwiększenie ilości AR w twoich mięśniach to pewnie się rozczarowałeś. Myślę, że ten wpis jest świetnym przykładem na to jak spłycanie pewnych informacji/wyników badań naukowych może doprowadzić do wyciągania zbyt daleko idących wniosków.  Nie będę nawiązywał do innych naturalnych metod, ponieważ w kontekście przytoczonych tutaj informacji nie ma to większego sensu.


CO NALEŻY ZAPAMIĘTAĆ? 
1. Trenuj solidnie i z głową, ponieważ niezależnie od tego czy długotrwały trening siłowy wpływa na zawartość AR w naszych mięśniach, czy nie na pewno przynosi korzyści zdrowotne.
2. W mojej opinii upatrywanie w l-karnitynie substancji, która może zwiększać ilość AR na podstawie jednego badania jest za daleko idącym wnioskiem. Prawdopodobnie odgrywa ona jakąś rolę w tym procesie, ale potrzebne są dalsze badania w tym temacie. W zasadzie Panie przyjmujące l-karnitynę w zupełnie innym celu powinny wręcz rosnąć, a tak się przecież nie dzieje.
3. Sterydy anaboliczne prawdopodobnie mogą zwiększyć liczbę AR, ale wcale nie jest to tak oczywiste jak mogło Nam się wcześniej wydawać



Załączone pliki Miniatury
       

  Granat podnosi testosteron o około 30% i wzmaga erekcję
Napisane przez: SCREAM - 04.10.2019, 11:43 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Granat podnosi testosteron o około 30%  i wzmaga erekcję





Granaty od tysięcy lat są traktowane jak afrodyzjak. Ten „rajski owoc” może być pomocny panom, którzy cierpią na zaburzenia erekcji. Według naukowców po czerwone owoce powinny sięgać także pary, które szukają nowych doznań. Granaty powodują małą eksplozję testosteronu. Wystarczy jedna szklanka soku dziennie.


Sprawa jest naprawdę poważna. Zaburzenia erekcji dotyczyć mogą nawet jednego na 10 panów na świecie. Tylko w Polsce boryka się z tym problemem 30 proc. mężczyzn po 49. roku życia. Kłopoty emocjonalne, nadwaga, cukrzyca, choroby układu krążenia, nadciśnienie, zaburzenia hormonalne i uszkodzenia nerwów – to tylko część możliwych powodów męskich kłopotów.


Nic więc dziwnego, że naukowcy na całym świecie szukają skutecznych środków, mogących pomóc. Najpopularniejsze to leki takie jak Viagra, Levitra, Cialis. Jednak coraz częściej lekarze przypominają, że są także inne, naturalne środki. Wśród nich wymienia się silne przeciwutleniacze, suplementację l-argininą, żeń-szeniem, ginko. Badacze z Uniwersytetu Południowej Kalifornii postanowili zweryfikować prawdziwość legend i coraz liczniejszych badań nad granatami.


Wybrali więc 61 panów z łagodnymi lub umiarkowanymi problemami ze wzwodem. Przez cztery tygodnie część z nich codziennie dostawała szklankę czystego (100%) soku z granatów, druga – placebo. Później grupa placebo otrzymała sok. 47 proc. badanych mężczyzn oceniło, że sok z granatów poprawił ich zdolność do osiągania wzwodu. Jednak w przypadku grupy, która otrzymywała placebo pozytywne rezultaty zaobserwowało u siebie 32 proc. panów.


Kolejne ciekawe badania przeprowadzili natomiast naukowcy z Uniwersytetu Królowej Małgorzaty w Edynburgu. Według nich szklanka soku z granatów dziennie powoduje wzrost poziomu testosteronu średnio o około 30 procent.



Załączone pliki Miniatury
   

  Pramiracetram ..doping mózgu
Napisane przez: SCREAM - 02.10.2019, 10:08 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Cała rodzina racetamów dużo wnosi do świata neuronauki. Są to większości środki bardzo bezpieczne, a przy tym efektywne. Racetamy stosowane są szczególnie w celu długotrwałej poprawy pamięci, ochrony układu nerwowego przed degeneracją i spowolnienia spadku zdolności poznawczych, oraz by po prostu podnieść wydajność mózgu, poprawiając efektywność pracy i jakość życia. Tym razem przyjrzymy się działaniu pramiracetamu, który jest dość mało popularnym członkiem rodziny.


Czym jest pramiracetam?

Pramiracetam znany jest też pod nazwą handlową Pramistar, który sprzedawany był przez włoski koncern farmaceutyczny Menarini. Jego celem leczniczym była poprawa pamięci i zdolności do skupienia uwagi u pacjentów z demencją i neurodegeneracją. Obecnie nie jest już stosowany jako lek.
Stworzony został z piracetamu i dzieli z nim strukturalne podobieństwo. W założeniu miał być lekiem skuteczniejszym od piracetamu, z silniejszym działaniem antyamnestycznym. Ma pewną zdolność do przekraczania bariery krew-mózg, jednak jest ona dość ograniczona – względnie niewielka ilość z przyjętych porcji trafia do mózgu, co jednak nie przeszkadza mu w wywieraniu znaczącego wpływu na centralny układ nerwowy.


Mechanizm działania pramiracetamu


Celem tej substancji jest głównie układ cholinergiczny. Jednym z głównych mechanizmów działania jest rozszerzanie wąskiego gardła w procesie syntezy acetylocholiny, jakim jest HACU (high-affinity choline uptake). Dzięki usprawnieniu tego procesu, cholina jest sprawniej transportowana do wnętrza neuronów, gdzie ulega konwersji do acetylocholiny – neuroprzekaźnika mocno zaangażowanego w formowanie pamięci i przetwarzanie informacji.


Działanie poprawiające pamięć pramiracetamu jest w sporym stopniu uzależnione od pracy nadnerczy, co wiemy z badań eksperymentalnych – zwierzęta z wyciętymi nadnerczami nie reagowały na działanie pramiracetamu, co było widoczne również w przypadku zastosowania pewnych farmaceutyków, jak aminoglutetymid (blokuje konwersję cholesterolu do pregnenolonu, przez obniża poziom wszystkich hormonów steroidowych), czy epoksymeksrenon (bloker receptorów aldosteronu). Dotyczy to nie tylko pramiracetamu, ale tez aniracetamu, oxiracetamu i możliwe że po części wszystkich substancji z tej rodziny.


Niestety nie dysponujemy dużą ilością badań interwencyjnych na ludziach,a te które są też nie powalają jakością. Celem obieranym przez badaczy był głównie wpływa na poprawę pamięci oraz na przyspieszenie regeneracji mózgu po incydentach niedotlenienia i podobnych. Z tych badań, które przeprowadzono wiemy, że:
  • pramiracetam stosowany 3 razy dziennie po 400 mg u młodych mężczyzn po urazach mózgu poprawiał pamięć w stopniu wyraźnie lepszym niż placebo,
  • dawki nawet do 4000 mg dziennie nie są szczególnie skuteczne w leczeniu objawów choroby Alzheimera, za to nie powodują znaczących skutków ubocznych,
  • poprawia pamięć u zdrowych osób starszych (bez demencji i depresji) nawet bez treningu pamięciowego, daje też nieco lepsze efekty niż sam trening pamięciowy bez pramiracetamu, jednak jednoczesna terapia z użyciem nootropu i treningu skutkuje najlepszymi efektami.
Skutki uboczne i interakcje

Skutkiem ubocznym na pewno może być ból i zawroty głowy, jest występują one głównie gdy zmagamy się z niedoborem choliny i stosujemy pramiracetam, który jeszcze bardziej ją uszczupla. Jest to proces analogiczny do pozostałych racetamów, a skutkom ubocznym w zdecydowanej większości przypadków można zapobiec, suplementując jednocześnie CDP Cholinę lub Alpha GPC.




Dawkowanie pramiracetamu

W badaniach na ludziach używane były dawki dzienne 1200 mg, w konfiguracji 3x 400 mg lub 2x 600 mg. Możliwe jest jednak stosowanie też wyższych dawek, w badaniach klinicznych na pacjentach z Alzheimerem dochodzono do 4000 mg dziennie. Aczkolwiek zawsze zaczynać od minimalnego pułapu.
Doniesienia na temat okresu półtrwania po przyjęciu doustnym u ludzi nie są spójne i mają dość szerokie widełki – 4,5-6,5h w jednym badaniu, a w drugim 2-8h.
Generalnie w celach terapeutycznych przyjmowanie 3 razy dziennie wydaje się być lepszym pomysłem. W ramach dopingu mózgu nieco lepiej mogą się sprawdzać większe dawki, ale dwa razy dziennie, przyjmowane w godzinach pracy, ze względu na możliwość odczuwalnego działania doraźnego.



Załączone pliki Miniatury
   

  Jak TREN wpływa na mózg
Napisane przez: SCREAM - 28.09.2019, 10:15 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Jak TREN wpływa na mózg


Otóż przeprowadzono badania na szczurach, w których oceniano toksyczność trenbolonu. Dowiadujemy się z nich, że trenbolon efektywnie przekracza barierę krew-mózg i kumuluje się w mózgu, a szczególnie dobrze czuje się w hipokampie, ponieważ tam osiąga największe stężenia.


Po 48h od iniekcji znacznie wzrastał poziom Aβ42 (β-amyloid) w hipokampie i pozostałych rejonach mózgu. Dla przypomnienia, wzrost β-amyloidu wiązany jest z rozwojem choroby Alzheimera. Trenbolon wywołuje zmiany morfologiczne komórek nerwowych i zmniejsza ich żywotność. Inicjuje też spadek potencjału błonowego mitochondiów i translokację fosfatydyloseryny, co wskazuje na nasiloną apoptozę neuronów hipokampu. Wzrasta też aktywność kaspazy 3 (enzym uczestniczący w apoptozie), jednak dodanie testosteronu może częściowo negować to działanie.



W skrócie, komórki mózgu, a zwłaszcza hipokampu, szybciej obumierają. Hipokamp jest rejonem, który odpowiada między innymi za konsolidację pamięci, orientację przestrzenną, przetwarzanie emocji. Jego uszkodzenie będzie pogarszać wszystkie te funkcje. Szczególnie intrygujący temat to trenbolon a psychika. Z praktycznych obserwacji większość osób ze środowiska wie, że trenbolon może powodować różne wahania nastrojów, drażliwość, agresję. Uszkodzenie hipokampu może mieć tutaj doniosłe znaczenie, ponieważ dysfunkcje tego rejonu mózgu są jedną z podstaw depresji i podobnych zaburzeń nastroju.


U szczurów po 48 godzinach od jednorazowej iniekcji nadal wykrywano spore ilości trenu w mózgu, a biorąc pod uwagę, że w kulturystycznej szkole nakazywane jest wbijanie go co dwa dni a nawet codziennie , z czasem jego ilość będzie się kumulować, a wraz z nim ilość β-amyloidu i uszkodzonych neuronów.


W badaniu zauważono, że samice nieco lepiej tolerowały działanie trenu a za przyczynę tych różnic uznawane są różne stężenia estradiolu, który przeciwdziała części toksycznych efektów.



Załączone pliki Miniatury
   

  Im wyższy testosteron , tym większy gest
Napisane przez: SCREAM - 23.09.2019, 09:27 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Im wyższy testosteron , tym większy gest



Wysoki poziom tego hormonu u mężczyzn zazwyczaj wskazuje na agresję. Jednak naukowcy udowadniają, że jest też pozytywny aspekt takiego stanu rzeczy.

Zła reputacja testosteronu wynika głównie ze sprzężenia zwrotnego, czyli potocznym "nakręcaniu się" doświadczalnych osobników w grupie napakowanych tym hormonem samców.

Jego ilość nie ma w takim przypadku żadnego znaczenia przy ocenianiu stopnia agresywności. Ale może za to świadczyć o… hojności. Taką zależność odkryli naukowcy z Cognitive Neuroscience Center we francuskim Lyonie. Autor badań, Jean-Claude Dreher, uzasadnia ten fakt zaobserwowaną tendencją mężczyzn z dużym poziomem testosteronu zarówno do karania, jak i nagradzania.


Nasze odkrycie kategorycznie zaprzeczają prostemu związkowi między testosteronem, a męską agresją. Zamiast tego okazało się, że wpływ testosteronu na zachowanie mężczyzny zależy od społecznego kontekstu, a my pokazujemy w pojedynczym eksperymencie, że testosteron potrafi zwiększyć jednocześnie agresję i szczodrość – powiedział portalowi Nautilus.org neuronaukowiec Jean-Claude Dreher.



Badacze doszli do tego wniosku na podstawie prostej gry logicznej. Otóż jeden z hipotetycznych graczy musi podzielić 100 dolarów między siebie, a wspólnika. Przy czym może zachować 70, a oddać tylko 30. Wspólnik może albo przyjąć niesprawiedliwą ofertę, albo ją odrzucić. Jeśli wybierze to ostatnie, obaj stracą wszystkie pieniądze.

Logiczne byłoby przyjęcie każdej oferowanej sumy. Jednak w większości przypadków tak się nie działo. Uczestnicy badania przeważnie odrzucali niesprawiedliwy podział i odmawiali przyjęcia mniejszej części. Wyrządzali sobie krzywdę, jednocześnie karząc pierwszego gracza. Na potrzeby eksperymentu Dreher zmienił tylko nieznacznie warunki gry.
Macho ma gest

Tym razem drugi gracz przyjmując lub odrzucając ofertę mógł ukarać lub nagrodzić wspólnika. Otrzymując od niego 70 dolarów, mógł oddać mu np. 10 procent z tego, co zyskał. Jednak tyle samo procent ze swojej puli tracił pierwszy gracz. A teraz czas na głównego bohatera całego eksperymentu, czyli sterydy.



Grupie ochotników wstrzyknięto po 1 ml testosteronu, pozostali otrzymali placebo. W porównaniu do tej drugiej grupy, mężczyźni ze zwiększonym poziomem hormonu nie tylko potrafili bardziej karać, ale też dawać większe nagrody. Co z tego wynika? Według Drehera testosteron promuje zachowania wzmacniające status społeczny - coś na zasadzie "zastaw się, a postaw się". Tak jak głowa stada musi dysponować dobrami i jednocześnie karać jego członków, by utrzymać porządek.

Tak zachowują się na przykład samce małp. Naukowcy uważają, że aby utrzymać hierarchię społeczną, zwierzęta uciekają się do agresywności, ale również potrafią użyczać pokarmu lub samic. Dla Drehera to nie przypadek, że wraz ze wzrostem rangi małpy w stadzie, rośnie też u niej poziom testosteronu. Podobnie jest u człowieka. Po prostu tak działa ewolucja.

Upraszczając, można zażartować, że na świąteczne zakupy warto wybrać się z mięśniakiem. Ulga dla rąk i... portfela.



Załączone pliki Miniatury
   

  Testosteron podawany donosowo
Napisane przez: SCREAM - 21.09.2019, 11:38 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Testosteron podawany donosowo



Odpowiedni poziom testosteronu jest niezwykle ważny dla dobrego samopoczucia i zdrowia psychicznego. Jego niski poziom potrafi wywołać objawy depresyjne i przyczynić się do zaburzeń lękowych. Warto też zaznaczyć, że jego doniosła rola nie dotyczy tylko mężczyzn.




Co ciekawe, gdy testosteron ma być stosowany głównie do wywierania wpływu na psychikę/układ nerwowy, to możliwe jest jego podawanie donosowe. W badaniu na szczurach stwierdzono, że podany donosowo testosteron wywiera korzystniejszy wpływ na serotoninę i dopaminę niż zastrzyki podskórne.


de Souza Silva MA et al. „Dopaminergic and serotonergic activity in neostriatum and nucleus accumbens enhanced by intranasal administration of testosterone.” Eur Neuropsychopharmacol. 2009 Jan;19(1):53-63.


W tym celu używa się na przykład specjalnego żelu z testosteronem – Natesto®. Ten preparat jest w opakowaniu ze specjalnym aplikatorem.

Taki zabieg nie tylko daje korzystniejszy rozkład testosteronu pomiędzy mózgiem a obwodami (na korzyść mózgu oczywiście), ale też dla niektórych jest przyjemniejszą formą hormonalnej terapii zastępczej, niż regularne zastrzyki. Niestety, wymaga dość dużej częstotliwości, ponieważ zazwyczaj podaje się go 3 razy dziennie.

Przy podaniu testosteronu donosowo i tak 75% finalnie przedostanie się do krwiobiegu, jednak w porównaniu do administracji dożylnej stężenie testosteronu w mózgu jest dwukrotnie wyższe. Około 2/3 testosteronu podanego w ten sposób dostaje się do mózgu bezpośrednio, a reszta wchodzi do krwiobiegu. Wszystkie rejony mózgu (poza korą czołową) zyskiwały wyższe stężenia testosteronu po podaniu donosowym, niż po dożylnym. Notowano wtedy też większe różnice pomiędzy poszczególnymi regionami. Największym stężeniem cieszyły się: hipokamp, podwzgórze, prążkowie i opuszka węchowa.

Banks WA et al. „Delivery of testosterone to the brain by intranasal administration: comparison to intravenous testosterone.” J Drug Target. 2009 Feb;17(2):91-7.



Załączone pliki Miniatury
   

  GLUTATION-STYMULATOR TESTOSTERONU
Napisane przez: SCREAM - 20.09.2019, 09:14 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

GLUTATION-STYMULATOR TESTOSTERONU



Glutation to związek produkowany przez wszystkie organizmy żywe – poczynając o organizmów jednokomórkowych a kończąc na organizmie człowieka.

Jest tripeptydem, zbudowanym z trzech aminokwasów – kwasu glutaminowego, glicyny i cysteiny.

W komórkach, występuje w bardzo wysokich stężeniach, co świadczy o jego wyjątkowym udziale w procesach życiowych. Przede wszystkim – chroni komórki przed niszczycielską aktywnością wolnych rodników tlenowych, ale nie tylko…

Niedawno dowiedziono, że jest on absolutnie niezbędny przy produkcji białek – a więc i też – do aktywności hormonów anabolicznych, stymulujących produkcję białek, szczególnie zaś – do aktywności testosteronu.




Glutation a białka.

Związek glutationu z białkami jest nierozerwalny i dosyć szeroki…

Wiemy, że białka powstają z budujących je „cegiełek” – aminokwasów. Okazuje się, że glutation bierze udział w jednym z mechanizmów transportujących aminokwasy do komórek, nazywanym – cyklem gamma glutamylowym.

Białka ulegają uszkodzeniu przez wolne rodniki. Szczególnie zaś białka mięśniowe – podczas wysiłku, kiedy to rodniki zalewą komórki mięśniowe, powstając gremialnie – w efekcie wzmożenia procesów energetycznych. Uszkodzone białka są dalej trawione przez enzymy kataboliczne, czyli rozkładane na drobniejsze fragmenty i wolne aminokwasy, co nazywamy katabolizmem – co utrudnia nam rozwój siły i masy mięśniowej.

Glutation eliminuje wolne rodniki i ochrania tym samym białka, co nie jest może jeszcze jakimś ewenementem, gdyż podobnie działa wiele innych substancji, nazywanych ogólnie – antyoksydantami. Eliminacja wolnych rodników też nie zawsze pozostaje korzystna dla procesów anabolicznych, gdyż molekuły te biorą udział w aktywności wielu hormonów anabolicznych. Ale tylko jedyny glutation posiada tę unikalną cechę, że potrafi naprawiać białka, uszkodzone wolnymi rodnikami!

Glutation bierze również udział w samym anabolizmie białek, gdzie pozostaje niezbędny do tworzenia tzw. mostków disulfidowych. Są to szczególne połączenia pomiędzy aminokwasami, tworzone przez atomy siarki, służące kształtowaniu odpowiedniej struktury i funkcji białek. Musimy wiedzieć, że to one właśnie odpowiadają np. za kształt „sprężynki” białek kurczliwych – a co za tym idzie – ich zdolność do generowania czy przenoszenia impulsów siłowych.



Ale najważniejsza jest bodaj ostatnia właściwość glutationu…

Wiemy, że atomy siarki kształtują strukturę białek. Muszą jednak łączyć się one pomiędzy sobą tylko w tych miejscach, w których tego potrzeba. Tam, gdzie atomy siarki nie powinny tworzyć połączeń (mostków), zabezpieczane są poprzez wiązanie atomów wodoru i tworzenie tzw. grup tiolowych – SH. Problem w tym, że – w efekcie różnych zdarzeń metabolicznych – atomy wodoru odrywają się od siarki, a wtedy ta tworzy niechciane połączenia, zaś białko traci swoje cechy funkcjonalne.

Na szczęście – takie same grupy tiulowe (SH) posiada glutation!

Kiedy więc siarka białka traci swój wodór, glutation natychmiast oddaje jej swój – ze swojej grupy tiolowej. Najkorzystniejsza życiowo sytuacja to taka, w której grupy tiolowe glutationu pozostają w swoistej równowadze z grupami tiolowymi białek. Odnosząc tę sytuację np. do tkanki mięśniowej – możemy powiedzieć, że funkcjonalna masa mięśniowa może być na tyle wysoka, na ile pozwolą na to zasoby glutationu, zgromadzone w komórkach mięśniowych.




Glutation a testosteron.

Kilka lat temu, zaobserwowano istnienie ścisłego związku – pomiędzy aktywnością glutationu a aktywnością hormonów steroidowych, szczególnie zaś testosteronu. Przypomnijmy, że testosteron to najważniejszy, męski hormon płciowy, obdarzony przy tym silną aktywnością anaboliczną, który – w wysokim stopniu – przyczynia się do rozwoju siły i masy muskułów.
Glutation katalizuje wiązanie kortyzolu z białkami krwi, co pozbawia ten hormon aktywności. Tu przypomnijmy z kolei, że kortyzol to przeciwnik (antagonista) testosteronu, który hamuje anabolizm w tkance mięśniowej, ale wykazuje też antagonizm – względem testosteronu – na wyższym szczeblu zorganizowania… Hamuje uwalnianie gonadotropin z przysadki mózgowej, które – oddziałując na jądra – pobudzają je do produkcji testosteronu. Widzimy więc, że glutation – pozbawiając kortyzol aktywności – wspomaga zarówno pracę, jak też produkcję testosteronu.

Co ciekawe – glutation pozostaje jednocześnie niezbędny przy produkcji testosteronu w jądrach, chociaż pełnione tu przezeń funkcje nie doczekały się jeszcze pełnego wyjaśnienia.

Niektóre badania wskazały też na relacje, zachodzące pomiędzy glutationem a testosteronem egzogennym – podawanym spoza organizmu. Niedawno, pracę nad tym zagadnieniem podjęli również polscy naukowcy – pracownicy Instytutu Biologii Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach. Wstrzykując testosteron myszom, zaobserwowali wyraźny spadek poziomu glutationu w proporcji do masy białek, w porównaniu z grupą kontrolną, otrzymującą jedynie czysty olej do iniekcji.

Wywnioskowali, że proporcjonalne obniżenie poziomu glutationu wiązało się tu – w pierwszej kolejności – z jego funkcją w mechanizmach anabolicznych… Testosteron stymulował silnie syntezę białek, zaś organizm nie nadążał z produkcją glutationu, biorącego udział w tej syntezie i w ochronie białek już wytworzonych.

Naukowcy odnotowali jednocześnie wzrost poziomu transferazy glutationowej – enzymu katalizującego sprzęganie glutationu ze szkodliwymi produktami przemiany materii w wątrobie, prowadzące do ich eliminacji i sprzyjające ochronie wątroby. Tu znowu wywnioskowali, że wzrost ten był powodowany nadmiarem metabolitów egzogennego testosteronu, intensywnie przetwarzanego przez wątrobę. Wprawdzie efekt ten ochraniał wątrobę (wiadomo bowiem, że testosteron i jego pochodne, podawane jako leki anaboliczne, uszkadzają po pewnym czasie wątrobę), ale sprzyjał dodatkowo wyczerpywaniu się zasobów glutationu.






Więcej glutationu.

Wnioski płynące z tych obserwacji narzucają się same…

Jeżeli podajemy testosteron lub jego pochodne – jako leki anaboliczne, zadbać musimy jednocześnie o odpowiedni poziom glutationu.

Po pierwsze – przy odpowiednim poziomie, glutation pozwoli na uzyskanie silniejszego, anabolicznego efektu działania określonej dawki testosteronu lub innego steroidu anabolicznego.

Po drugie – glutation ułatwi ochronę wątroby, najbardziej narażonej na dysfunkcje, wynikające z niepożądanych skutków działania steroidów anabolicznych.




Glutation, podany doustnie, jest szybko i w znacznym stopniu rozkładany w przewodzie pokarmowym – i tylko w niewielkiej ilości przedostaje się do wnętrza organizmu. Dlatego też – jako lek – funkcjonuje w postaci iniekcji (zastrzyków), jak np. w przypadku preparatu o nazwie Tationil.(tad600)  Problem w tym, że iniekcje z glutationu są trochę uciążliwe i nieco bolesne, więc nie każdy pacjent zdecyduje się na ich zastosowanie. Tu jednak i dobra wiadomość – możemy podnieść poziom glutationu w organizmie, wykorzystując niektóre suplementy diety…

Wiemy, że glutation zbudowany jest z trzech aminokwasów – kwasu glutaminowego, cysteiny i glicyny. Przynajmniej w kilku badaniach dowiedziono, że podawanie – czy to glutaminy (źródła kwasu glutaminowego), czy cysteiny – prowadzi do znacznego wzrostu poziomu glutationu. Wprawdzie nie widziałem wyników badań (może coś przeoczyłem) – dowodzących, że łączne stosowanie glutaminy i cysteiny lepiej podnosi poziom glutationu, aniżeli – każdego z tych aminokwasów, z osobna – ale na to wskazuje nam przecież logika…

Jeżeli więc lekarz zaleci komuś z nas testosteron lub inny steryd anaboliczny, jako lek na dolegliwości związane z niską masą ciała, niedokrwistością czy procesami starzenia się organizmu, przypomnijmy sobie o wspomagającej aktywności glutationu – względem tego hormonu. (W innym badaniu wykazano na przykład, że spadek poziomu glutationu prowadzi do niedokrwistości.)
Glutaminę nabędziemy bez problemu – w każdym sklepie z odżywkami dla sportowców, gdyż jest to jeden z najpopularniejszych suplementów sportowych.

Z cysteiną też nie będzie większych problemów – jej wysoko aktyną formę znajdziemy w każdej aptece, w postaci leku wydawanego bez recepty – o nazwie – ACC. I nie przejmujmy się zbytnio, że jest to lek wykrztuśny… Mechanizm jego działania jest bowiem tutaj taki sam, jak mechanizm ochrony białek mięśniowych przez glutation: grupy tiolowe chronią atomy siarki przed wiązaniem się ze sobą w mostki disulfidowe, co – w przypadku dróg oddechowych – ogranicza zagęszczanie się śluzu oskrzelowego.



Załączone pliki Miniatury
   

  NADH – siła, masa, wytrzymałość
Napisane przez: SCREAM - 17.09.2019, 11:48 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

NADH – siła, masa, wytrzymałość



NADH – suplement diety, egzystujący na naszym rynku pod nazwą Koenade – promowany jest głównie jako czynnik podnoszący witalność, poprawiający komfort egzystencjalny, sprzyjający długowieczności oraz utrzymaniu młodzieńczego wyglądu i samopoczucia. Jednakże, za Wielką Wodą, zdobywa co raz to większą sławę jako suplement sportowy, ułatwiający rozwój zdolności wysiłkowych. I chociaż wskazuję się tutaj przede wszystkim na jego znaczenie dla sportów wytrzymałościowych, to warto podkreślić, że wnosi on jednocześnie znaczący udział w procesy związane z rozwojem siły i masy mięśniowej. Co więcej – nieliczne jeszcze (niestety) badania na sportowcach dowiodły wyraźnego wpływu suplementacji NADH na poprawę parametrów wysiłkowych głównie w ćwiczeniach o charakterze szybkościowo-siłowym.

Panie, zażywające Koenade dla efektów witalizujących i odmładzających, nie muszą oczywiście obawiać się o niechciane przyrosty muskułów. Mięśnie nie rosną bowiem łatwo, więc – aby rosły – potrzebują silnych bodźców w postaci treningów siłowych, natomiast związki aktywne biologicznie, podobne NADH czy np. kreatyny, zwiększają jedynie efektywność tych ćwiczeń, ułatwiając rozwój muskulatury osobom trenującym.

A w jaki sposób Koenade wpływa na poprawę tężyzny fizycznej ?





Energizer

NADH to aktywna forma koenzymu NAD, który albo sam działa w naszym organizmie, albo ulega przekształceniu przez enzym kinazy NAD do kolejnego koenzymu – NADP i jego aktywnej formy – NADPH. Ogólnie rzecz biorąc – koenzymy współdziałają z enzymami, katalizując prowadzone prze nie reakcje chemiczne, przebiegające w naszym organizmie. Różne koenzymy mogą mieć tutaj rozmaite zadania. Zadania NAD i NADP, nazywanych ogólnie nukleotydami pirydynowymi, polegają głównie (chociaż nie tylko) na przenoszeniu atomów wodoru pomiędzy molekułami różnorodnych związków chemicznych.

Przenoszenie wodoru ma pierwszoplanowe znaczenie dla przemian energetycznych.

Dlaczego…?

Każdy z nas chyba wie, że ostatecznym nośnikiem energii w organizmie, dostarczającym ją do niemal każdego procesu życiowego, jest adenozynotrifosforan – ATP. Najlepiej znamy go z tego, że zaopatruje w energię akt skurczu włókienek mięśniowych, dzięki czemu nasze mięśnie mogą się kurczyć, zaś my – wykonywać określoną pracę. Mówiąc najprościej: organizm spala składniki pokarmowe – cukry, tłuszcze i białka – a energię tego spalania magazynuje w rodnikach fosforanowych, tworzących ATP. Większość tych przemian zachodzi w mitochondriach – wyspecjalizowanych organellach komórkowych, pełniących funkcję energociepłowni biologicznych. Musimy jednak wyjaśnić, co oznacza w rzeczywistości termin – ‘spalanie składników pokarmowych’…

Na dobrą sprawę – organizm wykorzystuje tu tylko jedno, najwydajniejsze paliwo, zgromadzone w molekułach biologicznych – wodór. Enzymy odszczepiają atomy wodoru od cząsteczek składników pokarmowych, zaś NAD wiąże je i transportuje – jako NADH – do procesów spalania, w efekcie których wodór łączy się z tlenem (zostaje utleniony) i wytwarza wodę – a energia jego utleniania magazynowana jest w wiązaniach fosforanowych ATP. Jest to w zasadzie taka sama reakcja, jaka zachodzi w silniku rakietowym, tyle że w organizmie nie przebiega wybuchowo, ale wolno i wieloetapowo, i nie wyrzuca większości energii poza układ, jak rakieta, tylko gromadzi ją w wiadomy sposób – w postaci ATP. (Trochę energii opuszcza organizm jako ciepło.)

Widzimy więc, że – kiedy dostarczymy z suplementem gotowy NADH – ten od razu wprowadzi wodór, zgromadzony w swoich cząsteczkach, w procesy spalania i zasili nas solidną porcją energii. Oczywiście, po oddaniu swojego wodoru, powróci do formy NAD i wciąż będzie odbierał atomy tego paliwa od enzymów rozkładających składniki pokarmowe i wciąż katalizował reakcje spalania, generujące kolejne porcje ATP.
Nieraz spotkaliśmy się pewnie na rynku z suplementami sportowymi, nazywanymi marketingowo przez ich producentów – paliwem rakietowym (rocket fuel); widzimy, że chyba żaden suplement nie zasługuje bardziej na taką nazwę – jak NADH.




Aktywator kreatyny

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt tego zagadnienia – współpracę NADH z innym, sztandarowym suplementem sportowym – kreatyną…
ATP powstaje głównie w mitochondriach (w którym to procesie żywo uczestniczy NADH), działa natomiast w odległych przedziałach komórkowych – chociażby we włókienkach mięśniowych. I chociaż musi jakoś dotrzeć do miejsca swojego działania, to nie ma zdolności samodzielnego poruszania się w obrębie komórek. I tu wkracza właśnie do akcji kreatyna… Odbiera rodniki fosforanowe od mitochondrialnego ATP, przekształca się w fosfokreatynę i jako taka rozwozi je po wszystkich zakamarkach komórek. Następnie, na ‘stacji docelowej’, np. w okolicy włókienka mięśniowego, przenosi rodniki fosforanowe na cząsteczki związku o nazwie ADP i wytwarza lokalną pulę ATP, gotową do wypełniania zadań metabolicznych.
Z uwagi na tę doniosłą funkcję, kreatyna pozostaje od dwóch dziesięcioleci najważniejszym suplementem sportowym, ułatwiającym zarówno rozwój wytrzymałości, jak też siły i masy mięśniowej.

Jeżeli chodzi o wytrzymałość, to sprawa wydaje się jasna: sprawne przenoszenie ATP z mitochondriów (z miejsca jego produkcji) do włókienek mięśniowych (do miejsca jego działania) pomaga w długotrwałym utrzymaniu wysokiej sprawności mięśni szkieletowych i mięśnia sercowego.

Musimy jednak wiedzieć, że ATP zaopatruje w energię również proces syntezy (anabolizmu) białek mięśniowych, wyznaczających masę i siłę muskułów, więc zapewniany przez kreatynę, wysoki jego poziom w miejscu przebiegu tego procesu (głównie w okolicy rybosomów – organelli zajmujących się produkcją protein) intensyfikuje procesy anaboliczne. Mało tego – ATP działa też (wspólnie ze specjalnymi enzymami – kinazami) jako przekaźnik sygnałów od hormonów anabolicznych, takich jak np. IGF czy insulina, dzięki czemu oddziałuje na geny (za pośrednictwem tzw. czynników transkrypcyjnych) i pobudza je do produkcji białek. Kinazy, wspólnie z ATP, intensyfikują anabolizm białek również na kolejnych etapach tego procesu, przebiegający poza genami. I to właśnie z tego powodu – suplementacja kreatyny ułatwia tak bardzo rozwój siły i masy mięśniowej. (Istnieją jeszcze inne aspekty anabolicznej aktywności kreatyny, które pominę, gdyż nie pozostają w związku z czynnością ATP.)
Kończąc ten paragraf, warto zauważyć, że ATP (więc poniekąd i kreatyna) przekształca NAD, za pośrednictwem odpowiedniej kinazy, w NADP – nukleotyd o kolosalnym znaczeniu dla wielu procesów anabolicznych.

Widzimy wyraźnie, że współpraca NADH z kreatyną rysuje się bardzo obiecująco dla rozwoju wytrzymałości, ale przede wszystkim – dla rozwoju siły i masy mięśniowej… NADH zwiększa wytwarzanie ATP w mitochondriach, zaś kreatyna – jego transport do pracujących włókienek mięśniowych i do przebiegu procesów anabolicznych.



NO-booster

Ostatnio rekordy popularności biją suplementy sportowe, zwiększające produkcję tlenku azotu (NO), nazywane popularnie przez ich użytkowników – no-boosterami.
Tlenek azotu to hormon (hormon gazowy) o szczególnym znaczeniu dla czynności tkanki mięśniowej. Kiedy NO rozkurcza mięśnie gładkie naczyń krwionośnych, powoduje ich rozszerzenie, co fachowcy nazywają wazodylatacją, zaś sportowcy – pompą. Ten mechanizm reguluje ciśnienie tętnicze i uczestniczy w dokrwieniu pracujących mięśni szkieletowych. Kiedy natomiast rozkurcza mięśnie gładkie ciał jamistych prącia, inicjuje erekcję.

Ale wpływ NO na mięśnie szkieletowe nie ogranicza się li tylko do ich dokrwienia; np. uczestniczy on również w akcie skurczu włókienek mięśniowych. Mało tego: za pośrednictwem swoich przekaźników – kinaz i cyklicznych nukleotydów – oddziałuje na tzw. czynniki transkrypcyjne i pobudza geny komórek mięśniowych do produkcji (anabolizmu) białek. Pobudza produkcję białek też i na tej zasadzie, że jego pochodna – nadtlenoazotyn – pośredniczy w przewodzeniu bodźców od silnych hormonów anabolicznych, takich jak insulina czy IGF.
Tlenek azotu bierze jednocześnie udział w rozlokowywaniu nowopowstałych białek w komórkach mięśniowych – w ten sposób, aby te maksymalnie sprawnie wykonywały swoje zadania wysiłkowe: aby odpowiednio reagowały na bodźce odbierane z układu nerwowego oraz kurczyły się i przenosiły silę swojego skurczu, nie niszcząc przy okazji struktury komórki mięśniowej.
NO pobudza dodatkowo produkcję najsilniejszego hormonu anabolicznego – testosteronu, ale do tych zagadnień powrócę jeszcze – za chwilę…

Organizm wytwarza tlenek azotu z jednego z aminokwasów (składnika białek pokarmowych) – z argininy. Dlatego właśnie arginina uznawana jest za podstawowy no-booster i szeroko wykorzystywana we wspomaganiu wysiłku sportowego, zarówno w dyscyplinach wytrzymałościowych, jak też siłowych. Natomiast NADPH musimy uznać za kolejny no-booster, gdyż jest on koenzymem syntazy tlenku azotu (NOS) – enzymu przekształcającego argininę w NO.
Mówiąc krótko – od dostępności NADPH zależy efektywność przemiany argininy w tlenek azotu, czyli też skuteczność suplementów tego aminokwasu. Widać więc, że warto łączyć Koenade w jednym programie wspomagania – nie tylko z kreatyną, ale również i argininą.




Testo-booster

Testosteronu nie trzeba chyba specjalnie reklamować, bo hormon ten jest bardzo dobrze znany – zdecydowanie – wszystkim sportowcom. Napiszę wiec tylko dla porządku: testosteron to związek z grupy androgenów (męskich hormonów płciowych) o bardzo silnej aktywności anabolicznej, wpływający dodatnio na nasze libido, motywację do ćwiczeń, przyrost masy mięśniowej i procesy krwiotwórcze. Z uwagi na taką aktywność – zarówno sportowcy z dyscyplin siłowych, jak też wytrzymałościowych, dążą do podniesienia jego poziomu w swoich organizmach. Efekt ten osiągają – albo w sposób nielegalny – przyjmując preparaty farmakologiczne, oparte o ten hormon lub jego pochodne (tzw. steroidy anaboliczno-androgenne), albo legalny – stosując kompozycje ekstraktów roślinnych, podnoszące poziom własnego hormonu, nazywane potocznie – boosterami testosteronu lub testo-boosterami.

I tu trzeba zaznaczyć, że Koenade może być potencjalnym boosterem testosteronu. Pełna synteza tego hormonu w jądrach (męskich gonadach) rozpoczyna się bowiem od kwasu octowego i przebiega w kilkunastu etapach, katalizowanych przez wiele enzymów. Natomiast koenzymem większości enzymów ze szlaku syntezy testosteronu jest właśnie… NADPH.

Jak widać – Koenade może stanowić ciekawy dodatek do ziołowych boosterów testosteronu, zwiększający efektywność tych suplementów.
Starsi panowie, stosujący Koenade w celu rewitalizacji, mogą odnieść tu dodatkową korzyść w postaci wzrostu potencji seksualnej. Raz – z uwagi na udział naszego koenzymu w produkcji podnoszącego libido testosteronu, dwa – z uwagi na udział w produkcji tlenku azotu, zawiadującego erekcją.
Natomiast Panie, korzystające z tego suplementu w celach upiększających i odmładzających, nie muszą obawiać się o wąsik czy duże muskuły… Analogiczne reakcje, katalizowane przez NADPH, prowadzą w kobiecym organizmie do wytworzenia żeńskich hormonów płciowych – gestagenów i estrogenów.




Wtórny przekaźnik

Omówiony wyżej testosteron działa anabolicznie w ten sposób, że wnika do komórek mięśniowych i aktywuje w ich wnętrzu czynniki transkrypcyjne, pobudzające geny do produkcji białek. Jednak większość hormonów anabolicznych, jak insulina, insulinopodobny czynnik wzrostu (IGF) czy tzw. miokiny (lokalne hormony tkanki mięśniowej) nie mają zdolności przenikania przez błonę komórkową, więc wiążą się tylko z elementami tej błony (receptorami), zaś dalej ich sygnał przekazywany jest przez wtórne przekaźniki. To dopiero wtórne przekaźniki aktywują czynniki transkrypcyjne, pobudzające geny do produkcji białek.
Jedną grupę wtórnych przekaźników poznaliśmy już wcześniej – kinazy związane z ATP. Pamiętamy również, że podobną funkcję może pełnić produkt tlenku azotu – nadtlenoazotyn. I tu jeszcze jedna, ciekawa informacja – niedawno dowiedziono, że funkcje wtórnego przekaźnika hormonów anabolicznych pełni również nadtlenek wodoru – produkt oksydazy NADPH – enzymu wymagającego do swojej aktywności naszego koenzymu. Jak wykazano – kiedy insulina lub hormon do niej podobny wiąże się z błoną komórkową, uruchamia różne wtórne przekaźniki – a między innymi – stymuluje oksydazę NADPH i zwiększa produkcję nadtlenku wodoru. Natomiast nadtlenek wodoru aktywuje wspominane czynniki transkrypcyjne, a w szczególności najważniejszy z nich, zawiadujący produkcją ogromnej ilości białek – niejaki NFkB.

Jako ciekawostkę można tu dodać, że nadtlenek wodoru działa niemal tak samo na inne czynności życiowe, jak tlenek azotu…





Regenerator glutationu

Białka ulegają uszkodzeniu przez wolne rodniki. Szczególnie zaś białka mięśniowe – podczas wysiłku, kiedy to rodniki zalewają komórki mięśniowe, powstając gremialnie w efekcie wzmożenia procesów energetycznych. Uszkodzone białka są dalej trawione przez enzymy kataboliczne, czyli rozkładane na drobniejsze fragmenty i wolne aminokwasy, co nazywamy katabolizmem i co utrudnia nam rozwój siły i masy mięśniowej.

Glutation eliminuje wolne rodniki i ochrania tym samym białka, co nie jest może jeszcze jakimś ewenementem, gdyż podobnie działa wiele innych substancji, nazywanych ogólnie – antyoksydantami. Eliminacja wolnych rodników nie zawsze też pozostaje korzystna dla procesów anabolicznych, gdyż molekuły te biorą udział w aktywności wielu hormonów anabolicznych i stymulują wspominane wyżej czynniki transkrypcyjne. Ale tylko jedyny glutation posiada tę unikalną cechę, że potrafi naprawiać białka komórkowe, uszkodzone wolnymi rodnikami!

Glutation bierze również udział w samym anabolizmie białek, gdzie pozostaje niezbędny do tworzenia tzw. mostków disulfidowych. Są to szczególne połączenia pomiędzy aminokwasami, tworzone przez atomy siarki, służące kształtowaniu odpowiedniej struktury i funkcji białek. Musimy wiedzieć, że to one właśnie odpowiadają np. za kształt ‘sprężynki’ białek kurczliwych – a co za tym idzie – ich zdolność do generowania czy przenoszenia impulsów siłowych.

Ale najważniejsza jest bodaj ostatnia właściwość glutationu…

Wiemy, że atomy siarki kształtują strukturę białek. Muszą jednak łączyć się one pomiędzy sobą tylko w tych miejscach, w których tego potrzeba. Tam, gdzie atomy siarki nie powinny tworzyć połączeń (mostków), zabezpieczane są poprzez wiązanie atomów wodoru i tworzenie tzw. grup tiolowych – SH. Problem w tym, że – w efekcie różnych zdarzeń metabolicznych – atomy wodoru odrywają się od siarki, a wtedy ta tworzy niechciane połączenia, zaś białko traci swoje cechy funkcjonalne.
Na szczęście – takie same grupy tiolowe (SH) posiada glutation! Kiedy więc siarka białka traci swój wodór, glutation natychmiast oddaje jej swój – ze swojej grupy tiolowej. Najkorzystniejsza życiowo sytuacja to taka, w której grupy tiolowe glutationu pozostają w swoistej równowadze z grupami tiolowymi białek. Odnosząc tę sytuację konkretnie do tkanki mięśniowej – możemy powiedzieć, że funkcjonalna masa mięśniowa może być na tyle wysoka, na ile pozwolą na to zasoby glutationu, zgromadzone w komórkach mięśniowych.

Teraz chodzi o to, że glutation – kiedy oczyszcza komórkę mięśniową z wolnych rodników – traci swoje właściwości i musi zostać zregenerowany. I tu dochodzimy do sedna zagadnienia: nie wnikając głęboko w szczegóły – regeneracją glutationu zajmuje się głównie… NADPH.
Regeneracja tego związku nie tylko ma duże znaczenie dla komórek mięśniowych, ale również – dla komórek krwi (erytrocytów), dowożących tlen do serca i pracujących muskułów, a usuwających jednocześnie końcowy produkt spalania składników energetycznych – dwutlenek węgla. Regeneracja glutationu chroni erytrocyty przed rozpadem i usprawnia przebieg procesów tlenowych podczas wysiłku.




Nukleotydy pirydynowe włączają się jeszcze szerzej w procesy anaboliczne, aniżeli tylko poprzez opisane wyżej mechanizmy. Do zagadnień tych powrócę jeszcze w końcowej części dzisiejszego opracowania, a w tym miejscu jedynie zaznaczę, że biorą one udział w syntezie aminokwasów i zasad azotowych.

Przypomnę, że biało składa się z aminokwasów. Niektóre aminokwasy organizm nasz potrafi samodzielnie syntetyzować, inne zaś musi bezwzględnie pobierać z pożywienia. Aby doszło do upragnionego przez wielu sportowców wzmożenia produkcji białek, organizm musi dysponować pełnym kompletem wszystkich, niezbędnych aminokwasów. I tu właśnie niemałą rolę odgrywają NADH i NADPH, katalizujące syntezę wielu ważnych aminokwasów, takich jak np. kwas glutaminowy, prolina czy tyrozyna.

NADH i NADPH zaangażowane są też w syntezę zasad azotowych (purynowych i pirymidynowych). Na niektórych etapach NADPH współpracuje tu z innym, ważnym koenzymem – THFA.
Zasady azotowe są fundamentem budowy nukleotydów i kwasów nukleinowych.
Do nukleotydów należy chociażby znany nam dobrze ATP – magazynier i transporter energii oraz przekaźnik sygnałów hormonów anabolicznych, ale w grupie tych związków znajdziemy jeszcze inne, niezwykle ważne przekaźniki – cykliczne nukleotydy, takie jak cAMP i cGMP.
Jeden z kwasów nukleinowych – DNA – buduje geny i przechowuje i informację o białkach. Inny – RNA – kopiuje tę informację i przekazuje ją do rybosomów, które syntetyzują nowe białka na matrycy RNA. Aby doszło więc do syntezy białka, dojść musi najpierw do syntezy RNA, co ułatwiają nukleotydy pirydynowe.
Natomiast sprawna synteza DNA jest nieodzownym warunkiem podziałów komórkowych. Ważna jest szczególnie dla takich tkanek, które regenerują się poprzez intensywne podziały komórkowe, jak np. krew, w której podstawę istoty komórkowej tworzą wspominane wyżej erytrocyty. Jeżeli więc erytrocyty mają wydajnie się mnożyć w odpowiedzi na trening i dzięki temu właściwie zaopatrywać w tlen mięśnie szkieletowe i mięsień sercowy, muszą sprawnie syntetyzować DNA, do czego potrzeba odpowiedniej ilości THFA i NADPH. Tu warto zaznaczyć, że w sytuacji niedoboru tych koenzymów dochodzi do hamowania mnożenia erytrocytów i do rozwoju niedokrwistości.

Synteza DNA, a więc i poziom NADPH, ma też ogromne znaczenie dla regeneracji mięśni i rozwoju masy mięśniowej…!

Mięśnie rosną bowiem w reakcji na trening, w ten sposób, że niedojrzałe komórki mięśniowe, nazywane mioblastami lub komórkami satelitarnymi, mnożą się intensywnie i – albo przekształcają się w dorosłe komórki mięśniowe (miocyty), albo przekazują miocytom swoje młode, sprawne metabolicznie jądra komórkowe. A ponieważ to jądra inicjują i prowadzą kluczowe etapy anabolizmu białek, dlatego większa liczba sprawniejszych jąder przekłada się na tempo i wydajność anabolizmu – a ostatecznie – na przyrost masy mięśniowej.

Współpraca pomiędzy NADPH a THFA odgrywa też dużą rolę w tzw. procesach metylacji, w które zaangażowany jest (obok tych koenzymów) jeszcze jeden z aminokwasów – metionina. W kontekście adaptacji wysiłkowej ważna będzie metylacja, prowadząca do wytworzenia cząsteczki kreatyny, zachodząca na jednym z etapów produkcji tego ważnego związku (patrz – wyżej) w organizmie ciężko trenującego sportsmena.
Inna, ważna metylacja to przemiana pewnego, szczególnego aminokwasu – kwasu D-asparaginowego – w kwas N-metylo-D-asparaginowy (NMDA), aktywujący produkcję silnych hormonów anabolicznych – testosteronu, DHEA, IGF i GH.
Chyba jednak najważniejszą metylacją dla sportowców z dyscyplin siłowych jest metylacja tzw. kompleksów inicjacyjnych, rozpoczynająca strategiczny etap anabolizmu białek – translację, gdyż od sprawności przebiegu tego procesu zależy w dużej mierze tempo rozwoju siły i masy mięśniowej.






Psychostymulator

Nasz aktualny stan psychiczny uzależniony jest od wytwarzania w naszym mózgu różnych substancji sygnałowych, nazywanych neuroprzekaźnikami lub neurotransmiterami. Za dobry nastrój odpowiada np. dopomina i serotonina, podczas gdy noradrenalina daje nam napęd do pracy fizycznej i umysłowej. Noradrenalina zwiększa też zdolność mięśni do pracy oraz mobilizuje rezerwy energetyczne ustroju.

Dopomina i noradrenalina powstają z dwóch aminokwasów (składników białek) – z fenyloalaniny i tyrozyny, natomiast serotonina – z innego aminokwasu – tryptofanu. Dlatego sportowcy sięgają często, przed rozpoczęciem treningu lub przed zawodami, po suplementy zawierające tyrozynę, co podnosi poziom noradrenaliny i zwiększa zdolności wysiłkowe.
I tu warto wiedzieć, że ważnym koenzymem enzymów katalizujących przemianę aminokwasów do neuroprzekaźników jest NADPH, który współpracuje tutaj z jeszcze jednym koenzymem – nijakim BH4. Widzimy więc, że zestawienie suplementu tyrozyny z Koenade powinno dać znacznie lepsze rezultaty, aniżeli zastosowanie tylko tego pierwszego.

Faktycznie – badania dowodzą, że suplementy NADH wyraźnie podnoszą nasz napęd psychofizyczny.





Spalacz tłuszczu

Redukcja tkanki tłuszczowej jest rutynowym elementem przygotowań sportowych, szczególnie w dyscyplinach z limitami wagowymi i w konkurencjach sylwetkowych. Sportowcy często sięgają tutaj po suplementy diety, ułatwiające redukcję tkanki tłuszczowej, nazywane popularnie spalaczami tłuszczu. Teoria wskazuje, że skutecznego spalacza tłuszczu możemy upatrywać również w Koenade…

Pamiętajmy bowiem, że NAD jest najważniejszym koenzymem, katalizującym proces spalania kwasów tłuszczowych. Redukcji tłuszczu sprzyja również tlenek azotu, wytwarzany – jak wiemy – przy znamiennym współudziale NADPH. Pamiętamy, że noradrenalina – wytwarzana z udziałem NADPH – mobilizuje rezerwy energetyczne ustroju. Mobilizacja ta opiera się głównie o zjawisko lipolizy, polegające na rozbijaniu przez noradrenalinę cząsteczek tłuszczu do jego składników pierwszych – glicerolu i kwasów tłuszczowych, które wędrują następnie z obiegiem krwi do pracujących mięśni, gdzie ulegają spalaniu.
Niepocieszająca informacja to ta, że NADPH pośredniczy jednocześnie w mechanizmie lipogenezy – produkcji tłuszczu zapasowego. Ostatecznie nie bardzo więc wiadomo, które z omawianych procesów wezmą tu górę i – czy Koenade ułatwi redukcję tłuszczu, czy procesy te wzajemnie się zniosą a bilans tłuszczowy wyjdzie na zero…?

Szalę zadają się przechylać tutaj najnowsze wieści o NAD… Otóż, okazuje się, że związek ten jest koenzymem i stymulatorem sirtuin – enzymów długowieczności, o których więcej napiszę za chwilę, a które silnie redukują tkankę tłuszczową. Nie wnikając w szczegóły (procesy te są dosyć skomplikowane) – sirtuiny ingerują w szlaki hormonalne oraz w mechanizmy gromadzenia tłuszczu i dojrzewania komórek tłuszczowych (adipocytów), a ostatecznie – powstrzymują rozwój tkanki tłuszczowej (adipogenezę).





Enzymy długowieczności

Od pewnego czasu już wiemy, że dieta niskokaloryczna poprawia zdrowie i przedłuża życie zwierząt laboratoryjnych, w tym – ssaków naczelnych (prawdopodobnie więc również i ludzi). Od momentu, w którym zaobserwowano, że ograniczenie poboru energii (tzw. restrykcja kaloryczna) aktywuje pewne, szczególne enzymy – sirtuiny, zaś zwierzęta pozbawione doświadczalnie tych enzymów nie odnoszą korzyści z niskokalorycznej diety, sirtuiny okrzyknięto ‘enzymami długowieczności’.
Koenzymem sirtuin jest NAD. Udowodniono, że wzrost poziomu tego koenzymu w komórkach silnie aktywuje sirtuiny. A pamiętamy, że NADH (Koenade) – po oddaniu wodoru na cele energetyczne – powraca do formy NAD (podstawowej). To ważne, gdyż we współpracy z sirtuinami NAD nie przenosi wodoru, tylko działa w swej formie podstawowej.
Wiemy już, że sirtuiny (a tym samym – Koenade) sprzyjają zdrowiu, długowieczności i redukcji tkanki tłuszczowej.

W tym miejscu należałoby zadać więc pytanie: jaki wpływ mogą mieć te enzymy na rozwój tkanki mięśniowej…?

Aktywność sirtuin wzrasta w przypadku niedostatku kalorii, zaś ich zadanie polega tu głównie na dostrajaniu gospodarki energetycznej do zaistniałej sytuacji. To właśnie dlatego hamują rozwój i ułatwiają rozpad tkanki tłuszczowej; kwasy tłuszczowe są niezwykle zasobnym zapasem energetycznym, gromadzonym ‘na czarną godzinę’, spalanym chętnie w okresie głodzenia.
Ponieważ budowa białek mięśniowych wymaga ogromnych nakładów energetycznych, dlatego sirtuiny hamują procesy anaboliczne. Dowiedziono, że enzymy te utrudniają dojrzewanie młodych komórek mięśniowych oraz przewodzenie sygnałów od insuliny i podobnych hormonów anabolicznych, co obniża aktywność wspominanych wyżej kinaz, w tym – najważniejszej z nich – nijakiej kinazy mTOR, jak również – aktywność najważniejszego czynnika transkrypcyjnego – NFkB, a tym samym ogranicza hipertrofię mięśni – przerost tkanki mięśniowej.
Ciekawe w tym wszystkim jest to, że jednocześnie sirtuiny silnie pobudzają anabolizm jednej, konkretnej grupy białek kurczliwych włókienek mięśniowych – tzw. ciężkich łańcuchów alfa miozyny. Skąd bierze się taka niekonsekwencja…?
Ciężkie łańcuchy alfa miozyny odpowiadają za siłę skurczu mięśnia. Wydaje się więc, że sirtuiny – w trosce o ekonomię pracy – sprzyjają formowaniu się mniejszych, ale silniejszych muskułów, sprawniej wykonujących swoje zadania, mniejszym nakładem energetycznym.
Jeszcze bardziej zaskakująco brzmi kolejne doniesienie… Jak dowiedziono – sirtuiny i NAD nie ograniczają hipertrofii tkanki mięśniowej, indukowanej wysiłkiem fizycznym…!!!

Okazuje się bowiem, że stres oksydacyjny (nadmiar wolnych rodników), wywołany np. ciężkim treningiem siłowym, aktywuje w komórkach mięśniowych inne enzymy, wykorzystujące jako koenzym NAD – tzw. PARP. Natomiast PARP silnie konkurują z sirtuinami o NAD i czasowo pozbawiają je aktywności. Enzymy te konkurują też z sirtuinami na szlakach anabolicznych: wzmacniają sygnały od hormonów anabolicznych, podobnych do insuliny, jak również aktywują najsilniejszy czynnik transkrypcyjny – NFkB.

Po pewnym czasie od zakończenia treningu, w przypadku niedoboru kalorii, sirtuiny znowu mogą dochodzić do głosu i wyhamowywać aktywność PARP na trzy sposoby – poprzez konkurencję o NAD i szlaki anaboliczne, jak również – poprzez wpływ na same PARP; sirtuiny zmieniają bowiem strukturę tych enzymów, usuwając z nich cząsteczkę kwasu octowego.






Widzimy, że kontrowersyjna aktywność sirtuin może potencjalnie tworzyć jakiś problem dla kulturystów, redukujących tkankę tłuszczową przed zawodami. To znaczy, tak: jeżeli pozostają oni na diecie z niedoborem kalorycznym, to antylipogenetyczna aktywność tych enzymów ułatwi im redukcję tkanki tłuszczowej, ale ich aktywność antyanaboliczna może utrudnić utrzymanie wysokiego poziomu masy mięśniowej. Wydaje się więc, że najlepiej tutaj jedynie nieznacznie ograniczać kalorie, a deficyt energetyczny tworzyć dodatkowymi ćwiczeniami (np. aerobowymi), bo wtedy PARP zahamują aktywność sirtuin. Warto też zastosować Koenade okołotreningowo (np. przed i po treningu), aby mięśnie dysponowały odpowiednim zasobem NAD i aby sirtuiny nie ograniczyły zbyt szybko aktywności PARP, podkradając im cząsteczki tego cennego koenzymu. Możemy spodziewać się, że suplementacja taka wzmocni i wydłuży aktywność PARP, co przełoży się na ochronę mięśni podczas redukcji wagi.
Zauważmy, że – jeżeli aktualnie nie redukujemy wagi i pozostajemy na proanabolicznej diecie wysokokalorycznej – sirtuiny praktycznie nie działają, zaś suplementacja Koenade zwiększa jedynie aktywność PARP, stymulujących syntezę białek.
Zauważmy jednocześnie, że problem sirtuin nie dotyczy zupełnie przedstawicieli dyscyplin siłowych z limitami wagowymi, redukujących wagę przed zawodami. Tutaj, jeżeli nawet przeważą sirtuiny (chociaż badania wskazują, że w okresie okołotreningowym nie jest to raczej możliwe), to ułatwią redukcję wagi i – chociaż może ograniczą trochę rozwój masy mięśniowej – to jednocześnie poprawią siłę mięśni. A w tego typu dyscyplinach o to przecież chodzi – nie tyle wielkie, co silne i dynamiczne muskuły! Tu również warto podać Koenade, bo – jak pamiętamy – NAD zwiększa aktywność sirtuin i PARP, czyli przyczynia się ostatecznie do redukcji tkanki tłuszczowej oraz rozwoju masy i/lub siły mięśniowej.

Wszystkie te doniesienia na temat udziału nukleotydów pirydynowych w procesach prowadzących do rozwoju siły i masy mięśniowej wydają się znakomicie tłumaczyć wyniki uzyskane w cytowanych na wstępie badaniach. W świetle przedstawionych powyżej faktów nie powinno nas dziwić, że suplementacja NADH wypływała jedynie niezamiennie na rozwój wytrzymałości, zaś bardzo wyraźnie – na rozwój parametrów siłowych.
Wydaje się więc, że Koenade może okazać się niezwykle przydatnym suplementem szczególnie dla kulturystów i przedstawicieli wszystkich dyscyplin siłowych – i to zarówno stosowany samodzielnie, jak też w połączeniu z innymi suplementami – np. boosterami testosteronu, kreatyną czy argininą.



WSZYSTKO TO KUPISZ NA MUSCLE ZONE ...

WPISZ KOD CSM05 (Z DUŻYCH LITER) A DOSTANIESZ RABAT 7% ! SARMY , PH DOSTĘPNE NA ZAGRANICZNEJ STRONIE http://www.muscle-zone.com oraz https://www.mz-store.co.uk/ NA POLSKIEJ STRONIE MASA INNYCH SUPLEMENTÓW - KREATYNA ,BIAŁKO ,GLUTAMINA , HMB I WIELE INNYCH NA http://www.muscle-zone.pl/



Załączone pliki Miniatury
   

  Testosteron, męski hormon płciowy wzmacnia, ale nie programuje męskich zachowań
Napisane przez: SCREAM - 30.08.2019, 09:42 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Testosteron, męski hormon płciowy wzmacnia, ale nie programuje męskich zachowań - twierdzą naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco.



Wyniki ich badań, opublikowane na łamach czasopisma "Neuron" wskazują na to, że żeński hormon, estrogen, czyni z mężczyzny mężczyznę.

Badania wskazują na to, że męskie schematy zachowań i postępowania tworzą się mózgu bez udziału testosteronu. Podstawowe znaczenie ma natomiast estrogen, który powstaje w samym mózgu z przemiany hormonu męskiego.

Nauka od dawna wiedziała, że to subtelne współdziałanie obu hormonów decyduje o tym, kim jesteśmy, ale dopiero teraz badania na genetycznie zmodyfikowanych myszach pokazały, że to żeński hormon sprawia, że w mózgu samca, na najwcześniejszym etapie jego rozwoju, tworzą się schematy zdobywania partnerki, walki z rywalami i oznaczania swego terenu. W tym czasie, w mózgu nie ma na odpowiedniej liczby receptorów androgenowych, niezbędnych do odbioru bodźców za pośrednictwem męskiego hormonu.
Testosteron, jako bohater negatywny opowiadań o męskiej brutalności, nie jest jednak całkiem niewinny. To jego poziom decyduje o tym, jak często samiec, na przykład mężczyzna, okazuje potem swoje prawdziwe oblicze. Ze wszystkimi tego pozytywnymi i negatywnymi konsekwencjami.

Ale dla mężczyzn najważniejszym działaniem testosteronu może się okazać działanie antydepresyjne. Potwierdzają to badania amerykańskie. Autorzy pracy na łamach pisma "Biological Psychiatry" tłumaczą, dlaczego tak się dzieje. Wiadomo na przykład, że w porównaniu z mężczyznami kobiety są dwukrotnie bardziej narażone na zaburzenia nastroju.
Z kolei panowie z tzw. hipogonadyzmem - defektem, który sprawia, że jądra nie produkują testosteronu lub wytwarzają go za mało - częściej cierpią na depresję i zaburzenia lękowe. Z badań wynika też, że terapia zastępcza z użyciem testosteronu łagodzi te zaburzenia. Krótko mówiąc, brak jąder oznacza gwarantowaną depresję.



Załączone pliki Miniatury