Witamy na stronie - Ciemna Stron Mocy, niech moc będzie z Tobą!
Witaj, Gość
Musisz się zarejestrować przed napisaniem posta.

Użytkownik
  

Hasło
  





Szukaj na forum

(Zaawansowane szukanie)

Statystyki
» Użytkownicy: 2 915
» Najnowszy użytkownik: Darusia
» Wątków na forum: 1 939
» Postów na forum: 11 520

Pełne statystyki

Użytkownicy online
Aktualnie jest 41 użytkowników online.
» 0 Użytkownik(ów) | 38 Gość(i)
Applebot, Bing, Google

Ostatnie wątki
Kobiety na koksie
Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY
Ostatni post: SCREAM
11.07.2020, 11:29
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 704
Optymalna dawka teścia?
Forum: DOPING
Ostatni post: Tomaras20
07.07.2020, 11:39
» Odpowiedzi: 2
» Wyświetleń: 81
Kiedyś kontra teraz: anab...
Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY
Ostatni post: SCREAM
02.07.2020, 09:51
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 570
Agoniści receptorów beta-...
Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY
Ostatni post: SCREAM
23.06.2020, 09:56
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 143
Dianabol: Pierwszy szerok...
Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY
Ostatni post: SCREAM
15.06.2020, 10:13
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 587
LEUCYNA ANABOLIKIEM ?
Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY
Ostatni post: SCREAM
08.06.2020, 09:30
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 276
Nagła utrata wagi obniża ...
Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY
Ostatni post: SCREAM
06.06.2020, 07:13
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 209

 
  Kobiety na koksie
Napisane przez: SCREAM - 11.07.2020, 11:29 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Kobiety na koksie



Niewiele kobiet trenowało w Muscle City w latach osiemdziesiątych. Było tam tylko kilka siłowni, lochów zdominowanych przez samców, bez żadnej infrastruktury przyjaznej paniom. Pojedyncze kobiety, które decydowały się na trening, robiły to na swoje własne ryzyko.


W World`s Gym nie było drzwi od prysznica. Droga do prysznica wiodła przez garaż. Wtedy, Rachel McLish wygrała Ms. Olympia. Jej piękne ciało pojawiło się w czasach, gdy umięśnienie było w modzie, co zainspirowało wiele kobiet do uprawiania kulturystyki i obaliło mit o tym, że kobieta nie powinna mieć mięśni. Krok po kroku, coraz więcej ładnych ciałek, pojawiało się w naszych świątyniach, drastycznie poprawiając krajobraz. Siłownie musiały temu sprostać, budując sale dla pań i oddzielne szatnie.


Początkowo, byłem bardzo zaintrygowany, gdy spod sztangi wyłoniła się idealnie dopracowana bogini. Właśnie odłożyłem sztangę na stojaki i podnosząc głowę, zobaczyłem idealne uda wchodzące w szorty ze spandexu, tak cieniutkie, że z daleka można było dostrzec kolor stringów. Walnąłem głową w sztangę, na tyle mocno, by wyjść na ostatniego palanta, gdy wstawałem z ławki, aby obejrzeć resztę jej ciała. W piersiach miała tyle silikonu, by odpowiednio zaokrąglić swoją sylwetkę, stanowiło to piękny kontrast dla wyrzeźbionego ciała i wyglądało bardzo prowokująco. Twarz miała jak z okładki magazynu: ładną, naturalną, bez przesadnego make-upu, piękne, długie blond włosy.
Odwróciła się i spostrzegła, że się jej przyglądam. Uśmiechnęła się lekko zaczepnie i posłała mi takie spojrzenie, że prawie polałem się w gacie. Znalazłem w sobie odwagę, podszedłem i zagadałem. Szedłem po cienkiej linie, nie wiedząc dokąd i gdzie prowadzi. Ledwo wyjąkałem prośbę o numer telefonu. Dostałem. Zadzwoniłem tego samego popołudnia i wieczorem poszedłem na swoją pierwszą w życiu randkę z umięśnioną laską.


Gdy obudziłem się w jej łóżku następnego dnia, byłem na progu 2,5 letniego doświadczenia, najbardziej głębokiego i intymnego w moim życiu, bycia z kobietą, która się koksuje. Poznałem część tego, co przeżywają i jak zmieniają się kobiety, stosujące sterydy. Prochy zmieniają te dziewczyny fizycznie, psychicznie i seksualnie, co czyni taką znajomość, powiedzmy "interesującą". Nie mówię, że to najgorszy z moich związków, ale przyprawił mnie o wielki ból głowy.


Tak, jak mężczyźni, kobiety muszą zmierzyć się z tymi samymi problemami zdrowotnymi i prawnymi, jeżeli stosują sterydy. Kobiety musza ponadto, zmierzyć się z czymś więcej. Ze społecznym odrzuceniem w chwili, gdy sterydy zmieniają ich ciało w bardziej męskie, a przemiany tej nie da się ukryć. Nie mówię tutaj o umięśnionych laskach. Mówię o zawodowcach. O dziewczynach z okładek. O tych, które dostarczają Ci tego, czego oczekujesz kupując bilet na zawody kulturystyczne.


Już sama kwestia wpływu na psychikę i umysł, wstrzykiwania osobie danej płci hormonów płci przeciwnej, budzi wiele kontrowersji. Czy męskie hormony niszczą kobiecość, czy tylko dodają męskości i która z tych rzeczy jest nieporządna? Dla mnie obydwie. Ale najpierw spróbujmy określić, co to jest kobiecość. Możesz porównać sobie Kim Chizevsky do Marly Duncan, obie w formie startowej i powiedzieć, że jedna wygląda bardziej kobieco od drugiej- ( Ja mogę, ale co ja tam wiem.) Już widzę feministki krzyczące, że obie są kobiece, ponieważ są kobietami i ich kobiecość leży w ich doświadczaniu bycia kobietą.... A sprawy wizualne, definiujące kobiecość z męskiego punktu widzenia, takie jak: duże cycki, okrągły tyłek, wąska talia i ładna buzia, nie mają z tym nic wspólnego.


Ja nie umiem inaczej zdefiniować kobiecości. Nie znam się, nie posiadam wiedzy. Ale Carol Anne wie. Nie ma lepszej adwokatki kobiecości od naszej kochanej Carol Anne Weber. Mam nadzieję, że nie będzie na mnie zła, jeżeli przytoczę jej opinię. Każdy, kto stoi po tej drugiej, nie-biznesowej stronie kulturystyki, to zrozumie. Carol Anne nie zgadza się ze stwierdzeniem feministek, że -To kobiety decydują, co to znaczy być kobiecą, nie mężczyźni." Carol Anne mówi: " Liczy się to, jak przeżywasz i doświadczasz swojej kobiecości. Możesz być zawodową kulturystką i nie stracić nic ze swojej kobiecości, jeżeli mężczyźni będą cię uznawać za kobiecą."


Zgadzam się. Dopóki nie biorą sterydów. Uważam, że kulturystki nie są kobiece. Ale tylko te, które biorą, nie kulturystki ogólnie.To kluczowa sprawa. Zgadzają się z tym wszyscy ludzie poproszeni o opinię. Nikt nie uważa naturalnych kulturystek za mało kobiece. Za mało kobiece uważane są kulturystki z wielkimi żyłami, szeroką szczęką, wielkim nosem i głosem jak Barry White po zażyciu helu. Ale w ferworze walki, kto zastanawia się nad tym co myślą ludzie. Linia podziału została jasno określona. Jakkolwiek kulturystyka bez żadnych ograniczeń ma swoich wiernych fanów, to ich liczba systematycznie się zmniejsza. To powoduje, że często czołowe zawodniczki nierzadko muszą dodatkowo pracować, aby się utrzymać.


Powszechne używanie sterydów sprawiło, że ludzie odwrócili się od kobiecej kulturystyki. Gdy George Snyder promował Ms. Olympia, ludzie bardzo ciepło przyjęli te zawody, a zawodniczki miały rzesze fanów. Kobiety wyglądały na zgrabne, silne i zdecydowanie kobiece. To zainspirowało inne kobiety w dążeniu do sylwetki, która była w zasięgu ręki. Sport się rozwijał i sterydy wyszły przed szereg. Federacja próbowała ustalić normy i przeprowadzać testy, ale niestety zakończyło się to porażką. Teraz, gdy widzisz kobiety na scenie, zastanawiasz się, czy to nie pora na wprowadzenie definicji trzeciej płci. Pomijając świetną genetykę Lendy Murray, czy urodę Sue Pierce, reszta stawki wyglądała fatalnie. Nie mogłem nawet na nie patrzeć. I nie tylko ja. Ta impreza straciła wszystko ze swojego pierwotnego charakteru. Na tyle dużo, że nie ma szans zarobić sama na siebie, musi być dołączana do męskich zawodów. Gdy w zeszłym roku promowano Ms. Olympia jako oddzielną imprezę, sprzedano 2000 biletów.


Rozmawiałem z kilkoma kobietami, o których wiem, że brały koks. Zapytałem ich, dlaczego chcą za tak marne grosze zniszczyć swoją kobiecość i życie seksualne. Co ciekawe, kobiety podchodzą do tej sprawy inaczej niż mężczyźni.
Tylko kilka kobiet przyzna się, że są na koksie, pomimo tego, że skutki uboczne widoczne są gołym okiem. Tylko kilka przyznało się na osobności, że brały. Pewnie dlatego, że jakiś czas temu przychodziły do mnie po rozpiski. Inne szły w zaparte. Nawet, gdy pokazałem im ich własne zdjęcia sprzed kilku lat i kilku cykli (nie menstruacyjnych). Gdyby zużywały połowę tej energii, z jaką kłamały mi prosto w oczy na treningu w siłowni, nie potrzebowałyby nigdy koksu. Zastanawiam się, czy one uważają to za coś złego. Nie mówię tutaj o łamaniu zasad federacji, czy prawa, ale o łamaniu zasad ustanowionych przez matkę naturę. To ironiczne. Naśladują mężczyzn w tym, jak trenują, jak startują, przyjmują męskie hormony i zgadnij co się dzieje? Stają się mężczyznami.


Czego doświadcza kobieta, która wraz z rosnącą muskulaturą zmienia się w faceta? Nikt tego nie wie. Wypisanie wszystkich efektów ubocznych sterydów to jedno, a życie z nimi to zupełnie co innego. Pół roku po tym, jak zaczęliśmy się spotykać, moja panna weszła na pierwszy cykl. Chciała wygrać Nationals i myślała, że nie da się tego zrobić inaczej. Mówiłem jej, że nie ma, aż tak dobrych genów, by powalczyć na Nationals i sterydy tylko zniszczą jej zdrowie. Nie miała genów kulturystki, ale miała ciało, dla którego ksiądz zrzuciłby sutannę. Umięśnione, szczupłe, idealna skóra - piękna, seksowna kobieta. Mogła zajść bardzo daleko bez koksu, ale nigdy nie mogłaby wygrać Nationals. Obojętnie, czy z koksem, czy bez.


To ją wnerwiło. Mówiąc jej co myślę, rzuciłem rękawicę, którą ona podjęła i zaczęła koksować. Chciała nadrobić stracony czas, nie schodząc w ogóle z cyklu. Okazało się, że miałem racje. Z tego co mi wiadomo, do tej pory nie wygrała Nationals. Ale zniszczyła swoje ciało i swoją kobiecość. Jej skóra stała się gruba i sucha. Włosy wypadały. Ton jej głosu spadł o 3 oktawy, szczeka stała się szeroka, nos urósł, okres się zatrzymał. Jej przemiana to wszystko (wiem, że umierasz z ciekawości, abym podał nazwisko), czego doświadczają kobiety sięgające po koks. Niektóre bardziej, inne mniej, ale nie ma kobiety odpornej na skutki uboczne. Wymieniłem te występujące najczęściej. Są one nieodwracalne, nieporządne, ale z niezrozumiałych dla mnie powodów akceptowane.


Najbardziej widoczne efekty utraty cech kobiecych, są źródłem gorących dyskusji w kręgach kibiców kulturystyki, jednak federacja zdaje się przymykać na to oko. Chcę teraz pomówić o innych sprawach, o których wie niewielu. O sprawach intymnych. Kobieta zmienia się psychicznie i fizycznie, gdy jej płeć nie jest jasno określona, a do jej organizmu dostają się androgeny. Co dzieje się z heteroseksualnym związkiem, gdy kobieta zaczyna zmienia się w faceta? Nic w tym pięknego i szczerze mówiąc, nie dziwię się, że budzi odrazę.


Pomówmy najpierw o agresji. Kulturysta powinien być agresywny, co nie? Wtedy robi się najlepsze treningi. Ale gdy kobiecie włącza się "agresor" od testosteronu, to mamy problem. Mózg nie wie co ma robić. Prowokują bójki, nie panują nad słownictwem, wpadają w furię, gdy coś im spadnie. Miałem taki przypadek z moją dziewczyną. Pierwszy raz zobaczyłem kobietę z "agresorem".


Wracaliśmy z pokazów. Czekaliśmy na bagaż na lotnisku. Ja spokojnie czekałem, aż wyjedzie na taśmie, ona stała oparta o ścianę. Miała na sobie szorty, sportowy stanik i top. Była w dobrej formie, cała w żyłach od fast foodów, na jakie pozwoliła sobie po zawodach. Muszę przyznać, że wyglądała całkiem nieźle. Jakiś biedny facet, przyglądał się jej odrobinę za długo. Wydarła się na niego głosem starego faceta: " Na co się kurwa gapisz, chuju ??? Mam Ci wydłubać te oczy z tego jebanego łba?" Ledwo udało mi się ją od niego odciągnąć, na oczach zdumionego tłumu.


A co z agresją seksualną? Testosteron wywołuje chcicę także u kobiet. Chcicę i agresję. Ale zanim zaczniesz wkruszać metę do płatków twojej dziewczyny, pomyśl chwilę. Dziewczyna waży 65-70kg. Potrafi robić cardio przez godzinę i wyciska 100kg na klatę. Wraca z treningu i nie ma nic do roboty. Chce ciebie, tutaj i TERAZ! Nie mówię tu o świecach, czy nastrojowej muzyce. Mówię o dzikiej, natychmiastowej potrzebie seksu, kilkanaście razy dziennie. Jeżeli kręcą cię takie dziewczyny, to pamiętaj, żeby zamykać okna od sypialni. Gdy będzie cię ujeżdżała, będzie wyrażać swoją przyjemność krzycząc... męskim głosem. Sąsiedzi będą pewni, że bzykasz się z facetem. Przez pierwsze 4 miesiące, jak wprowadziła się do mnie, sąsiad z góry myślał, ze jestem gejem. Od czasu, gdy ją poznał, uważa mnie za jeszcze większego zboka.


Ok, powiedzmy, że nie przeszkadza Ci seks z dużą, silną kobietą, o niskim głosie. A co powiesz na seks z dużą, silną kobietą, o męskim głosie, z włosami na dupie i małym penisem? Powiększenie łechtaczki pod wpływem działania androgenów, to kolejny, nieodwracalny skutek uboczny. Widziałem kilka większych od mojego kciuka i gwarantuję Ci, że po takim widoku, nie będziesz się tak ochoczo zabierał do robienia minety. Gdy taka kobieta się podnieci, jej łechtaczka powiększa się i "staje" zupełnie tak, jak penis. Niektóre kobiety mówią, że to dostarcza niesamowitych przeżyć i mocniejszych orgazmów. Ale z drugiej strony, doznania erotyczne, podczas każdego wchodzenia po schodach, to chyba nie jest to, o co chodzi. W każdym razie przywyknij do tego, bo to nie zniknie.


Następny w kolejce jest Hirsutyzm, czyli występowanie nadmiernego owłosienia (w formie "trawnika"). Włosy zaczynają rosnąć na szyi, biuście, dookoła sutków, na pośladkach, na wewnętrznych stronach ud i w okolicach odbytu. Usuwanie tych włosów z całego ciała, może stać się obsesją. Znam kobiety, które spedzają kilka godzin wyrywając sobie włoski z brody, goląc klatę i depilując bikini. Często i regularnie. I będą musiały tak robić do końca życia.



Wzdęty brzuch, to kolejny skutek uboczny stosowania niektórych sterydów. Pojawia się dysfunkcja i obrzęk dolnych partii brzucha. Żołądek obniża się. Objawia się to zatrzymaniem wody i potężnymi wzdęciami. Zawodniczki starają się to ukryć, chodząc cały czas "na wdechu". Rozwarcie pochwy. Brzmi seksownie, co nie? Niestety, kobiety stosujące sterydy mają ciągły problem z "upławami". To nie choroba, ani infekcja. To po prostu ciągłe rozwarcie. To oczywiście nie jest bolesne, ale kłopotliwe. Dolegliwość ta, ustępuje natychmiast po odstawieniu sterydów. Ale w trakcie cyklu, trzeba sobie z tym jakoś radzić. Musi sobie z tym też poradzić facet, który zamierza spędzić trochę czasu w jej pochwie. Kolejny problem, jaki pojawia się u kobiet na koksie, to odór ciała. Gdy facet się nie umyje, pachnie trochę inaczej niż kobieta. Testosteron odpowiada za zapach potu u ludzi, jak u reszty ssaków, dając samcom mocniejszy zapach. Kobiety stosujące sterydy, również muszą się z tym liczyć.


Cierpi na tym jej poczucie własnej wartości, prowadząc do depresji i nierzadko wycofywania się z zawodów. Co więcej, odstawienie dopingu, jeszcze bardziej to pogłębia. Ponowne uwolnienie estrogenów, powoduje olbrzymią depresj-, rozpacz i apatię. Niektóre dziewczyny mówiły mi, że myślały, że zwariują zanim ich układ hormonalny wrócił do normy. Obserwowanie, jak znikają ciężko wypracowane mięśnie, dolewa tylko oliwy do ognia.


Załamana, owłosiona kobieta z wzdętym brzuchem, śmierdzącym potem i małym penisem, z którego bez przerwy coś cieknie, dla większości potencjalnych kochanków będzie odpychająca, co z kolei pogłębia jej depresję, itd. Omijając mięśnie, nowa samoświadomość kobiety, może być przyczyną wstydu i problemów. Seksualność takiej kobiety, może zostać zachwiana na zawsze zwłaszcza, jeżeli trafi na niedoświadczonego, nietolerancyjnego i tępego kochanka.
Czy to wszystko jest tego warte? Czy światowa czołówka zarabia miliony dolarów i żyje w luksusie, zbierając sławę i uwielbienie fanów? Większości z tych dziewczyn, ledwo wystarcza na rachunki. To interesujące, pomimo tego, że zawodowa kulturystka ma kobietom do zaoferowania tak niewiele, one dalej decydują się używać sterydów, aby stworzyć ciało, które tak naprawdę nikomu się nie podoba.


Często to nie ich wina. Przeważnie stoi za nimi ich chłopak lub mąż, który ma górę koksu, przerost ambicji i karze dziewczynie robić wszystko, by wygrać. Ci goście, to zazwyczaj byli kulturyści, którym "nie wyszło". Ich kumpel jest troszkę większy niż oni sami, więc on na pewno zna się na koksie lepiej, od tych wszystkich "ekspertów". Niestety, większość tych gości nie potrafiło samemu zrobić formy, a zabierają się za trenowanie innych. Jak często widziałeś obok kulturystek, które z roku na rok wspinają się w rankingach, gości o paskudnych gębach ze strzykawką za plecami?


Niektóre kobiety stosują małe dawki nisko androgennych sterydów. Niestety, zazwyczaj przy końcu swej kariery. Ale niektóre z nich, jeszcze długo startują. Jeszcze inne nie koksują w ogóle. Moja żona, Shelley Beattie, nigdy nie używała sterydów w swojej zawodowej karierze. Ale zrobiła cykl, żeby wygrać USA NPC i dostać kartę zawodowca, za namową jakiegoś idioty, który ją wtedy trenował. Radzi sobie o wiele lepiej bez nich (bez sterydów i idioty). Trzecie miejsce na tegorocznym MS. Olympia bez koksu, to naprawdę dobry wynik, z którego jesteśmy dumni. Jeżeli masz wątpliwości, czy Shelley jest czysta, to wiedz, że od 1992r. występuje w Amerykańskich Gladiatorach, gdzie sterydy są zabronione i są przeprowadzane testy, bo tego wymaga producent. Jeżeli kogoś złapią na dopingu, wylatuje automatycznie. Ostatnio pewien "działacz sportowy" podszedł do niej i powiedział, że jeżeli marzy o jakiejś wyższej lokacie, to musi "coś" wziąć. W tym roku Shelly zbudowała jeszcze więcej masy i miała mniejszy procent tłuszczu w ciele. Nie zastosowała się jednak do porady "działacza". W tym roku była siedemnasta.


Niestety, jej fani nigdy już nie zobaczą jej na scenie. Przesłanie było jasne. Shelley to utalentowana dziewczyna, zarobiła kilkadziesiąt tysięcy za samo zejście ze sceny, a w tej chwili ma masę propozycji ze spokrewnionych branż. Niestety większość zawodniczek, nie ma tyle szczęścia. Tylko kilka spośród zawodowych kulturystek, może zarobić na życie pozując, udzielając wykładów i grając w reklamach. Wiele z nich pracuje jako trenerki lub wykonuje jakąś zwykłą robotę. Niektóre kończą jako striptizerki, prostytutki, pracują w seks-telefonach lub zapewniają rozrywkę ścierwom, takim jak masochiści.


Masochiści to dewianci, którzy płacą kulturystką za to, by ich biły, napinając przy tym bicepsy lub dusiły umięśnionymi nogami i rzucały po pokoju. Często w trakcie tego się masturbują. Dziewczyny dostają jeszcze większa kasę, jeżeli zaproponują "pomocną dłoń". To najgorsza forma prostytucji. Masochiści to ścierwo, które powinno żyć w kanałach. Chorzy mali ludzie, z którymi nie powinna się spotykać żadna kobieta. Niestety, niektóre są do tego zmuszone. To tragiczne, że jakakolwiek dziewczyna tak oddana kulturystyce, musi kończyć w ten sposób. Kulturystyka pełna jest takich smutnych historii.


Dlaczego kobiety stawiają wszystko na jedną kartę? Mężczyźni traktują kulturystykę poważnie, ale nie do tego stopnia. Odpowiedź jest prostasterydy.


Męskie hormony należą do męskiego ciała. Wstrzykuj je sobie, a będziesz bardziej męski, co też nie jest zbyt dobre dla twojego organizmu. Ale męskie hormony obdzierają kobietę z całej jej kobiecości. Efekty są nie do zaakceptowania, co pokazuje spadek popularności damskiej kulturystyki i niepochlebne opinie widzów o zawodniczkach. Fitness sylwetkowe, które do tej pory było tylko dodatkiem, zyskuje coraz większą rzeszę fanów. To o czymś świadczy.


  Kiedyś kontra teraz: anaboliki i dodatki . Era Arnolda.
Napisane przez: SCREAM - 02.07.2020, 09:51 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Kiedyś kontra teraz: anaboliki i dodatki . Era Arnolda.



Biorąc pod uwagę, że większość fanów kulturystyki stanowią dorośli w wieku raczej młodym oraz nastolatki, nie jest zaskoczeniem, że debaty na temat najlepszych kulturystów często wykluczają byłych zawodników. W zasadzie trudno jest odszukać zdjęcia wielu spośród byłych legend. Aż do lat 90. fotoarchiwa nie były dostępne na stronie internetowej w formie elektronicznej. Zdjęcia robione były na filmach i kliszach celuloidowych i przechowywano je w ochronnych, bindowanych osłonkach. Najwcześniejsze dni kulturystyki charakteryzowały się obecnością podróżujących artystów, którzy prezentowali publicznie swoją silę. Aż do lat 60. nie istniał jeszcze przemysł kulturystyczny, przypominający ten, który widzimy w dzisiejszych czasach. Kulturystyka była zajęciem czysto niszowym, pojawiła się w psychodelicznych latach 60. i ukształtowała swoje społeczeństwo na plażach Los Angeles. Młodzi kulturyści, których pierwsze doświadczenia z żelazem wiązały się głównie z podnoszeniem ciężarów, zaczęli emigrować do Venice w stanie Kalifornia, aby trenować na siłowni Joe Golda. Plotki głosiły, że w tym właśnie miejscu rozwijały się najlepsze muskulatury świata. Wśród tej mgławicy, świeciła gwiazda, która definiowała tę erę i do dziś stanowi wybitny przykład – Arnold Schwarzenegger.

Zawrotna kariera Arnolda w dziedzinach takich jak kulturystyka, aktorstwo czy polityka, zawsze była dobrze udokumentowana. Nawet dzisiaj, niektóre z jego zdjęć są uznawane za obraz maksymalnego rozwinięcia muskulatury. Niektórzy twierdzą, że istnieją lub istniały sylwetki dorównujące lub nawet lesze od tej prezentowanej przez Arnolda, jednakże wpływ, jaki wywarł on na kulturystykę jest wciąż niepodważalny.



Czy w porównaniu z dzisiejszymi mistrzami muskulatura Arnolda pozostanie nadal niedoścignionym wzorem, czy zblednie jak w przypadku „czterech jeźdźców”? Jest to spór, który nigdy nie zostanie rozstrzygnięty, gdyż kulturystyka jest sportem ocenianym subiektywnie. Jednakże jest jasne, że w porównaniu z erą Arnolda, wygląd kulturystów w dzisiejszych czasach jest zupełnie inny. Porównajcie Arnolda i kulturystów z jego czasów z dzisiejszymi zwycięzcami zawodów Mr. Olympia. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że przedstawiciele obu grup są umięśnieni i szczupli, jednakże wystarczy przyjrzeć się dokładniej, żeby zauważyć ogromne różnice. Muskulatura z czasów Arnolda ogólnie wytyczona była klasycznymi liniami symetrii. W tamtych czasach bardziej koncentrowano się na rozwoju górnej części ciała. Opinia publiczna była zachwycona tymi posturami gigantów, gdyż odzwierciedlały one pożądaną estetykę męskiej sylwetki tamtych czasów. Porównajcie te obrazy z bardziej przesadzonymi figurami dzisiejszych mistrzów. Ekstremalne postury, które naciągają wyobraźnię tak bardzo, jak naciągnięta była skóra elity zawodników na początku tej dekady, pokazują maksymalny rozwój raczej niż tylko optymalną estetykę. Imponujący, lecz i równie przytłaczający, przyrost masy pod postacią kulturystów paradujących w poprzek sceny, przez ostatnie kilka lat zaczął być pokazywany przez coraz mniejszym gronem widzów. Muskulatura współczesnych championów nie jest już postrzegana przez publikę jako ideał męskiego ciała. Wystarczy prześledzić historię człowieka unieśmiertelnionego w filmie „Pumping Iron”. Można więc zadać sobie pytanie, „Czy lepiej, aby postura najlepszych światowych kulturystów przemawiała tylko do najbardziej zatwardziałych fanów, czy też może to opinia publiczna miałaby wyznaczać trendy w kulturystyce?”. To przekracza już zakres tematyczny tego artykułu i jego towarzysza opisującego utratę tkanki tłuszczowej.





Co wpływa na to, że różnice występujące między championami z ery Arnolda i aktualnymi mistrzami są tak zauważalne? Odpowiedź za 100 punktów brzmi tak: leki. I właśnie o tym będzie mowa. Jednakże, gdy mówmy, że jedyną różnicą pomiędzy tym co było kiedyś, a tym co jest teraz, jest kilka ukłuć igłą, to umniejsza to całą dziedzinę jaką jest kulturystyka. Bezapelacyjnie można stwierdzić, że kulturystyka w latach 60. i 70. to zupełnie inna bajka w porównaniu z XXI wiekiem. Warunki były prymitywne, sprzęt często wykonany z pozbieranych w jedną całość części, suplementy były bardzo podstawowe i kariera kulturysty nie wróżyła dużych zarobków. Po przeprowadzeniu kilku rozmów z profesjonalistami z tamtej ery, między innymi z mężczyznami przedstawionymi w „Pumping Iron”, było jasne, że kultura i społeczeństwo kulturystów bardzo odbiegają od tego, jakie są dzisiaj. Poza Mekką, jaką było Venice w stanie Kalifornia i kilkoma innymi metropoliami nie było wiele możliwości, aby brać czynny udział lub w ogóle mieć styczność z kulturystyką.




Venice było miastem przyciągającym jak magnes najbardziej utalentowanych kulturystów z całego świata, którzy chcieli uczyć się bądź chociaż być blisko wzrastających legend. Ponieważ kulturystyka była tak bardzo niszowym zajęciem i sama jej koncepcja nie była dobrze znana większości ludzi, pionierzy tej dyscypliny utworzyli zwarte, wspierające się wzajemnie społeczeństwo, którego członkowie pomagali sobie nawzajem w rozwoju fizycznym i razem odpierali werbalne ataki ze strony przeciwników kulturystyki, twierdzących, że jest to dziedzina o narcystycznym, dziwacznym i homoseksualnym charakterze (podejście do homoseksualizmu różniło się znacząco w latach 60. i 70.). Duch przyjaźni i współzawodnictwa unoszący się między ówczesnymi kulturystami przetrwał do dzisiaj. Grupy razem grillowaly, podróżowały po całym świecie i mobilizowały się wzajemnie do większej pracy. Żeby dostać się do tego kręgu, trzeba było wykazać się ciężką pracą, dobrymi wynikami i pozytywnym poparciem. Podobnie jak w bractwie, mężczyźni ci traktowali się wzajemnie jak zaufani towarzysze.




Oczywiście często pojawia się pytanie „ z czego korzystali mistrzowie ery Arnolda?”. Szczerze mówiąc, zażywanie leków było wtedy tak samo popularne jak w dzisiejszych czasach. W końcu mężczyźni współzawodniczyli ze sobą tak, jak to robią kulturyści dzisiaj. Przez dziesiątki lat kilku spośród nich przyznało się w wywiadach dla magazynów do korzystania ze sterydów anabolicznych. Jednakże trzeba zrozumieć, że społeczeństwo i środowisko prawnicze było bardziej otwarte w tamtych czasach. Oczywiście wówczas nie obowiązywał żaden standardowy plan stosowania leków, resztą teraz też takiego nie ma. Jednakże po rozmowie z kilkoma z ikon, ukazuje się pewien ogólny schemat. Trening nie zmieniał się przez cały rok, a jego intensywność malała nieznacznie jedynie poza sezonem, gdy kulturyści koncentrowali się bardziej na sile i masie. Masa ciała nie zmieniała się zbytnio i różniła się od wagi konkursowej o 5–10 procent. Kulturystyka była bardzo wymagającym stylem życia, tylko kilku spośród ówczesnych kulturystów rozpoczynało inne kariery. Niektórzy posiadali wystarczającą ilość pieniędzy, którą mogli wydawać na ubrania, domy czy narkotyki. Dodatkowo, ilość i rodzaje dostępnych anabolików była w tamtych czasach dużo bardziej ograniczona niż dzisiaj. Biorąc pod uwagę niewielkie zasoby (pieniądze, sterydy anaboliczne), wynagrodzenie zależne bardziej od estetyki niż masy, i bardziej konserwatywne zastosowanie leków przez kulturystów, osiągali oni niesamowite muskulatury, wykorzystując zadziwiająco małe ilości sterydów anabolicznych. Ogólnie mówiąc cykle trwały 8–12 tygodni przy czym większość kulturystów w tamtych czasach przechodziło przez cykl dwa razy w roku. Nie było insuliny, hormonu wzrostu, IGF-1 itd. Trening, zwłaszcza przed konkursem, był bardzo intensywny i kataboliczny. Dlatego też stosowano leki podtrzymujące masę i pęd. Właścicielami i managerami siłowni byli faceci tacy jak Joe Gold, który spędzał większość czasu na siłowni i należał do społeczności kulturystów, a nie tylko inwestował w nią. Nie było miejsca na agresję czy nieład. Wszystkie te czynniki wpływały na cykle w ten sposób, że stawały się bardziej androgeniczne i zawierały mniej dawek niż cykle przed konkursowe stosowane dzisiaj. To wyjaśnia, dlaczego kulturyści tamtej ery mieli pełniejszy wygląd i nie byli tak szczupli. Zazwyczaj nie stosowano diuretyków ani lokalnych leków zapalnych takich jak synthrol czy prostaglandyny, tak więc rozmiar i kształt bezpośrednio odzwierciedlały leżące pod skórą mięśnie i ogólną kondycję (tkankę tłuszczową, podskórną wodę). Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że 10 lat później  w The Underground Steroid Handbook wciąż wymienianych było tylko 29 leków stosowanych przez kulturystów.



Jeden z championów tamtej ery całkiem szczerze stwierdził, że: „Nie byliśmy święci. Tak po prostu było w tamtych czasach”. Dalej mówił o tym, że jak w przypadku innych zawodników, nikt nie chciał, aby ktoś inny miał więcej możliwości. Wspomniał też, że lata od Arnolda do Haneya reprezentowały najlepsze czasy kulturystyki. Prawie wszyscy kulturyści z Los Angeles byli wówczas pacjentami Dr. Kerr’a . Warto nadmienić, iż cykle stosowane w tamtych czasach były bardzo podobne do tych wykorzystywanych aktualnie przez kulturystów stosujących sterydy i niebiorących udziału w zawodach.

Tak więc w trakcie jednego roku profesjonaliści z lat 70. przechodzili przez dwa cykle trwające 8–12 tygodni każdy. Przez zastosowanie systemu piramidowego dodanych zostało kilka tygodni na początku i na końcu każdego cyklu. Cykle były podstawowe i umiarkowane, zawierały 10–50 mg Metanabolu (lub innego ekwiwalentu np. Winstrolu, Anavaru) zażywanego dziennie z dodatkiem 200–800mg estru testosteronu zażywanego raz na tydzień.  Niektórzy stosowali Deca albo Primobolan zamiast lub równocześnie z testosteronem; inni zostawali przy całkowicie doustnym cyklu (wiele osób nie zdawało sobie sprawy z tego, że kulturyści zaopatrywali się w swoje leki u lekarzy.

Prawie wszyscy kulturyści z Los Angeles byli wówczas pacjentami Dr. Kerr’a. Warto nadmienić, iż cykle stosowane w tamtych czasach były bardzo podobne do tych wykorzystywanych aktualnie przez kulturystów stosujących sterydy i niebiorących udziału w zawodach.Nie można jednak powiedzieć, że kiedyś nie pojawiały się przypadki ekstremalnego wykorzystania sterydów anabolicznych. Niektórzy kulturyści byli znani z przestrzegania zasady „im więcej tym lepiej”. Kilku z nich przypłaciło to życiem. Ten trend stal się niesłychanie rozpowszechniony od połowy do końca lat 80., bo właśnie wtedy kulturystyka stała się bardzo popularna. Nagle miliony osób chciało wyglądać jak Arnold, lub jego żeński odpowiednik. Jest to żenujące, że do dziś, laicy nie chcą przyjąć do wiadomości, jak wiele uczciwej pracy Arnold, jego rówieśnicy i następcy musieli włożyć i jak wiele musieli poświęcić, aby osiągnąć taki wygląd. Opinia publiczna, i środowisko sprzeciwiające się dopingowi, chciałaby wierzyć, że sterydy anaboliczne są szybkim substytutem lat rygorystycznego treningu, diet i innych czynników, które są niezbędnymi fundamentami osiągnięcia sukcesu w tej branży (zarówno zawodowego, jak i osobistego).

Innym czynnikiem, który przyczynił się do zwiększania długości cykli o wyższych dawkach i ewentualnego dołączenia hormonu wzrostu, insuliny i innych leków, był de facto standard, wymagający  większej masy  i minimalnej ilości tkanki tłuszczowej  preferowany przez sędziów i przemysł wydawniczy. Jedni z większych kulturystów ery Arnolda ważyli  110 kg i mieli ponad 180 cmwzrostu. W dzisiejszych czasach zawodnicy wkraczający na scenę ważą o 20–40 kg więcej i mają dużo mniej kanki tłuszczowej.Gdy przyjrzycie się bliżej zdjęciom ze zjazdów Olympia z lat 70., zauważycie prawie całkowity brak widocznych naczyń krwionośnych. Dzisiaj można dostrzec całe drzewo naczyniowe, siedząc w dziesiątymtym rzędzie na widowni. Dopiero śmierć Andreasa Munzera i ujawnienie w niemieckim periodyku „Der Spiegel” wiadomości na temat przechodzonych przez niego cykli, upublicznilo stosowanie tych środków. Munzer znany był z tego, że bardzo rygorystycznie podchodził do treningów i ten stosunek został przedstawiony w jego protokole lekowym.

Od lat 70. stworzono wiele leków, które stosuje się jako dodatki do sterydów anabolicznych w celu zwiększenia przyrostu masy mięśniowej. Niektóre kontrolują pojawianie się efektów ubocznych, co pozwala na korzystanie z większych dawek sterydów. Inne stymulują wzrost mięśni poprzez różne szlaki metaboliczne i dzięki temu uzupełniają działanie sterydów. Mimo to inne leki wkroczyły do świata kulturystów, w konsekwencji rozprzestrzeniania się grona odbiorców poza   sportowców wyczynowych. Innym czynnikiem było postrzeganie sterydów anabolicznych i ich dystrybuowanie identycznymi szlakami, jak kokaię czy środki przeciwbólowe. Ograniczając obserwacje do współzawodniczących kulturystów będących aktualnie elitą, można zauważyć zaskakujące czynniki różniące świat klasycznych sterydów anabolicznych lat 70. i tych  współczesnych.Aktualnie, kulturyści stosują dużo wyższe dawki sterydów w połączeniu z ludzkim hormonem wzrostu, insuliną i rzadko z IGF-1, aby maksymalnie stymulować wzrost i regenerację.Zastosowanie inhibitorów aromataz (Arimidex, Femara itp.) jest praktycznie uniwersalne. Często również dodaje się inhibitory 5-alfa-reduktazy (np. finasteryd, duasteryd), aby kontrolować pojawianie się efektów ubocznych.


Inny niepokojący trend obserwowany w ostatnim dziesięcioleciu to przedłużone stosowanie sterydów. Często zdarza się, że niektórzy kulturyści  w ogóle nie przerywają cyklu.Częściej okres poza cyklem przypada na miesiące zimowe, jednak i tak jest on ogólny i składa się z krótkiego mostu i przyśpieszonej regeneracji po cyklu. Okres poza cyklem może trwać nie więcej niż 4–6 tygodni w ciągu całego roku. Powodem prawie ciągłego korzystania z anabolików jest wydłużenie trwania konkursów w ciągu roku, częste sesje zdjęciowe wykonywane, aby zwiększyć popularność, produkcja promocyjnych video lub filmów dostępnych w sieci i wystąpienia na amatorskich spotkaniach. Dzisiejszy kulturysta bardziej przypomina profesjonalistę niż klasycznego kulturystę. W latach 70. bardzo często można było zobaczyć kulturystów pracujących w niewyspecjalizowanych branżach tylko po to, aby zarobić na opłacenie siłowni czy podróże. Faceci z czołówki byli sponsorowani, jednak, ogólnie mówiąc, na kulturystyce nie dało się dużo zarobić. Nie tak jak dzisiaj. Aktualnie najlepsi kulturyści mają własne linie produktów i ubrań, podpisane kontrakty i agentów. Mimo iż na świcie jest tylko kilku byłych kulturystów, którzy stali się multimilionerami, to i tak aktualnie najlepsi zawodnicy zarabiają całkiem niezłe sumki. Jasne jest, że finanse są zarazem wymogiem, jak i motywacją dla dzisiejszej generacji kulturystów. Rocznie na korzystanie z leków i inne wydatki trzeba mieć ponad 50 000 USD. W latach 90. oszacowano, że rocznie kulturyści wydawali 100 000 USD. Jednakże dostęp do hormonu wzrostu, produkowanego przez chińskie laboratoria znacznie obniżył te koszty.




Jeśli ktoś skupi się tylko na wykorzystaniu sterydów przez kulturystów, to cała kultura i zaangażowanie mężczyzn i kobiet jest stracone. Oczywiście, leki są niezbędne, aby móc wypracować masę i są potrzebne, aby przodować wśród profesjonalnych kulturystów. Prawdą jest również to, że w przeciągu lat zaczęły one odgrywać coraz ważniejszą rolę. Jeden z zawodników zauważył, że w latach 70. jedyną prawdziwą nagrodą były same osiągnięcia i to sprawiało, że kulturystyka była powołaniem. Zawodnik startujący w dzisiejszych czasach stwierdził, że teraz kulturystyka bardziej przypomina biznes, wymagający od człowieka profesjonalizmu i podejmowania ryzyka.Można stwierdzić, że w czasach Arnolda, kulturystyka była ciężką pracą. Inni uważają, że dzisiejsi kulturyści pracują bardziej głową niż mięśniami. Niektórzy twierdzą, że w latach 60. i 70. większą rolę odgrywały geny (wystarczy spojrzeć na Sergio Olivę, Mr Olimpia 1967–1969), inni z kolei myślą, że geny wciąż pełnią ważną rolę i że zwiększająca się publiczna świadomość kulturystyki i dostęp do dobrze wyposażonych siłowni ( i leków) wyrównał szansę między genetycznie obdarzonymi, a przeciętnymi zawodnikami. Pomimo różnic między pokoleniami, jeden fakt jest uniwersalny dla całej elity ikon kulturystyki: wszyscy oni poświęcili się całkowicie w drodze do osiągnięcia fizycznej doskonałości.


  Agoniści receptorów beta-2 a wzrost mięśni
Napisane przez: SCREAM - 23.06.2020, 09:56 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Chociaż tradycyjnie niektóre z agonistów beta(b)-adrenergicznych używane są do leczenia objawów chorób związanych z oskrzelami, szczególnie astmy, to szybko stało się jasne, że potrafią one przyczynić się do zwiększenia masy mięśni szkieletowych i obniżenia ilości tłuszczu w ciele (efekt zwany redystrybucją). Kulturyści od dawna stosują clenbuterol na kilka tygodni przed zawodami jako „lek rzeźbiący” – stymuluje on rozkład tłuszczów i proces termogenezy, jednak naukowcy badają obecnie efekty agonistów b-2 z innych powodów… chodzi o hipertrofię mięśni! W badaniach na zwierzętach Clenbuterol był jednym ze związków wywołujących ważne reakcje antykataboliczne i anaboliczne. Jednakże jego toksyczne działanie na organizm człowieka spowodowało brak zainteresowania przeprowadzeniem testów klinicznych. Przeprowadzono bardzo mało eksperymentów badających działanie clenbuterolu Clenbuterolu na przyrost masy mięśniowej u ludzi, jednak w najnowszym z nich, opublikowanym w dzienniku „Journal of Heart and Lung Transplant”, naukowcy udowodnili, że clenbuterol Clenbuterol zwiększa suchą masę mięśniową i redukuje poziom tkanki tłuszczowej u osób prowadzących osiadły tryb życia i cierpiących na chroniczne zaburzenia pracy serca. Przez 12 tygodni pacjenci przyjmowali doustnie clenbuterol Clenbuterol lub placebo jako dodatek do leków na zastoinową niewydolność serca. Na początku podawano go 20 mikrogramów dwa razy dziennie, następnie zwiększono dawkę do 40 mikrogramów dwa razy dziennie przez 7 dni.
Udowodniono, że dawka ta – stosowana przy leczeniu dusznicy – zwiększa osiągnięcia u sportowców i ludzi po zabiegach ortopedycznych. Na zakończenie trzymiesięcznej kuracji badani zażywali 80 mikrogramów clenbuterolu Clenbuterolu dziennie, nie wywołał on jednak zmian wagi ciała, nawet u pacjentów prowadzących siedzący tryb życia – spadek masy tłuszczowej rekompensowany był wzrostem masy mięśniowej, co stało w zgodzie z danymi o anabolicznym działaniu leku na ludzki organizm. Dodatkowo odnotowano 27 -procentowy wzrost siły maksymalnej, jednak zauważono, że clenbuterol Clenbuterol obniża wyniki w ćwiczeniach wytrzymałościowych. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo leku, był on dobrze tolerowany – nie stwierdzono żadnego wpływu na pracę serca i, co ważniejsze, nie zmienił się również jego ciężar. Naukowcy udowodnili, że przy tej dawce clenbuterol Clenbuterol zwiększa siłę i ilość suchej masy mięśniową bez poprawienia wytrzymałości, zaledwie minimalnie ingerując w pracę serca.1 Badanie to stanowi kontynuację eksperymentów przeprowadzonych w roku 2006, kiedy to naukowcy podawali 720 mikrogramów clenbuterolu Clenbuterolu pacjentom chorym na serce. W ciągu 12 tygodni kuracji odnotowano 13,5 -procentowy przyrost masy mięśnia czworogłowego uda i 11,8 -procentowy wzrost ogólnej masy ciała. W badaniu dowiedziono również, że lek jest dobrze tolerowany przez organizm; nie odnotowano żadnych poważnych skutków ubocznych.13   Clenbuterol jest agonistą b-2 stosowanym w Europie przy leczeniu astmy, jednak w Stanach Zjednoczonych nie został na razie dopuszczony do użytku. Lek posiada zwiększoną przyswajalność doustną, jest również bardziej selektywnym i silniejszym środkiem od albuterolu Albuterolu ([w Polsce znany pod nazwą handlową salbutamol Salbutamol – przyp. red.]).2 Uważa się, że sposoby, w jakich jakie agoniści  b-2 wywołują wzrost mięśni, zachodzą poprzez bezpośrednie na niego oddziaływanie, a nie stymulację endogeniczną hormonów dokrewnych, jak insulina, hormon wzrostu czy hormony tarczycy.3



Receptory B-2 pośredniczą we wzroście masy mięśniowej
Mięśnie szkieletowe zawierają znaczne ilości receptorów b-adrenergicznych, w większości podtypu b-2. W komórkach wolnokurczliwych są one ułożone gęściej niż w szybkokurczliwych.6 Receptory adrenergiczne B-2 pośredniczą w procesach anabolicznych wywoływanych przez clenbuterol Clenbuterol – zostało to potwierdzone działaniem selektywnego leku antagonistycznego b-2 (blokującego działanie clenbuteroluClenbuterolu), który ma ~100 x razy większe powinowactwo do receptorów adrenergicznych b-2 niż b-1. Gdy lek antagonistyczny b-2 został podanyo wraz z clenbuterolemClenbuterolem, redukował jego działanie anaboliczne, a gdy podawano go osobno, wywoływał atrofię mięśni.10 Dodatkowy dowód pochodzi z eksperymentu, w którym naukowcy podawali clenbuterol Clenbuterol zwykłym i zmodyfikowanym genetycznie myszom; u tych drugich wyłączono receptory b-1 lub b-2. Okazało się, że hipertrofia mięśni zaszła jedynie u osobników niezmienionych i tych, u których wyłączono receptory b-1. Badanie to potwierdziło tezę, że receptory adrenergiczne b-2 pośredniczą w działaniu clenbuterolu Clenbuterolu i odgrywają rolę w kontroli wzrostu mięśni.



Wewnątrzmięśniowe aktywatory b-2 zwiększają masę i regenerację mięśni
Jak już wcześniej wspomniano, agoniści b-2 mają bezpośrednie działanie na mięśnie, co ułatwia i przyśpiesza ich regenerację. Jednakże wysokie doustne dawki, przyjmowane przez długi okres czasu, i konieczne, by wywołać hipertrofię mięśni szkieletowych, łączą się z sercowo-naczyniowymi skutkami ubocznymi (szczególnie z rozrostem serca). Fakt ten jak dotąd ograniczał ich stosowalność kliniczną. Najnowsze badanie, opublikowane w dzienniku „Journal of Applied Physiology”, pokazało, że miejscowe zastrzyki domięśniowe z agonistów b-2 (formoterolFormoterol) zwiększały masę mięśniową przy minimalnym oddziaływaniu na układ sercowo-naczyniowy. Szczury otrzymywały odpowiednio po 0,01, 0,1, 1,0, 10 i 100 mikrogramów formoterolu Formoterolu (w 0,1 ml roztworze soli) w jednym zastrzyku w mięsień prawego uda. Co ciekawe, mięsień ten powiększył powiększał się przy każdej testowanej dawce leku. Przy najwyższej dawce – 100 mikrogramów – wystąpiła również najwyższa hipertrofia. Następnie naukowcy uszkodzili ten mięsień i wstrzyknęli w niego 100 mikrogramów formoteroluFormoterolu. Okazało się, że w badanym odnóżu, w porównaniu do łapki kontrolnej, nastąpił wzrost siły i masy mięśniowej już po jednym zastrzyku z formoteroluFormoterolu. Zaskakującym rezultatem eksperymentu był fakt, iż zaledwie jedna dawka formoterolu Formoterolu powodowała wzrost masy mięśniowej. Jednym z ważniejszych czynników ograniczających użycie agonistów b-2 do leczenia zniszczonej i osłabionej tkanki mięśniowej jest ich wpływ na układ sercowo-naczyniowy. Stałe doustne podawanie agonistów b-2 kojarzone jest z hipertrofią mięśnia sercowego i zmianami w działaniu układu sercowo-naczyniowego.4, 5 W eksperymencie zarówno pojedyncze, jak i wielokrotne domięśniowe wstrzyknięcia leku nie spowodowały rozrostu serca.



Agoniści b-2 zwiększają masę mięśniową, działając poprzez wiele szlaków biologicznych
Za podstawę skuteczności clenbuterolu jako czynnika anabolicznego uważa się jego zdolność do wspierania syntezy białek w mięśniach oraz redukowania ich rozpadu. Od jakiegoś już czasu toczą się dyskusje, któremu z mechanizmów zawdzięczamy wywołany clenbuterolem wzrost masy mięśniowej. Zidentyfikowano kilka genów uczestniczących w ważnych procesach związanych ze wzrostem mięśni szkieletowych, wliczając w nie przekaźniki na szlakach, którymi podążają sygnały wysyłane przez komórki.

A. Redukowanie miostatyny: agoniści B-2 potrafią redukować poziom miostatyny. Na przykład poprzez zwiększenie wydzielania białka NOR-1. Niewiele wiadomo o tym, w jaki sposób białko to wpływa na mięśnie, ale gdy jego działanie zostanie wstrzymane, następuje gwałtowny wzrost (~65 razy) ilości cząsteczek miostatyny.7 Jak więc, do jasnej cholery, przeciwdziałać spadkowi poziomu NOR-1? Włączenie agonistów b-2 powoduje zwiększenie wydzielania NOR-1 i może hamować wydzielanie miostatyny, i tym sposobem korzystnie wpływać na wzrost mięśni szkieletowych. Naukowcy donoszą, że w jednym z eksperymentów agonista B2-AR znacznie zwiększył (~100 razy) wydzielanie NOR-1 mRNA. Należy zauważyć, że myszy genetycznie uodpornione na działanie miostatyny nie odczuwały anabolicznych skutków działania agonisty B2-AR na mięśnie szkieletowe, co sugeruje, iż częścią tych reakcji mogą być zmiany w wydzielaniu miostatyny.7 Dane te mogą dostarczyć nam informacji na temat mechanizmów molekularnych pośredniczących w zmianach metabolicznych i anabolicznych kojarzonych z hipertrofią mięśniową wywołaną stałym podawaniem agonistów b-2.
B.    Zwiększanie mTOR/AKT i IGF-1: jedna z dróg, którymi podążają sygnały regulujące wzrost mięsni szkieletowych to szlak AKT/mTOR. Aktywność szlaku mTOR wzrasta w odpowiedzi na aktywność mięśnia podczas jego wzrostu, a zmniejsza się podczas jego zanikania. By rozpocząć hipertrofię, IGF-1 aktywuje zarówno AKT, jak i mTOR. Różne szlaki AKT występujące w mięśniach szkieletowych włączają się podczas stymulacji receptorów b-2 adrenergicznych, a to z kolei prowadzi przeważnie do wzrostu mięśnia. Przykładowo, naukowcy donieśli, że stymulacja ścieżki sygnałowej adrenoreceptorów b-2 wywołała reakcję fosforylazy AKT, co następnie aktywowało mTOR.8, 9 Należy dodać, że gdy badacze wraz z clenbuterolem Clenbuterolem wstrzykiwali rapamycynęRapamycynę, będącą antagonistą mTOR, anaboliczne działanie clenbuterolu Clenbuterolu zostało zahamowane.8  Zaobserwowano również zmiany w wydzielaniu przez mięśnie szkieletowe IGF-1 mRNA zaraz po podaniu clenbuteroluClenbuterolu, co sugerujęsugeruje, iż regulowanie tychże czynników wzrostu może mieć duże znaczenie w początkowej reakcji mięsni szkieletowych na stymulację ścieżki sygnałowej adrenoreceptorów b-2.
C.    Redukowanie katabolicznej ekspresji genów: Na podstawie badań ustalono, że w katabolicznym działaniu kortyzolu uczestniczy MuRF1 (Białko białko to zostało zidentyfikowane jako czynnik pojawiający się w stanie atrofii; jego ekspresja zwiększana jest przez komórkę mięśnia będącego właśnie w takim stanie) i atrogin-1 (jest niezwykle silnie pobudzana w wielu stanach katabolicznych). Odkryto, że aktywacja adrenergicznego B-2 redukuje ekspresję muRF1 i atrogin-1 w mięśniach szkieletowych; prawdopodobnie dzieje się to przy udziale AKT.8 Stwierdzono, że clenbuterol Clenbuterol redukuje antykataboliczne działanie kortyzolu.



Nowa generacja agonistów b-2
„Nowsza” generacja beta-agonistów (formoterol Formoterol i salmeterolSalmeterol) wywiera znaczące działanie anaboliczne na mięśnie szkieletowe, nawet przy dawkach mikromolowych, w porównaniu do dawek milimolowych wymaganych, by wywołać tę samą odpowiedź przy użyciu starszej generacji agonistów b-2, jak fenoterol Fenoterol czy clenbuterolClenbuterol. Co więc odróżnia formoterol Formoterol od clenbuteroluClenbuterolu? Podaje się, że Fformoterol jest agonistą pełnym beta-receptorów. Innymi słowy wywołuje większą reakcję komórkową (produkcja cAMP), niż ma to miejsce przy stymulacji clenbuterolem Clenbuterolem (agonista częściowy). Jeśli porównamy tę samą dawkę Fformoterolu i Cclenbuterolu podanego zwierzętom, ten drugi zwiększa wielkość mięśni o 6 procent, podczas gdy pierwszy aż o 20 procent.12 Do tej pory w celu wywołania hipertrofii mięśni stosowano niezwykle wysokie dawki clenbuterolu Clenbuterolu i innych agonistów b-2, daleko przekraczające ilości oceniane jako bezpieczne dla człowieka. Przyjmowanie działającego przy niskich dawkach formoterolu Formoterolu ma pewną przewagę nad clenbuterolemClenbuterolem, ponieważ już małe ilości tego leku powodują przyrost mięśni bez zwiększenia ich podatności na zmęczenie. Obiecującym faktem związanym z Fformoterolem są jego mikromolowe dawki, przy których i tak powoduje on hipertrofię mięśni, bez wywoływania rozrostu serca.11 W ostatnich doniesieniach na temat tego leku podaje się, że redukuje on efekty kataboliczne pewnych wyniszczających mięśnie chorób, na przykład raka. Kuracja Fformoterolem spowodowała spadek zawartości mRNA w ekspresji genów katabolicznych (ubikwityna i proteasom) w mięśniu brzuchatym łydki. Fakt ten, wraz z zaobserwowanym spadkiem aktywności agregatu enzymatycznego proteasom, sugeruje, że podstawowa funkcja leku, przeciwdziałająca rozkładowi białka, może opierać się na hamowaniu reakcji rozkładu opierającej się na ATP i ubikwitynie.16 Formoterol może okazać się idealnym lekiem przed zawodami, ponieważ ma działanie antykataboliczne i anaboliczne, a do tego powoduje tylko znikomą hipertrofię mięśnia sercowego.


  Dianabol: Pierwszy szeroko stosowany steroid kończy 50 lat
Napisane przez: SCREAM - 15.06.2020, 10:13 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Dianabol - Pierwszy szeroko stosowany steroid


Aby zrozumieć wpływ, jaki Dianabol oraz kilka innych SAA, wywarł na sporty rywalizacyjne, trzeba cofnąć się do późnych lat pięćdziesiątych. Przed wprowadzeniem SAA na rynek, wydajność fizyczna człowieka (głównie mężczyzn) była limitowana jego zdolnością do trenowania oraz regeneracji. Mało było możliwości, aby człowiek mógł rozwinąć swoją siłę lub masę mięśniową wysoko ponad to, co można zobaczyć w laboratorium. Statuy wykonane w szczycie świetności antycznych kultur Grecji i Rzymu lub prace renesansowych rzeźbiarzy takich jak Michał Anioł, posiadają taką muskulaturę, jaką posiadali sportowcy żyjący w połowie dwudziestego wieku.
 


Okres po drugiej wojnie światowej był czasem dramatycznej zmiany w światowym balansie sił. Byłe potęgi wojskowe, Niemcy i Japonia, zostały metaforycznie wykastrowane, kiedy zwycięscy Alianci podyktowali warunki kapitulacji. Związek Radziecki przekierował swoje zasoby, aby ustalić pozycję militarną oraz aby szerzyć komunizm w rozdartych wojną państwach Wschodniej Europy. Mieszkańcy prawie każdego kraju odczuwali traumę z powodu niedawnej dewastacji, a niebezpieczeństwo ekonomicznej zapaści nadciągało, kiedy przemysł próbował otrząsnąć się ze zniszczeń wojennych. Powstała silna potrzeba odbudowania narodowej dumy oraz stworzenia nowych gałęzi przemysłu rozrywkowego, jak również stworzenia środków pozwalających na wykazanie swojej wyższości, zarówno pod względem indywidualnym, jak i narodowym. Olimpiada, zupełnie jak w starożytnych czasach, stworzyła wszystkim krajom możliwość zmierzenia swoich najlepszych „wojowników” w pokojowych potyczkach.


Biorąc pod uwagę niepewny stan rzeczy, osobowości powojennych liderów państwowych, jak również ludzką naturę, nie ma większych wątpliwości, że tajne programy dopingujące zostały wdrożone do akcji. Moralnie zdewastowane państwo Niemiec Wschodnich stało się olimpijską potęgą, a ekonomicznie zubożałe republiki ZSRR posiadały w swoich zasobach najsilniejszych zawodników trójboju siłowego. Na przestrzeni dziejów ekstrakty z jąder były wykorzystywane w celu wzmocnienia odwagi czy też libido, jednak dopiero, kiedy badania na zwierzętach wykazały, że androgeny obecne w moczu są w stanie przywrócić męskie cechy wykastrowanym zwierzętom, rozwinęły się badania naukowe nad SAA.4 Wśród najwcześniejszych rozdziałów historii SAA znajdują się plotki na temat wykorzystywania tych substancji przez żołnierzy niemieckich podczas drugiej wojny światowej w celu wzmożenia agresji.  Sugeruje się, że SAA były wręcz rozdawane, aby utrzymać siłę wojska w sytuacjach, kiedy dostawy były zastopowane i brakowało jedzenia. Jak na ironię, w późniejszych czasach SAA były wykorzystywane przy przywracaniu zdrowia ocalałym więźniom wojennych obozów koncentracyjnych.


SAA wkroczyły w królestwo sportu w ciągu dekady od zakończenia drugiej wojny światowej. Najwcześniejsze udokumentowane doniesienie o użyciu SAA w Ameryce pochodzi z 1956 roku, kiedy to doktor John Ziegler, lekarz kadrowy drużyny trójboju siłowego odkrył, że drużyna rosyjska używała zastrzyków z testosteronu i innych steroidów, aby zwiększyć siłę swoich sportowców (zarówno mężczyzn, jak i kobiet). Ziegler przywiózł sekret rosyjskiego źródła siły do USA i tak rozpoczęła się amerykańska era SAA i dopingu w sporcie. Dopiero wiele lat później Zachód dowiedział się o rządowym programie dopingowym prowadzonym w Niemczech Wschodnich.


Ziegler kooperował z Ciba Pharmaceuticals, powstałą w 1859 roku poważaną firmą farmaceutyczną, obecnie stanowiącą część firmy Novartis, w celu wprowadzenia Dianabolu na rynek amerykański w 1958 roku Dianabol był sprzedawany jako środek na niektóre przypadłości zdrowotne, jednakże znaczna część jego produkcji przeznaczana była na rynek sportowy. Bez dwóch zdań kulturyści oraz trójboiści siłowi byli pierwszymi, którzy uzyskali dostęp do tego produktu, jednak ze względu na niszowy charakter tych dwóch dyscyplin, środki masowego przekazu skoncentrowały się na roli SAA w piłce nożnej w celu zademonstrowania wpływu Dianabolu na sport. Niestety, przedstawiony profil tej substancji bezwarunkowo łączy Dianabol z kwestiami etycznymi oraz problemami bezpieczeństwa, które są nierozerwalnie związane z nielegalnym dopingiem sportowym. Jednakże, historyczna i socjologiczna wartość artykułu na ten temat jest dość znacząca.


Etyka oraz sprawa bezpieczeństwa są kwestiami krytycznymi, jeśli chodzi o użycie lub nadużycie SAA. Racjonalna osoba musi rozważyć zagadnienia etyczne, legalne oraz kwestie bezpieczeństwa, gdyż potrafią być one silnie odpychające. Niestety, smutne jest to, że dokładna ocena jest trudna nawet dla ekspertów (nie mówiąc już o laikach), jako że różnie zdeformowane interpretacje prezentowane przez zwolenników i przeciwników SAA dogłębnie zaciemniają obraz. Tak czy inaczej, wielu sportowców oraz hobbystów podnoszących ciężary decyduje się stosować Dianabol, pomimo posiadania pewnego stanu wiedzy na temat związanego z tym ryzyka. Jakie są właściwości Dianabolu, które pozwoliły mu na tak silne zakorzenienie się na kartach sportowej farmakopei? Krótka odpowiedź jest prosta: wygoda, siła i niezawodność.


Już od najwcześniejszych dni istnienia Dianabolu, różnego rodzaju sportowcy zauważyli, że już jedna lub dwie tabletki są w stanie zapobiec załamaniu i wycieńczeniu podczas przedsezonowych obozów treningowych, czy też wspomóc budowanie masy mięśniowej i wytrzymałości wysoko ponad to, co można osiągnąć dzięki zdyscyplinowanemu treningowi i diecie. Małe ilości Dianabolu pozwalają utalentowanemu sportowcowi na trenowanie dłuższe i cięższe, i tym samym umożliwiają rozwijanie jego wachlarza umiejętności bez cierpienia z powodu utraty beztłuszczowej masy ciała czy też siły. Bardziej zmotywowany sportowiec, chcący zwiększyć swoją masę mięśniową i wytrzymałość, jak również agresję, osiągnie ten cel poprzez zaaplikowanie kilku tabletek więcej. W niedługim czasie podczas stosowania Dianabolu, według wytycznych, ustalonych przez takich profesjonalistów jak doktor Ziegler, pojawiły się jednostki wykraczające poza rekomendowane dawki – bezmyślnie aplikujące sobie lek, co kończyło się pojawianiem się skutków ubocznych. Na szczęście wskaźnik występowania poważnych efektów ubocznych jest niski, jednakże sposób myślenia „im więcej tym lepiej” tak bardzo zniechęcił doktora Zieglera, iż w końcu zdystansował się on do SAA.

 

Dianabol jest przyjmowany głównie w postaci tabletki, aczkolwiek można również spotkać wersję przeznaczoną do wykonywania zastrzyków. Bez wątpienia większość użytkowników napotkała lek w postaci tabletki, i w takiej też postaci został on wprowadzony wśród sportowców w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Aby przetrwać „efekt pierwszego przejścia” (z ang. first pass metabolic clearance; dezaktywacja leku, która zachodzi w wątrobie i jelitach zanim lek dotrze do krwiobiegu lub tkanek docelowych, takich jak mięśnie), Dianabol posiada dwie modyfikacje, które zapobiegają enzymatycznej konwersji tego leku do jego nieaktywnej formy. Pierwszą z modyfikacji jest dodatkowe wiązanie podwójne, obecne jako linia prosta w pierwszym pierścieniu od lewej w metandrostenolonie, nieobecne natomiast w testosteronie. Jest to podwójne wiązanie z pierwszym węglem w związku i jest to ta sama modyfikacja, która obecna jest w niedawno wycofanych prohormonach, takich jak 1-testosteron albo 1-androstenedion. Drugą zmianą jest obecność grupy 17-alfametylowej (CH3), która dodana jest daleko po prawej stronie metandrostenolonu, ale która, raz jeszcze, jest nieobecna w testosteronie. Grupa 17-metylowa stanowi przykład alfa-alkilacji SAA, które bardzo często stosowane są w doustnych SAA, i które odpowiedzialne są za większość związanej z tymi związkami toksyczności w stosunku do wątroby. Tak więc, Dianabol jest formą testosteronu, ale dwie modyfikacje zabezpieczają go przed dezaktywacją w drodze do mięśni, czyniąc go w ten sposób aktywnym doustnym androgenem. Testosteron nie jest aktywny, kiedy poda się go doustnie bez opisanych modyfikacji.


Jednakże, Dianabol nie jest tylko doustnym testosteronem. Podczas porównywania obydwu, dostarczanie testosteronu w postaci zastrzyku lub w formie metyltestosteronu, Dianabol okazał się dwa razy mocniejszym anabolikiem (wzrost masy mięśniowej) w odniesieniu do ilości androgenicznej stymulacji (rozrost prostaty), którą zaindukował. Ciągle istnieje jednak silna skłonność do występowania androgenicznych efektów ubocznych, zwłaszcza u kobiet. Prawdę mówiąc bardzo niewielu guru w dziedzinie steroidów poleca Dianabol kobietom, chyba, że męskie efekty uboczne nie są brane pod uwagę. Mężczyźni mogą być świadkami objawów chorobowych prostaty, przyspieszonej utraty włosów, problemów z płodnością oraz wystąpieniem agresji. Podobnie jak testosteron, Dianabol może być przekształcony do silnego estrogenu, powodując zatrzymanie wody i tłuszczu, jak również w niektórych przypadkach ginekomastię. Wygląd „na Dianabolu” jest bardzo podobny do wynikającego z zastosowania estrów testosteronu, czyli duży rozmiar z pewnym stopniem napompowania. Trądzik wydaje się być bardziej powszechny przy użyciu Dianabolu, lecz zostało to stwierdzone na podstawie obserwacji, natomiast nie było to określone w badaniach. Nadwyrężenie lub uszkodzenie wątroby (jako organu, który otrzymuje największą dawkę leku) jest często zgłaszane. Nawet u osób stosujących lek w sposób skromny może wystąpić podwyższenie ilości enzymów wątrobowych widoczne w testach krwi; jest to niespecyficzny znak mówiący, iż komórka wątrobowa jest narażona na toksyczną substancję lub warunki. Niemniej jednak, poziom enzymów wątrobowych rośnie podczas intensywnych ćwiczeń, co sprawia, że wielu ekspertów wierzy, iż występowanie przypadków toksyczności wątroby jest tak naprawdę mniejsze niż to zgłaszane. Również zmiany w poziomie cholesterolu oraz poważne konsekwencje w sposobie działania układu krążenia, zostały odnotowane w literaturze klinicznej. Jak widać, istnieją poważne czynniki zdrowotne, które trzeba wziąć pod uwagę, kiedy rozważa się stosowanie Dianabolu.
 

Uznawszy użyteczność doustnych SAA i pobieżnie zapoznawszy się z chemią leku, wiele ludzi może ciągle zastanawiać się, dlaczego Dianabol wciąż dzierży dominującą pozycję w świecie SAA. Mówiąc szczerze, działa on bardzo dobrze. To stwierdzenie nie jest aprobatą dla korzystania z leku, legalnego czy nielegalnego, jako że ocena stosunku ryzyka do korzyści dla każdego doustnego SAA wychodzi poza moje profesjonalne kompetencje. Jednakże, szaleństwem jest zaprzeczanie mocy, jaką posiada Dianabol, coś, czego próbowały rządowe i przemysłowe grupy w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, tym samym napędzając nieufność sportowców w stosunku do fachowców w dziedzinie zdrowia. Sporadyczni użytkownicy, którzy często porzucają zdyscyplinowany trening i wymogi diety w ciągu kilku tygodni, mogą zaobserwować od 10 do 50% wzrostu swojej wytrzymałości połączonej z przybraniem na wadze 10–30 funtów w ciągu dwóch miesięcy. Bardziej zdeterminowani sportowcy oraz kulturyści nie zobaczą tak drastycznych przyrostów, ponieważ posiadają oni wyższe wartości wyjściowe, które zawdzięczają swojemu stylowi życia oraz treningom. Tak czy inaczej relatywnie skromne spożycie Dianabolu (10–30 mg/dzień) jest w stanie znacząco podnieść wytrzymałość; większe dawki doprowadzą do większych przyrostów, jako że efekt działania wszystkich SAA jest wprost proporcjonalny do dawki, jednakże ryzyko wystąpienia skutków ubocznych również wzrośnie.13,22 Nawet najniższe dawki mogą spowodować potencjalne problemy zdrowotne, tak więc bardzo ważne jest, aby ludzie świadomi byli konsekwencji zażycia tego, czy jakiegokolwiek innego, SAA. Oczywiście konsekwencje prawne pojawiają się już przy pierwszej tabletce, nawet przed jej spożyciem.


Aby uchronić się przed skutkami ubocznymi stosowania większych dawek, przy jednoczesnym osiągnięciu większych przyrostów, wiele użytkowników kumuluje Dianabol z jednym lub kilkoma innymi SAA iniekcyjnymi. Przez dekady najbardziej popularną mieszanką była Deca (dekanian nandrolonu) i D-bol, jako że ta kombinacja zapewniała zadowalające przyrosty małym kosztem. Deca i D-bol właściwie zdefiniowały kulturę kulturystyki w latach osiemdziesiątych, czasach, które przez wielu postrzegane są jako szczytowy punkt w sporcie. Z pewnością nie była to kombinacja do stosowania przed zawodami, jednak większość użytkowników nie była, ani nie jest teraz kulturystami biorącymi udział w zawodach.


Późniejsze generacje kulturystów porzuciły powszednie ścieżki Deca i D-bolu, nabywając wyolbrzymionych cech fizycznych dzięki zastosowaniu insuliny, hormonu wzrostu, IGF-1 i prostaglandyn. Gdzieniegdzie nadeszła już nawet przyszłość, w postaci inhibitorów miostatyny oraz innych, znajdujących się na poziomie badań, czynników biologicznych, doniesienia te przechodzą drogą „szeptan” wśród co lepiej powiązanych trenerów, instruktorów i sportowców. Międzynarodowy Komitet Olimpijski (z ang. International Olympic Committee) rozpoczął już nawet rozmowy na temat dopingu genowego, pomimo iż żadne dowody na istnienie tego typu dopingu jeszcze się nie pojawiły. Tak czy inaczej, pomimo iż doping w sporcie wkracza w erę zmiany genów, powszechne zapotrzebowanie na Dianabol pozostaje wysokie. Większość ludzi stosujących SAA nie zalicza się do sportowców biorących udział w sportach rywalizacyjnych, jak również nie chcą oni narażać się na niepewności i koszta związane z egzotycznymi hormonami. Celem większości jest lepszy wygląd i samopoczucie, co nieodłącznie związane jest z chęcią nie zbaczania z obecnej, tudzież przyszłej, ścieżki zdrowia. Dianabol jest generalnie postrzegany, jako środek dający rezultaty w sposób wygodny i stosunkowo bezpieczny, bez konieczności wykonywania zastrzyków (mocny punkt dla tych, którzy są niechętni strzykawkom). Dianabol nie będzie jednak opcją u lekarza. Estry testosteronu zapewniają podobne korzyści z wyłączeniem ryzyka uszkodzenia wątroby, zmian w poziomie cholesterolu i tłuszczy we krwi, jak również gwałtownych zaburzeń w stężeniu androgenów.


Dianabol pozostaje królem doustnych SAA. Gdyby nie testowanie na obecność leków, prawdopodobnie pozostałby on szeroko stosowanym środkiem wśród profesjonalnych sportowców. Jednakże, mimo iż góruje on nad swoimi chemicznymi kolegami, jego przyszłość jest mglista. Zainteresowanie kulturystyką blednie, zabiegi antydopingowe stają się coraz bardziej skuteczne w zapobieganiu stosowania SAA przez sportowców rywalizujących i nastolatków, gospodarka likwiduje karty członkowskie na siłownię, nadejście innych SAA (żele miejscowe, niealkilowany doustny testosteron itp.), które mogą być dostępne dla mężczyzn w średnim wieku i starszych, wszystko to razem zmniejszy zapotrzebowanie na ten lek. Gdyby SAA posiadały Komnatę Sławy, Dianabol z pewnością by się w niej znalazł. Ale uznanie nadchodzi dopiero wtedy, kiedy odstąpi się koronę.


  LEUCYNA ANABOLIKIEM ?
Napisane przez: SCREAM - 08.06.2020, 09:30 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

LEUCYNA ANABOLIKIEM?



Zarówno leucyna, jak też pozostałe aminokwasy rozgałęzione (BCAA), od lat cieszą się wielkim powodzeniem pośród sportowców. W wielu badaniach udowodniono, że ich stosowanie sprzyja rozwojowi beztłuszczowej masy ciała. A że beztłuszczowa masa ciała to nic innego, jak czyste mięśnie zbudowane z białek, wydaje się więc oczywistym, że leucyna stymuluje produkcję (anabolizm) białek, czyli że jest anabolikiem. I chociaż wykorzystujemy przez ostatnie ćwierćwiecze leucynę – jako legalny środek anaboliczny w sporcie – to nadal naukowcy nie są zgodni co do mechanizmów jej anabolicznej aktywności. I nic w tym dziwnego – skoro wciąż odkrywają tutaj jakieś nowe szlaki, o których wcześniej nie mieli ‘zielonego pojęcia’.

Sam niejednokrotnie opisywałem mechanizmy anabolicznej aktywności leucyny i pozostałych BCAA (ostatnio bodaj w mojej książce – „Legalne anaboliki”), zawsze uzupełniając kolejne publikacje o nowe ustalenia nauki. Dzisiaj jednak znowu przyszedł czas na aktualizacje, których dokonuję niniejszym artykułem…



Kariera leucyny w sporcie rozpoczęła bardzo dawno temu, kiedy ustalono, że białka mięśni sportowców składają się w 35-ciu procentach z aminokwasów rozgałęzionych, zaś największy udział w tej puli ma właśnie leucyna. Przypomnijmy, że pulę BCAA tworzą trzy aminokwasy – leucyna, walina i izoleucyna. Przyjmuje się, że ich stosunek w składzie tkanki mięśniowej kształtuje się mniej więcej, w wymienionej wyżej kolejności, jak: 3,0:2,5:1,0.

Widać więc, że dowóz dodatkowych porcji BCAA (czy choćby samej leucyny) dostarczy najcenniejszych i deficytowych składników do budowy białek i wyzwoli impuls anaboliczny.

Wtedy znano też już szczegóły tzw. cyklu glukozowo-alaninowego. W cyklu tym, przybierającym na intensywności podczas wysiłku – w miarę wyczerpywania się zapasów glikogenu (magazynu energetycznej glukozy) – dochodzi do uwalniania aminokwasów rozgałęzionych (szczególnie – leucyny) z białek mięśniowych. Te zostają następnie rozłożone na grupy aminowe i szkielety węglowe. Szkielety węglowe ulegają spaleniu, co dostarcza energii pracującym muskułom, zaś grupy aminowe wiążą się z kwasem pirogronowym (pośredni produkt spalania glukozy) i wytwarzają alaninę. Alanina przenika do krwiobiegu, zaś z obiegiem krwi – do wątroby. Tu zamieniana jest na glukozę, która powraca do tkanki mięśniowej, jako paliwo do dalszej pracy.

Uważano, że dodatkowe porcje BCAA (szczególnie – leucyny), podane przed treningiem i po jego zakończeniu, zostaną wprzęgnięte w cykl glukozowo-alaninowy i zahamują rozpad (katabolizm) białek, związany z tym cyklem. Tym bardziej, że wolne aminokwasy posiadają zdolność hamowania enzymów proteolitycznych, zawiadujących katabolizmem białek. A wiadomo: mniejsze straty białek – to większa masa mięśniowa. BCAA miały więc działać tutaj anabolicznie – jako antykataboliki hamujące katabolizm.

Dosyć dobrze poznano już też w tamtym czasie – relacje pomiędzy aminokwasami rozgałęzionymi a niektórymi hormonami. Wiadomym było, że spożywanie wysokich porcji BCAA (szczególnie – leucyny) pobudza uwalnianie insuliny, somatotropiny i hormonów tarczycy. Ponieważ wszystkie te związki to hormony anaboliczne, dlatego wskazywano, że anaboliczna aktywność BCAA i samej leucyny może wynikać głównie – właśnie z tych ich właściwości.


Przełomowym odkryciem ostatniej dekady, pomocnym w zrozumieniu mechanizmów anabolicznej aktywności leucyny, było ustalenie relacji pomiędzy tym aminokwasem a pewnym enzymem – tzw. kinazą mTOR… Enzym ten przenosi rodniki fosforanowe, pobierane z adenozynotrifosforanu (ATP), na tzw. kompleksy inicjacyjne, co uruchamia etap anabolizmu białek nazywany translacją a polegający na wiązaniu kolejnych aminokwasów w długie łańcuchy molekuł białkowych.

Kiedy więc okazało się, że leucyna zwiększa aktywność kinazy mTOR – stało się jasne, że musi to być podstawowy mechanizm, odpowiedzialny za jej właściwości anaboliczne.

Bazą do najaktualniejszych ustaleń w sprawie mechanizmów anabolicznej aktywności leucyny były dosyć ‘leciwe’ obserwacje, uzupełnione o nowe odkrycia…

Szkielet węglowy leucyny jest dobrym półproduktem do produkcji hormonów steroidowych, takich jak np. anaboliczny testosteron. Niektóre tkanki wykorzystują więc ją w tym celu. Jądra (‘fabryki testosteronu’) raczej rzadko, gdyż tutaj testosteron powstaje głównie z cholesterolu. Testosteron produkowany jest jednak również przez same komórki mięśniowe, gdzie od razu – na miejscu – działa hormonalnie (w tym przypadku – anabolicznie), co nazywamy aktywnością autokrynną. Wiele wskazuje na to, że ten testosteron powstaje właśnie – w dużej mierze – ze szkieletów węglowych leucyny.

Proces prowadzący do powstania testosteronu z przemian szkieletu węglowego leucyny jest jednym z wariantów tzw. steroidogenezy, zmierzającej najpierw do wytworzenia prekursora wszystkich hormonów steroidowych – cholesterolu. Dopiero potem – cholesterol przetwarzany jest dalej – do różnych innych steroidów, takich jak właśnie testosteron. Ale i sam cholesterol również wykazuje aktywność anaboliczną w tkance mięśniowej. Z tym tylko, że musi to być cholesterol wytworzony na miejscu – we wnętrzu komórek mięśniowych. Ten bowiem, który dociera do mięśni z obiegiem krwi – z pokarmu albo z wątroby – nie wykazuje takich właściwości. Jego cząsteczki są bowiem zazwyczaj utlenione i tworzą tzw. oksydosterole, pozbawione aktywności anabolicznej. W tym miejscu należy jedynie przypomnieć, że głównymi substratami do syntezy cholesterolu w tkance mięśniowej są szkielety węglowe leucyny i kolejne produkty ich przemian.

Proces steroidogenzy, zanim zaowocuje wytworzeniem cząsteczki cholesterolu, biegnie wcześniej przez związki nazywane izoprenoidami. Dwa najważniejsze z nich, z punktu widzenia czynności naszego organizmu, to fernezyly i geranyl. Szkielety węglowe leucyny są ważnymi półproduktami, wykorzystywanymi do syntezy obydwu tych związków. Izoprenoidy przeprowadzają reakcję prenylacji, w której wiążą się z wewnątrzkomórkowymi białkami sygnałowymi – Ras i Rho – i aktywują je. Aktywacja Ras i Rho wpływa na uruchomienie syntezy białek kurczliwych włókienek mięśniowych i organizację tych białek w funkcjonalne elementy komórkowe, jak również – na stymulację anabolicznych hormonów tkankowych (szczególnie – IL-6) oraz anabolicznych czynników transkrypcyjnych (szczególnie – NF-kB).



Wspomniane wyżej czynniki transkrypcyjne to elementy komórkowe, kontrolujące pierwszy etap anabolizmu białek – transkrypcję genów. (Opisana wcześniej translacja jest kolejnym etapem). Najczęściej aktywują je hormony. Aktywacja ta może zachodzić za pośrednictwem specjalnych przekaźników, ale często bywa też bezpośrednia – kiedy to hormon wiąże się ze swoim receptorem wewnątrzkomórkowym i przekształca go w aktywny czynnik transktypcyjny. W ten właśnie sposób, działają takie hormony anaboliczne – jak np. testosteron czy DHEA. Testosteron wiąże i przekształca w czynnik transkrypcyjny receptor androgenowy (AR). Natomiast DHEA – aż dwa typy receptorów – androgenowe i tzw. receptory proliferatorów peroksysomów alfa (PPAR alfa). Pobudzenie obu tych typów receptorów prowadzi do utworzenia czynników transkrypcyjnych, aktywujących geny produkujące białka kurczliwe włókienek mięśniowych, co sprzyja rozwojowi masy mięśniowej. Dlatego właśnie testosteron i DHEA (lub różne pokrewne im związki, nazywane steroidami anaboliczno-androgennymi) tak często i chętnie wykorzystywane są w dopingu sportowym.

Jak się niedawno okazało – receptory PPAR alfa aktywowane są nie tylko przez DHEA, ale również przez zwyczajne składniki pokarmowe – a konkretnie i przede wszystkim – przez nasycone kwasy tłuszczowe. I tutaj znowu wkracza leucyna… Otóż, zarówno bowiem szkielet węglowy tego aminokwasu, jak też niektóre produkty jego metabolizmu, należą do grupy krótkołańcuchowych nasyconych kwasów tłuszczowych (SCFA). Natomiast, rozmaite pochodne SCFA testowane są aktualnie przez medycynę, jako aktywatory PPAR alfa. Mało tego – szkielet węglowy leucyny, tak jak w przypadku steroidów, jest znakomitym półproduktem do syntezy nasyconych kwasów tłuszczowych o różnej długości łańcucha. Koniec konców – metabolity leucyny wydają się stanowić grupę dobrych aktywatorów receptorów PPAR alfa, które biorą znamienny udział w procesach anabolicznych, przebiegających w tkance mięśniowej. (Biorą też udział w spalaniu tłuszczu, ale to już zupełnie inne zagadnienie.)

Związanie samego hormonu przez receptor nie prowadzi jeszcze do utworzenia czynnika transkrypcyjnego i rozpoczęcia syntezy białek. Oprócz hormonu, receptor musi związać jeszcze komplet tzw. koregulatorów transkrypcji, dzielonych na dwie grupy – koatywatory i korepresory. Koatywatory są enzymami (acetylotrasferazami), przyłączającymi cząsteczki kwasu octowego do histonów – białek ochraniających geny. Takie przyłączenie skutkuje poluzowaniem struktury histonów i udostępnieniem genów – anabolicznej aktywności czynników transkrypcyjnych. Korepresory, nazywane deacetylazami histonów, działają odwrotnie – odrywają cząsteczki kwasu octowego od białek ochronnych, zamykając czynnikom transkrypcyjnym dostęp do genów i kończąc ich aktywność anaboliczną. Nietrudno zgadnąć, że ograniczenie aktywności korepresorów poskutkuje nasileniem przebiegu procesów anabolicznych. A że tak też jest w rzeczywistości, medycyna doświadczalna próbuje ostatnio wykorzystywać inhibitory deacetylaz (blokery korepresorów) do różnych celów leczniczych – między innymi – do uzyskania regeneracji tkanki mięśniowej, w chorobach przebiegających z jej degradacją.

I tutaj znowu wypada jedynie dodać, że obiecującymi inhibitorami deacetylaz histonów okazały się krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe, których wydajnym źródłem pokarmowym są BCAA – a szczególnie – leucyna.

Który ważniejszy…?

Widzimy, że poznaliśmy przynajmniej kilka mechanizmów anabolicznej aktywności leucyny.

Teraz samo ciśnie się na usta pytanie:

„Który z tych mechanizmów należy uznać za najważniejszy…?”

Myślę, że kiedyś naukowcy rozwiążą nam i tę zagadkę, bo – póki co – to nie bardzo wiadomo…

Zresztą, czy ma to jakiekolwiek, praktyczne znaczenie…?

Ważne, że leucyna i kompleksy BCAA działają anabolicznie i że jest to działanie na tyle silne, by tworzyć realną alternatywę dla zakazanych w sporcie – hormonów anabolicznych.


  Nagła utrata wagi obniża poziom testosteronu
Napisane przez: SCREAM - 06.06.2020, 07:13 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Nagła utrata wagi obniża poziom testosteronu



Praktyka zrzucania wagi przed ważeniem, a potem szybkiego odzyskiwania kilku kilogramów nie jest niczym nowym, jednak może okazać się zgubna w skutkach. Wielu zawodników przed zawodami wlewa w siebie litry wody i pochłania tony jedzenia, co prowadzi do wystąpienia nudności, opuchlizny lub wymiotów w trakcie samych zawodów. W 1980 roku Roberto Duran, uważany za jednego z dziesięciu najlepszych bokserów wszechczasów, wycofał się w trakcie walki o tytuł z legendarnym Sugar Rayem Leonardem. Walka znana jest pod nazwą „No mas” – czyli „wystarczy”.
 

W 1997 roku na pierwszych stronach gazet zagościły nazwiska trzech młodych zapaśników – wszyscy oni zmarli w okresie 6 tygodni. Początkowo za śmierć obwiniano stosowany przez trójkę suplement – monohydrat kreatyny. Jednak później na jaw wyszły informacje, że sportowcy (uczęszczający do trzech różnych szkół) starali się bardzo szybko stracić na wadze. By uzyskać zamierzony efekt, ćwiczyli w saunie ubrani w gumowe kombinezony, zwiększające potliwość ciała.
 

Wszystko to skłoniło naukowców do bliższego przyjrzenia się wpływowi szybkiej utraty wagi na poziom testosteronu w organizmie młodego mężczyzny. W eksperymencie udział wzięło 18 najwyższej klasy zapaśników, uczestniczących w zawodach Finnish Championship Games. Średnia wieku badanych wynosiła 22 lata (od 17 do 31 lat). Zawodnicy pozostawali pod obserwacją przez okres trzech tygodni przed zawodami, podczas którego stosowali indywidualne diety, spełniające jednak określone kryteria. Zalecono im ograniczenie kalorii pochodzących z tłuszczu i węglowodanów, a ich dzienne spożycie kształtowało się na poziomie od 800 do 2000 – w zależności od zapotrzebowania energetycznego (ile kalorii spalał dany zawodnik). Zapaśnicy spożywali około 2 g białka na każdy kilogram wagi ciała. W ciągu dwóch ostatnich dni przed zawodami sportowcy stosowali trening silnie odwadniający (z użyciem sauny i ćwiczeń powodujących podwyższoną potliwość) oraz ograniczali ilość przyjmowanych płynów, przy jednoczesnej suplementacji elektrolitami. Na początku i na końcu eksperymentu zapaśnicy zostali zmierzeni (waga i skład ciała, gęstość mineralna kości), pobrano im także próbkę krwi do analizy hormonalnej (testosteron, LH, SHBG, IGF-1).
 

Zgodnie z oczekiwaniami zawodnicy znacznie schudli – średnio 6 kg. Pamiętajmy, że badani byli sportowcami startującymi w kategoriach 50–85 kg, nie prowadzili więc osiadłego trybu życia i nie mieli problemów z otyłością. W ciągu zaledwie trzech tygodni jeden z zapaśników zrzucił 8 kg, a inny ponad 12% początkowej wagi ciała!





Reklamy sprawiły, że wielu ludzi oczekuje, iż dieta i ćwiczenia spowodują u nich jednoczesne przyrosty mięśni i spadek wagi ciała. Jest to możliwe u ludzi prowadzących przedtem osiadły tryb życia, ale u wysportowanych zawodników raczej nie za bardzo. Widzieliśmy to na przykładzie zapaśników, u których większość straconych kilogramów pochodziła ze spalenia suchej tkanki mięśniowej, a nie tłuszczu. Średnio zawodnicy stracili blisko 5 kg mięśni i zaledwie 1 kg tłuszczu. Z punktu widzenia metabolizmu była to bardzo kosztowna utrata tłuszczu. Do powyższych wyników można mieć jednak pewne zastrzeżenia. Po pierwsze, obliczenie (mięśnie kontra tłuszcz) dokonane zostało na bardzo odwodnionym organizmie. „Sucha” masa mięśniowa zawiera znaczne ilości wody; tłuszcz ma jej niewiele. Gdy dokonano kolejnych pomiarów po tym, jak sportowcy na nowo nawodnili organizm, średnia utrata mięśni zmniejszyła się do zaledwie 0,6 kg. A to zmienia stosunek utraty tłuszczu do masy mięśniowej na 3:2. W końcowym rozrachunku, gdy nawodnienie ciała sportowców powróciło do stanu naturalnego, cały ten ciężki trening i dieta doprowadziły do utraty niewiele ponad 1,5 kg. Nie odbiega to więc od skromnego 0,5 kg tygodniowo, osiąganego przy zastosowaniu diety niskokalorycznej, nie pokonuje też doskonałych wyników uzyskiwanych przy diecie ketogenicznej, trwającej mniej więcej tyle samo czasu co nasz eksperyment. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że podczas treningów sportowcy cierpieli również na kwasicę ketonową, jednak nie było to przedmiotem badań.
 

Najbardziej interesującym rezultatem testów laboratoryjnych było odkrycie, że intensywny program treningowy wywołał u sportowców stan katabolizmu. W zdrowym organizmie czynniki kataboliczne i anaboliczne pozostają w równowadze, za którą odpowiedzialnych jest wiele hormonów. Jeśli chodzi o stan panujący w tkance mięśniowej najczęściej określa się go badając stosunek ilości testosteronu do kortyzolu. Niestety badanie to nie mierzy poziomu koncentracji kortykoidów, która wzrasta w odpowiedzi na trening, stres i odwodnienie. Odkryto natomiast wyraźny wpływ diety, treningu i odwodnienia na poziom testosteronu.
 

Nie zapominajmy, że testosteron produkowany jest w jądrach w odpowiedzi na sygnały wysyłane z mózgu. Następnie dostaje się do krwioobiegu dzięki działaniu hormonu luteinizującego (LH). Aktywna forma testosteronu, zwana wolnym testosteronem lub testosteronem biologicznie czynnym, według powszechnego mniemania odpowiedzialna jest za większość procesów budowania masy mięśniowej. Jest to ta pula hormonu, która nie łączy się z krążącym we krwi nośnikiem białkowym (SHBG), chroniącym go przed działaniem enzymów deaktywujących. Minusem ochraniania testosteronu przed deaktywacją i wydaleniem z krwiobiegu jest uniemożliwienie mu dostania się do wnętrza komórek mięśniowych i wejścia w reakcję z ich receptorami androgennymi.



Na początku eksperymentu u zapaśników odnotowano normalny poziom testosteronu, LH i białka SHBG. Po trzech tygodniach wyczerpujących treningów i ścisłej diety poziom zarówno testosteronu, jak i LH spadł poniżej normy. To bardzo ważne odkrycie. W normalnych warunkach spadek poziomu testosteronu spowodowałby wysłanie przez mózg sygnału do jąder, by te produkowały go więcej. Stymulowane jądra zaczęłyby wytwarzać więcej testosteronu. Okazało się jednak, że wraz ze spadkiem testosteronu obniżyła się również koncentracja LH, co sugeruje, że mechanizm kontrolujący ilość testosteronu w organizmie zawiódł. Wyniki te pokrywają się z danymi uzyskanymi w trakcie wcześniejszych badań, w których wykryto nieprawidłowe działanie na osi podwzgórzowo-przysadkowo-gonadalnej u zapaśników i sportowców wytrzymałościowych. Co więcej, u zawodników odnotowano również zwiększony poziom SHBG, co jeszcze bardziej obniżyło ilość dostępnego we krwi testosteronu biologicznie czynnego. Naukowcy przeprowadzający eksperyment zwrócili również uwagę na zatrważający fakt, iż poziom testosteronu odnotowany w organizmie odwodnionym, w naturalnych warunkach okazałby się jeszcze niższy. W takim razie jak bardzo obniżył się poziom tego hormonu podczas trzech tygodni badania? Średni poziom testosteronu na początku eksperymentu wynosił 25,8 nmol/l i w ciągu trzech tygodni jego koncentracja obniżyła się średnio o 63%, do poziomu zaledwie 9,7 nmol/l! Nie zapominajmy, że ostateczna koncentracja testosteronu mogła być jeszcze mniejsza, ponieważ w trakcie pobierania krwi zawodnicy byli odwodnieni – odwodnienie podnosi koncentrację wielu składników krwi.
 

Prawdopodobnie głównym powodem spadku testosteronu było niedożywienie (ścisła dieta). Autorzy eksperymentu donoszą, że częścią treningu były ćwiczenia anaerobowe (większość zapaśników nie zgodziłaby się z twierdzeniem, że w zapasach brak elementów oddziałujących na układ sercowo-naczyniowy), a te powinny były utrzymać poziom testosteronu w normie. Twierdzenie to oparto na wcześniejszych badaniach, które wykazały, że trening z obciążeniem zwiększa poziom tego hormonu w surowicy.
 

Co ciekawe, poziom IGF-1 w serum nie uległ praktycznie zmianie, choć wiadomo, że w okresie niedożywienia powinien się obniżyć. Badacze zwrócili uwagę, że poziom IGF-1 może powrócić do normy wraz ze zmniejszeniem objętości treningów, co miało miejsce w trakcie eksperymentu. Za normalny poziom IGF-1 odpowiedzialny więc był albo rodzaj programu treningowego, albo dieta, która okazała się nie wystarczająco ścisła lub zbyt krótka, by go obniżyć u badanych zapaśników. Istnieje również możliwość, że dieta niskokaloryczna ma większy wpływ na koncentrację testosteronu lub, że jego poziom nie wraca tak szybko do normy, gdy obniżona zostaje objętość treningu.
 

Jakie wnioski należy wyciągnąć z tego eksperymentu? Każdy startujący w zawodach kulturysta wie, że dieta i trening przed zawodami to okres, w którym bardzo łatwo o spadki siły i masy mięśniowej. W eksperymencie, którego warunki bardzo przypominały okres przygotowawczy do zawodów kulturystycznych, odnotowano spadek testosteronu w surowicy, co na pewno w znacznym stopniu odpowiada za taką reakcję organizmu. Przyznać jednak należy, że wyniki badania nie odnoszą się raczej do sportowców stosujących SAA.
 

Był to bardzo interesujący eksperyment, ponieważ badał określoną część populacji poddaną określonym czynnikom. Niestety, naukowcy nie zajmowali się mierzeniem poziomu kortyzolu w surowicy. Nie wykonali również pomiarów przed fazą odwadniającą treningu. Z wyników najnowszych eksperymentów możemy się jednak dowiedzieć, że w odwodnionym organizmie, który zostaje poddany treningowi z obciążeniem, wzrasta poziom kortyzolu, a obniża się podatność na działanie testosteronu. Pokrywa się to z wcześniejszymi wynikami badań na temat wpływu odwodnienia na sportowców wytrzymałościowych. Biorąc pod uwagę dietę zastosowaną podczas eksperymentu, można by zainteresować się również jej wpływem na wyniki pomiarów związanych z poziomem insuliny – byłyby na pewno interesujące.


  Insulina jako stymulator budowy ciała – przyjaciel czy wróg?
Napisane przez: SCREAM - 17.05.2020, 09:24 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Insulina jako stymulator budowy ciała – przyjaciel czy wróg?




Czas zmienia perspektywę. Weźmy na przykład postać Arnolda Schwarzeneggera i Jessiego Ventury. Wystarczy wspomnieć ich nazwiska, aby ludzie założyli, iż rozmowa dotyczy polityki, jako że obaj panowie zostali prominentnymi gubernatorami.

Możliwe jest, że niektórzy pomyślą, iż tematem konwersacji są filmy akcji, w końcu obydwaj odnieśli sukces jako aktorzy. Występowali nawet razem w filmach takich jak: „Predator” (1987), „Uciekinier” (1987) i „Batman i Robin” (1997). Jednakże wielu zaskoczyłoby stwierdzenie, iż są to byli sportowcy. Jest to zaskakujące, jako że Schwarzenegger zdobył swój pierwszy tytuł Mr Olimpia w 1970 roku, a zapaśnicza kariera Ventury zakończyła się w połowie lat osiemdziesiątych. Nie powinno być to jednak tak dużą niespodzianką, biorąc pod uwagę, iż zgodnie z ustaleniami większość ludzi kojarzy George’a Foremana nie jako największego mistrza wagi ciężkiej swego czasu, a może i nawet wszech czasów, lecz jako przedstawiciela firmy produkującej „Grill George’a Foremana”.



Insulina jest hormonem, któremu przypisywano tyle ról, co Arnoldowi Schwarzeneggerowi zwanemu „Austriackim Dębem”. Odkryta w 1921 roku insulina natychmiast stała się cudownym lekiem, gdyż była w stanie zwalczyć często występujące choroby (jak np. cukrzyca pierwszego typu), których ujawienie się oznaczało wcześniej wyrok śmierci . Początkowo insulinę uzyskiwano poprzez ekstrakcję białek z trzustki bydła lub świń. Niestety pozyskiwany w ten sposób hormon często okazywał się być zanieczyszczony innymi białkami. Te nieczystości, jak również i fakt, że zwierzęca insulina różni się odrobinę od ludzkiej, powodowały u niektórych pacjentów usunięcie leku z organizmu, a czasem nawet wywoływały reakcję alergiczną. Na szczęście dzięki wynalezionej technice rekombinacji, firmy biotechnologiczne mogą wytwarzać czystą insulinę identyczną z tą produkowaną przez organizm ludzki .


Przeskoczmy teraz szybko do roku 1999. Innowacyjne pomysły wprowadzone do dietetyki stają na czele tej dziedziny za sprawą Barry’ego Searsa (dieta Zone) i dr. Roberta Atkinsa (dieta Atkinsa).
Gdy częstość występowania cukrzycy typu drugiego zaczęła przewyższać liczbę przypadków cukrzycy typu pierwszego (insulinozależnej), niegdyś groźna choroba zaczęła być traktowana jako zwyczajne schorzenie, częściej postrzegane jako konsekwencja leniwego stylu życia i obżarstwa.

Amerykańskie społeczeństwo stanęło przed obliczem epidemii otyłości, która zawsze była i wciąż pozostaje prawdziwym zagrożeniem dla służby zdrowia. Nagle czołowy atak został wystosowany przeciw złu wyrządzanemu przez insulinę i zwiększającym glikemię węglowodanom. Otyłość, cukrzyca typu drugiego, nadciśnienie, syndrom metaboliczny, choroby sercowo-naczyniowe itd. – wszystkie te schorzenia nagle stały się konsekwencjami grzechu hiperinsulinemii .


Mimo to z grona atletów zaczęły dochodzić odgłosy wzburzenia, mówiące o tym, że insulina jest stosowana przez elitę sportowców. Podczas lat 80. ukrywanym sekretem był fakt stosowania tego hormonu przez biegaczy. Informacje na temat używania insuliny przez kulturystów pojawiały się w czasopismach medycznych od początku do połowy lat 90. (4-8). Pod koniec lat 90. i na początku nowej dekady stawało się to coraz bardziej oczywiste, że insulina jest zażywana przez wielu atletów i kulturystów, aby polepszyć jakość treningów i zwiększyć przyrost masy mięśniowej. Jednakże miało to miejsce w trakcie dni świetności diet niskowęglowodanowych, zgodnie z którymi jasno twierdzono, iż wysoki poziom insuliny prowadzi do zwiększenia ilości tkanki tłuszczowej i do pogorszenia zdrowia. Kariera insuliny jako polepszacza kondycji fizycznej i budowy ciała została zatracona, gdyż ludzie winą za wszystkie swe problemy związane z niedoskonałym wyglądem lub zdrowiem zrzucili na ten właśnie hormon. Co ciekawe, istniały również bardziej kolorowe „kariery” insuliny: jako broni powodującej morderstwa lub samobójstwa czy jako czynnika potęgującego wrażenia seksualne. Takie nadużycia tego leku doprowadziły do licznych przypadków uszkodzenia mózgu, niewydolności organów, a nawet śmierci.





Jak to możliwe, że insulina jest w stanie stymulować rozwój muskulatury i korzystnie wpływać na naszą kondycję? Większość zamieszania wynika z oceniania aktywności insuliny przez pryzmat fizjologii w sytuacjach, gdy stosowana jest ona jako czynnik farmakologiczny. Gdy nie jest podawana insulina egzogenna (w formie zastrzyków lub innej postaci insuliny farmaceutycznej) oraz w przypadku ludzi zdrowych, hormon ten reguluje poziom cukru (glukozy) we krwi i zapobiega zużywaniu niecukrowych cząsteczek w procesie generowania energii komórkowej. Wszystkie komórki organizmu funkcjonują dzięki ciągłej produkcji ATP, cząsteczki energetycznej. ATP przypomina prąd zasilający komputer, gdy odetnie się go, komputer się wyłączy. Najprostszym sposobem wytworzenia przez komórkę ATP jest „spalenie” glukozy. Cukier ten można znaleźć w krążącej wokół komórek krwi. Jest on również zmagazynowany pod postacią glikogenu wewnątrz komórek. W normalnych okolicznościach u większości ludzi zdrowych ATP produkowane jest z cukrów. Jednakże w przypadku gdy poziom cukru we krwi spada lub zapasy węglowodanów są uszczuplone (w wyniku nadmiernego wysiłku lub głodzenia) oraz gdy poziom ATP potrzebny do spełnienia wymagań metabolicznych organizmu ulega nagłemu podwyższeniu (np. przy bardzo intensywnym wysiłku), inne źródła wykorzystywane są do produkcji ATP. Te źródła to konkretne aminokwasy i kwasy tłuszczowe. Należy zwrócić uwagę, iż wykorzystanie tych związków zajdzie, gdy poziom insuliny obniży się.
W przeciwnej sytuacji, gdy stężenie cukru we krwi jest wysokie, insulina pomaga transportować cukry do wnętrza komórek. Ale co ważniejsze, będzie ona zahamowywać użycie aminokwasów i kwasów tłuszczowych do syntezy ATP. Jeśli zdrowa osoba równoważy liczbę pobieranych kalorii z zapotrzebowaniem swojego metabolizmu, organizm pozostaje w stanie dobrego zdrowia. Niestety społeczeństwo osiągnęło globalny stan braku równowagi kalorycznej. Kontynuowany nadmiar konsumpcji w połączeniu z prawie kompletnym brakiem wysiłku fizycznego czy pracy doprowadził do epidemii stanów przedcukrzycowych, syndromów metabolicznych i podobnych schorzeń . Jednakże zażywanie insuliny stwarza możliwości mogące być atrakcyjne dla wielu atletów. Zanim jednak dowiemy się czegoś więcej, istotne jest, aby osoby, które używają insuliny w celach medycznych lub stymulujących, zrozumiały, że hormon ten jest bardzo silnym lekiem. W przypadku przedawkowania śpiączka może wystąpić tak szybko, że na wezwanie pomocy może być już za późno. Co gorsza, w takim przypadku bardzo prawdopodobnym scenariuszem jest również śmierć. Przedawkowanie insuliny może nastąpić bardzo łatwo, jako że kilka czynników wpływa na sposób odpowiedzi organizmu na ten lek; niektóre formy insuliny działają bardzo szybko, inne uwalniane są powoli. Początkowy poziom cukru czy dostępność pożywienia są również czynnikami zmiennymi. Stosowanie insuliny poza zaleceniami lekarza, pod nieobecność natychmiastowej pomocy i bez monitorowania sygnałów lub symptomów hipoglikemii, jest bardzo niebezpieczne i niezalecane. Zostało to jasno udokumentowane na podstawie licznych przypadków pacjentów. Co ważniejsze dla czytelników tej publikacji, przypadki szoku hipoglikemicznego u kulturystów były notowane w literaturze medycznej . Jeden z przypadków opisany w British Journal of Sports Medicine wyszczególnia przypadek i leczenie 31-letniego kulturysty, który zapadł w śpiączkę po użyciu szybko działającej insuliny zamiast stosowanej przez niego insuliny rutynowej. Ten uprzednio zdrowy mężczyzna miał szczęście być znalezionym w domu w porę. Został skutecznie wyleczony i zwolniony ze szpitala bez żadnych długofalowych efektów ubocznych. Jednakże gdyby nie został znaleziony na czas, z całą pewnością mogłoby skończyć się to długotrwałą niepełnosprawnością, a nawet śmiercią mężczyzny. Autorzy artykułu szacują, iż jeden procent sportowców stosuje insulinę.



Mimo to, wiele osób nadużywa insuliny w nadziei, iż dzięki temu osiągnie swój cel. U zawodowych sportowców regeneracja i odzyskanie sił jest kluczowym czynnikiem determinującym intensywność ćwiczeń na przestrzeni czasu. Jednym z czynników, który może ograniczyć późniejszą aktywność fizyczną, szczególnie w stanach wymagających dziennie dużej intensywności lub długotrwałego wysiłku, jest uzupełnianie glikogenu. Poziom glikogenu odpowiada ilości zmagazynowanych węglowodanów w mięśniach i wątrobie. Razem z krążącą glukozą jest to jedno z najważniejszych źródeł natychmiastowej siły, używanej w trakcie zdarzeń wymagających wybuchu energii takich jak sprint. Biegacze często trenują przymusowo i po to, by znaleźć się w czołówce, doprowadzają do przetrenowania. Pod koniec treningu zapasy glikogenu w mięśniach są całkiem uszczuplone i występuje krótki poćwiczeniowy okres, w trakcie którego przemęczone mięśnie mogą szybko pobrać cukier i niezbędne aminokwasy.


Duża część zwiększonej absorpcji nie zależy od insuliny, jako że inne czynniki związane z wysiłkiem również stymulują pobieranie glukozy do mięśni, np. interleukina . Jednakże wchłanianie natychmiast po wysiłku wysoce glikemicznych węglowodanów, jednocześnie z szybko przyswajalnym źródłem aminokwasów o rozgałęzionych łańcuchach oraz innych spokrewnionych składników odżywczych (np. kreatyny), może zaowocować większym przyrostem beztłuszczowej masy ciała i szybszym uzupełnieniem poziomu glikogenu . Jeszcze lepsze efekty mogą zostać uzyskane poprzez spożywanie aminokwasów czy białek tuż przed ćwiczeniami .
Fizjolodzy zajmujący się wysiłkiem dokładnie przetestowali potreningowy okres absorpcji i odkryli, że ponadtrzygodzinne opóźnienie może poskutkować utratą większości korzyści uzyskanych dzięki wcześniejszym ćwiczeniom. Jednakże zostało udowodnione, że nagłe podwyższenie poziomu insuliny, spowodowane dużym stężeniem cukru we krwi lub podaniem insuliny jako leku, zwiększa poćwiczeniowy napływ w jeszcze większym stopniu. Jednakże przy tym konieczne jest posiadanie wystarczającej ilości aminokwasów we krwi . Jest to mechanizm manipulacji wykorzystywany przez atletów i ich trenerów, aby polepszyć procesy regeneracyjne organizmu i aby zapobiec przeciążeniom. Ponieważ nadużycie insuliny jest aktualnie nie do wykrycia i wielu atletów stosuje ten hormon, mimo że znajduje się on na liście substancji zakazanych wielu organizacji. Mimo to najnowsze doniesienia sugerują, że test wykrywający nielegalne użycie insuliny może zostać stworzony w najbliższej przyszłości.





Kulturyści i insulina

Atleci również wykorzystują zwiększające absorpcję składników odżywczych właściwości insuliny. Kulturyści nie są sportowcami, u których poszukuje się obecności insuliny przed zawodami, w związku z czym długotrwałe anaboliczne działanie tego hormonu jest bardziej pożądane niż krótkotrwała aktywność tylko w okresie poćwiczeniowym.


Insulina może również zwiększać wzrost syntezy białek w mięśniach (przyrost beztłuszczowej masy ciała) podczas odpoczynku. Ponadto wielu kulturystów stosujących insulinę postrzega ją jako jeden z licznych leków używanych w celu zmaksymalizowania hipertrofii komórek mięśniowych i zahamowania przy tym przyrostu tkanki tłuszczowej; przykładem innego leku może być hormon wzrostu.
Aby zwiększyć korzyści płynące ze stosowania insuliny, lek ten używany jest codziennie lub w trakcie trwania treningów tylko od kilku tygodni do kilku miesięcy.
Jednakże jednym z aspektów wzmożonej aktywności insuliny jest przyrost magazynowanej tkanki tłuszczowej. Insulina zahamowuje rozpad i uwalnianie magazynowanych tłuszczy i stymuluje enzymy pakujące lipidy do komórek tłuszczowych do tworzenia większej ilości tłuszczu. Aby zwalczyć tę aktywność, często stosuje się hormon wzrostu, hormon tarczycy i beta-agonistów (np. clenbuterol). Idąc dalej, insulina stosowana jest w najbardziej agresywnych okresach cyklu przybierania masy i z tego względu konkurencyjne używanie steroidów anabolicznych jest zjawiskiem niemalże uniwersalnym.


Oczywiste jest, że insulina nie byłaby stosowana przez atletów i kulturystów, gdyby nie była skuteczna. Pomimo ciągłego chowania głowy w piasek przez sportowe organizacje, które walczą ze stosowaniem insuliny, przekonując, iż nie ma żadnych dowodów na jej stymulujące i polepszające kondycję działanie, w mentalności elity zawodników insulina stała się koniecznym lekiem, który trzeba zażywać. Pewni kulturyści osiągnęli status „insulinowych guru” i lek ten jest jednym z powodów, dla których masa i budowa ciała czołówki kulturystów zmieniła się tak dramatycznie od czasu złotej ery Arnolda. Jasne jest, iż w rękach tych jednostek stosowanie insuliny zdaje się promować przyrost masy mięśniowej bez zwiększania się ilości podskórnej warstwy tłuszczu.


Niestety okazjonalni kulturyści, słysząc, że insulina jest szeroko stosowana wśród elit, będą zachęceni do używania tego leku, ale jest wysoce nieprawdopodobne, że dzięki niemu uzyskają tyle samo korzyści, co elitarni atleci. Nieliczni rekreacyjni kulturyści mają dostęp do tego samego poziomu instrukcji i wskazówek oraz nadzoru gwarantowanego ich elitarnym odpowiednikom; używanie leków pomocniczych jest bardziej ograniczone, diety są mniej surowe, brak jest motywacji i poparcia, mniejsza jest intensywność treningów. Są to główne powody, dla których zwyczajny użytkownik nie zauważy przyrostu masy podobnego do uzyskanego przez profesjonalistów. W zamian za to poprzez utrzymywanie stężenia insuliny na poziomie przekraczającym stan fizjologiczny rekreacyjni kulturyści ryzykują faktyczny przyrost tkanki tłuszczowej.
Prediabetycy i ludzie chorujący na cukrzycę typu drugiego mają wyższe stężenie insuliny we krwi w porównaniu z ludźmi, u których poziom cukru regulowany jest prawidłowo. Jest to związane z większą ilością beztłuszczowej masy ciała i również, co może zaskoczyć wiele osób, ze zwiększoną masą tkanki tłuszczowej. W przypadku braku ekstremalnego zapotrzebowania metabolizmu na energię, obojętnie czy w wyniku rygorystycznego i rozszerzonego treningu czy w wyniku stymulacji spalania tłuszczu wywołanej lekami, egzogenna insulina będzie powodować tylko i wyłącznie wzrost stopnia anabolizmu, raczej niż bardziej specyficzny zysk beztłuszczowej masy ciała. Anabolizm całego organizmu oznacza, że poziom zmagazynowanego tłuszczu będzie powiększał się tak samo lub nawet bardziej niż beztłuszczowa masa ciała, czego rezultatem będzie mniej pożądana sylwetka ciała, nie mówiąc już o ryzyku dla zdrowia.



Czy insulina ma swoje miejsce w polepszaniu kondycji fizycznej i zwiększaniu muskulatury? Przy najwyższym poziomie treningu hormon ten powoduje wzrost masy lub przyspiesza regenerację. Jednakże cena może być wysoka, nie pod względem finansowym, jako że lek ten jest relatywnie tani, ale w przypadku zdrowia. Liczba pacjentów przyjętych do szpitala w wyniku nadużycia insuliny nie jest dokładnie odzwierciedlona w literaturze, ponieważ FDA (Food and Drug Administration – Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków – przypis tłumacza) nie postrzega insuliny jako leku mogącego być nadużywanym. Jednakże wielu lekarzy z izby przyjęć w miastach, w których znajdują się społeczności kulturystów, doświadczyło przyjęć i zgłoszeń przypadków szoku hipoglikemicznego i śpiączki wywołanej nadużyciem insuliny. Ostatecznym przesłaniem na temat insuliny jest fakt, iż aby wyciągnąć potencjalne korzyści ze stosowania tego leku, należy być dobrze poinstruowanym, zdyscyplinowanym i świadomym ryzyka.
Niestety wiele osób podejmuje to ryzyko, przeceniając swój poziom rozumienia złożoności zagadnienia, co kończy się poważnymi konsekwencjami. Ryzyko związane z zażywaniem insuliny jest nieusprawiedliwiane; uszkodzenie mózgu czy śmierć to możliwości uwidaczniające się z każdym kolejnym zastrzykiem.


  Testosteron: Hormon głupoty?
Napisane przez: SCREAM - 14.05.2020, 09:39 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Testosteron: Hormon głupoty?



W filmach i książkach często pojawiają się stereotypowe postaci napompowanych mężczyzn, którzy przeważnie są porywczy, szybko podejmują decyzje i nie poświęcają zbyt dużo czasu na myślenie. Takich osobników można z powodzeniem szukać także w realnym świecie. Naukowcy twierdzą, że za wszystkim, zarówno budową ciała jak i robieniem zamiast myślenia, stoi testosteron.


Naukowcy z Kalifornijskiego Instytutu Technologii Caltech i Amerykańskiej Szkoły Biznesu Wharton przeprowadzili szereg badań, które miały na celu ustalenie korelacji pomiędzy poziomem testosteronu u mężczyzn, a ich procesami decyzyjnymi.


Wyniki testów wykazały, że hormon jest odpowiedzialny za poczucie pewności siebie i tym samym za podejmowane na szybko wybory.
Im wyższy poziom testosteronu, tym większe u mężczyzn było przekonanie, że mają rację i ich decyzje są właściwe bez konieczności myślenia o nich czy zdobywania informacji.
Każdemu uczestnikowi podawano dawkę tak samo wyglądającej substancji: część dostawała prawdziwy testosteron, część placebo. Po naszprycowaniu mieli rozwiązywać zadania logiczne i matematyczne oraz testy na refleks. Mieli nieograniczoną ilość czasu na zastanowienie się, a za poprawne odpowiedzi dostawali pieniądze.
Przykładowe pytanie: "Piłka i kij do baseballa kosztują razem dolara i 10 centów. Jeśli kij jest droższy o dolara od piłki, to ile kosztuje piłka, a ile kij?".


Pewni siebie uczestnicy z podwyższonym poziomem testosteronu odpowiadali szybko i... przeważnie błędnie, mówiąc, że piłka kosztuje 10 centów, a kij dolara.
Ci, którzy dostawali zastrzyk z placebo, myśleli dłużej i spokojniej nad odpowiedziami. W tej grupie przeważały prawidłowe odpowiedzi: piłka kosztuje 5 centów, a kij dolca i 5 centów.
Ostatecznie wyszło na to, że "grupa testosteronowa" miała o 20 proc. gorsze wyniki od "grupy placebo".
Za wszystkim stały podejmowane szybko i bez głębszego przemyślenia decyzja oparte na zbytniej pewności swojej racji. Po badaniu cześć mężczyzn przyznała, że pytania wydawały im się z pozoru proste i nie zastanawiali się za długo nad odpowiedzią, przez co czasem się mylili.

- Wyniki wskazują jasno, że testosteron odpowiada za szybkie i nie zawsze prawidłowe decyzje - komentują w raporcie badacze.


  Co sportowcy i społeczeństwo sądzą o dopingu ? Wyniki badania
Napisane przez: SCREAM - 09.05.2020, 10:29 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Co sportowcy i społeczeństwo sądzą o dopingu ? Wyniki badania


Przedstawiamy wyniki badania przeprowadzonego pod auspicjami Ministerstwa Sportu i Turystyki w kontekście zagadnień antydopingowych. M.in. wskazują one na fakt, iż większość Polaków podchodzi z dezaprobatą do stosowania dopingu.

Celem projektu badawczego przeprowadzonego przez Kantar Public na zlecenie Ministerstwa Sportu i Turystyki było dokonanie diagnozy uwarunkowań społecznych związanych ze stosowaniem dopingu zarówno w sporcie wyczynowym, jak i uprawianym rekreacyjnie oraz postaw i opinii Polaków na ten temat.



Przedstawiamy wyniki badania przeprowadzonego pod auspicjami Ministerstwa Sportu i Turystyki w kontekście zagadnień antydopingowych. M.in. wskazują one na fakt, iż większość Polaków podchodzi z dezaprobatą do stosowania dopingu.
Celem projektu badawczego przeprowadzonego przez Kantar Public na zlecenie Ministerstwa Sportu i Turystyki było dokonanie diagnozy uwarunkowań społecznych związanych ze stosowaniem dopingu zarówno w sporcie wyczynowym, jak i uprawianym rekreacyjnie oraz postaw i opinii Polaków na ten temat.



Pliki do pobrania

Raport





Podsumowanie

Kto częściej sięga po suplementy?

Różne dane pokazują, że Polacy bardzo chętnie korzystają z leków sprzedawanych bez recepty, w tym także z suplementów diety. Jeśli jednak chodzi o suplementy, które mają na celu zwiększenie możliwości fizycznych w sporcie, to okazuje się, że zasadniczo niewielu Polaków decyduje się na ich regularne zażywanie. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku sportowców amatorów oraz sportowców wyczynowych. Wśród tych grup stosowanie suplementacji jest zdecydowanie bardziej popularne.



Powszechność dopingu – czy doping stosują wszyscy, a może nieliczni?

Opinia o tym, w jakim stopniu sięganie po doping jest powszechne wśród osób uprawiających sport, zależy od perspektywy wyrażającego tę opinię – od środowiska, z jakiego się wywodzi, sportu, jaki trenuje lub z którego zawodnikami styka się najczęściej, poziomu rywalizacji z jakim miał do czynienia oraz tego, w jaki sposób związany jest ze sportem w ogólności. Stąd biorą się różnice w ocenach, od najbardziej radykalnego przekonania, że „doping stosują wszyscy” profesjonalni sportowcy przy systemowym wsparciu (współpracy trenerów i organizacji sportowych), po takie, że używający go stanowią niewielki ułamek grupy aktywnych fizycznie. Kluczowe są tu przede wszystkim – dyscyplina sportu – w ocenie badanych są one w różnym stopniu dotknięte dopingiem – i poziom zawodników, różnicujący dalej w ramach konkurencji.



Które sporty są najczęściej kojarzone z dopingiem?

Wśród ogółu Polaków panuje przekonanie, że dyscyplinami najbardziej narażonymi na stosowanie niedozwolonych substancji jest podnoszenie ciężarów, kolarstwo, lekka atletyka i łyżwiarstwo szybkie. Podobnego zdania są Australijczycy1, którzy również najczęściej kojarzą niedozwolone substancje dopingujące z lekką atletyką (20%), podnoszeniem ciężarów (19%) i kolarstwem (18%).



Jaka część sportowców stosuje doping? A jaka część trenerów zachęca do dopingu?

Oszacowanie tego, na ile powszechne jest to wśród sportowców jest trudne zarówno dla ogółu Polaków, jak i osób, które amatorsko, ale regularnie uprawiają sport oraz dla samych sportowców wyczynowych. Ponad połowa odmawia udzielenia konkretnej odpowiedzi.W opinii badanych średnio co trzeci lub czwarty sportowiec wyczynowy bądź amator przyjmuje środki dopingujące. Jeśli chodzi o zachęcanie do stosowania dopingu przez trenerów sportów wyczynowych lub amatorskich, to w opinii badanych robi to średnio co piąty bądź czwarty.  




My? Nie, ale oni tak

Sportowcy wyczynowi częściej są skłonni sądzić, że doping jest stosowany przez część sportowców wyczynowych w ogólności niż wśród sportowców trenujących tę samą dyscyplinę, co oni sami. Badanie przeprowadzone w Norwegii2 w 2009 roku wśród sportowców wyczynowych pokazuje podobną tendencję. Zdecydowana większość norweskich sportowców wyczynowych (71%) jest przekonana o tym, że doping jest istotnym problemem w sportach wyczynowych w ogólności, ale tylko niespełna jedna piąta (18%) sądzi, że doping jest problemem w trenowanym przez nich sporcie (wśród Polaków odsetek ten wynosi 14%).



Doping? A może jednak?

Przeważająca większość Polaków, jak i sportowców trenujących amatorsko bądź zawodowo, nie zdecydowałaby się na stosowanie zabronionej substancji dopingującej nawet gdyby dostawaliby ją za darmo, a jej wykrycie byłoby niemożliwe. Co więcej, zdecydowana większość Polaków jest przekonana o tym, że gdyby postanowili stosować zabronione substancje dopingujące, to mogliby się spodziewać dezaprobaty zarówno swojego najbliższego otoczenia (rodziny, bliskich znajomych), jak i lekarza. Podobne odczucia mają osoby, które regularnie uprawiają sport amatorsko, a także ci, co trenują wyczynowo.



Droga do dopingu

Chociaż każda „przygoda” z dopingiem to indywidualna historia, to, na podstawie wypowiedzi rozmówców (sportowców – amatorów i ekspertów: lekarzy, trenerów, sprzedawców odżywek i suplementów) w badaniu jakościowym, można wyróżnić typowe drogi do sięgnięcia po niedozwolone substancje. U amatorów taki krok pojawia się na początku treningów lub gdy są już bardzo w nich zaawansowani. Dla profesjonalistów krytyczny jest moment zbliżenia się do zawodowstwa, rywalizacji na wysokim poziomie.
Cel uświęca środki
Z przeprowadzonego badania jakościowego wynika, że sportowcy w Polsce najczęściej sięgają po zabronione środki dopingujące, ponieważ zależy im na lepszym wyglądzie, możliwości dłuższego i bardziej intensywnego ćwiczenia, chcą poprawić swoje wyniki. Wypracowanie odpowiedniej sylwetki i poprawa wyników sportowych to często instrumenty do osiągnięcia innych celów – udziału w zawodach, zdobycia tytułu, nagrody i współpracy sponsora.



„Na skróty”

Z badania jakościowego wynika również, że stosowanie dopingu to droga „na skróty” dla sportowców amatorów. Najczęściej po zabronione w sporcie substancje sięgają młodzi amatorzy, którym brakuje motywacji do ćwiczeń bez „wspomagaczy”, a którzy dopiero zaczęli treningi. Mają ambitne cele, ale brakuje im wytrwałości. W tej grupie znajdują się też osoby, które zbyt późno zabrały się za ćwiczenia, a chciałyby przygotować swoje ciało na sezon wakacyjny. Podobne wyniki uzyskano w Australii w badaniu przeprowadzonym z użytkownikami siłowni. 16% zadeklarowało, że użyje sterydów anabolicznych w przyszłości, a większość z nich jako powód podała chęć zwiększenia masy mięśniowej (80%), poprawy wyglądu (74%) oraz zwiększenia siły (57%).



Druga strona medalu

Stosowanie niedozwolonych substancji w sporcie niesie za sobą nie tylko oczekiwane efekty, ale też zagrożenia. Jak jednak pokazują wyniki, wśród ogółu Polaków nie jest to wiedza powszechna. Blisko dwie piąte Polaków (ok. 40%) nie wie, jak duży negatywny wpływ na ich zdrowie miałoby regularne stosowanie takich substancji. Wśród sportowców amatorów widać zdecydowanie większe przekonanie o tym, że poszczególne substancje dopingujące mogą mieć duży negatywny wpływ na zdrowie człowieka, jeśli są regularnie stosowane. Tylko nieliczni sportowcy wyczynowi sądzą, że regularne zażywanie dopingu nie miałoby żadnego szkodliwego wpływu na ich zdrowie.
Zdobycie dopingu – nie dla amatorów
Dla dużej części Polaków – około jednej trzeciej – perspektywa zdobycia substancji dopingujących, jak np. sterydy anaboliczne, beta-blokery czy erytropoetyna, jest na tyle abstrakcyjna, że nie potrafią ocenić, czy byłoby to dla nich łatwe czy trudne zadanie. Dla kolejnej prawie jednej trzeciej badanych zadanie jawi się jako całkiem niemożliwe do zrealizowania, natomiast dla około jednej czwartej – bardzo bądź raczej trudne. Sportowcy wyczynowi mają w tym temacie zbliżone opinie do tych prezentowanych przez ogół Polaków. Sportowcy amatorzy przejawiają w tym względzie nieco większy optymizm – częściej niż sportowcy wyczynowi sądzą, że pozyskanie poszczególnych środków dopingujących byłoby bardzo lub raczej łatwe.



Kolega, trener czy Internet? Źródła wiedzy o dopingu

Według respondentów nie ma obecnie jednego, powszechnie uznawanego źródła sprawdzonej wiedzy na temat niedozwolonych substancji. Większość informacji przekazywana jest między stosującymi takie substancje, w szczególności przy wykorzystaniu Internetu. Potwierdzają to również wnioski z badania jakościowego przeprowadzonego w Wielkiej Brytanii w 2013 r.4 Nie należy jednak nie doceniać znaczenia innych źródeł informacji na temat dopingu. Z brazylijskiego badania z 2011 r.5 wynika, że 35% użytkowników sterydów anabolicznych dowiedziała się o nich od innych sportowców z klubów fitness, natomiast 12% od trenerów lub instruktorów fitness. Wpływ trenera został też potwierdzony w innym badania przeprowadzonym na kulturystach w Iraku6, z którego wynika, że 26% mężczyzn kulturystów przyznało, że ich trener wpłynął na ich decyzję o sięgnięciu po sterydy, a 64% użytkowników sygnalizuje, że personel siłowni, w których trenowali wiedział o zażywaniu przez nich niedozwolonych środków dopingujących.




„Nie” dla dopingu

Zdecydowana większość Polaków, sportowców amatorów oraz sportowców wyczynowych uważa, że świadome stosowanie substancji i metod dopingujących jest niemoralne w każdym przypadku. Podczas gdy wśród ogółu społeczeństwa i sportowców amatorów siedmiu z dziesięciu ocenia stosowanie dopingu jako moralnie naganne bez względu na okoliczności, tak wśród sportowców wyczynowych taki pogląd podziela dziewięciu na dziesięciu zapytanych. Podobne podejście do dopingu prezentują również mieszkańcy Szwajcarii7. Z wieloletnich badań przeprowadzanych tam na temat podejścia do dopingu wynika, że od lat 90-tych ubiegłego stulecia, aż do czasów nam bardziej współczesnych (2008), wśród Szwajcarów utrzymuje się negatywna postawa wobec stosowania dopingu. 90% społeczeństwa uważa doping jako szkodliwy dla wizerunku sportu, sądzi, że generuje on złe wzorce i jest sprzeczny z zasadą fair play. Co więcej, odsetek Szwajcarów, którzy twierdzą, że doping zmniejsza ich szacunek dla sportu, wzrósł z 50% w 1998 r. do 80% w 2001 r., pozostając na mniej więcej podobnym poziomie aż do 2014 r.8 Zbliżony poziom dezaprobaty dla stosowania dopingu deklarują również Australijczycy (93% nie zgadza się z zalegalizowaniem dopingu w jakimkolwiek stopniu)9 oraz Norwegowie (zdecydowana większość z nich nie akceptuje zarówno stosowania substancji zwiększających wytrzymałość jak np. EPO, zwiększających siłę jak np. sterydy anaboliczne i hormon wzrostu, jak i tych zwiększających tolerancję na ciężki trening i ból podczas zawodów – np. amfetamina).



„Tak” dla działań antydopingowych

Dezaprobata dopingu w sporcie zawodowym, podzielana przez większość Polaków sprawia, że jego karanie ma ich duże poparcie. Co więcej, w opinii większości sportowców wyczynowych kary przewidziane w poszczególnych dyscyplinach sportu, w przypadku wykrycia substancji dopingujących podczas kontroli antydopingowej, są surowe. Podobnie sytuacja kształtuje się wśród społeczeństwa szwajcarskiego. Zdecydowana większość ludności szwajcarskiej oraz tamtejszych sportowcy wyczynowych wspiera strategię antydopingową, która łączy ścisły zakaz stosowania dopingu oraz kary z działaniami informacyjnymi i edukacyjnymi.11 Wyniki badań australijskich pokazują, podobnie jak te przeprowadzone w Polsce, że sportowcy wyczynowi popierają kontrole antydopingowe jako skuteczny sposób na zapobieganie stosowania dopingu (76%) i uważają, że aktualne kary za przyłapanie na stosowaniu zakazanej substancji są odpowiednio surowe (63%).



Instytucjonalne przeciwdziałanie dopingowi

W opinii około połowy Polaków poważnie do tematu zwalczania handlu zabronionymi substancjami dopingującymi podchodzą Komisja do Zwalczania Dopingu w Sporcie (aktualnie POLADA), Ministerstwo Sportu i Turystyki, policja i prokuratorzy. Są to zatem instytucje, które już teraz cieszą się poparciem w temacie zwalczania dopingu, warto je więc częściej przedstawiać w tej roli. Niepokojący wydaje się fakt, iż istotna część polskich sportowców wyczynowych (około dwie piąte) nie ma pewności, jak ocenić, na ile sprawiedliwie przeprowadzane są poszczególne kroki w postępowaniu dyscyplinarnym wszczętym w wyniku kontroli antydopingowej w Polsce.



Kontrole bez zastrzeżeń

Wśród ogółu sportowców wyczynowych niemal połowa choć raz przechodziła kontrolę antydopingową, a spośród nich większość miała okazję ją przejść w ciągu ostatniego roku. Dla większości sportowców, którzy mają za sobą takie doświadczenie, nie było ono przeżyciem stresującym czy przykrym. Większość sportowców wyczynowych, którzy chociaż raz w swojej karierze przeszli kontrolę antydopingową oceniają, że osoby, które ją przeprowadzały były uprzejme, pomocne, przyjaźnie nastawione oraz delikatne. Sportowcy wyczynowi za nieco bardziej możliwe w realizacji uznają uniknięcie pozytywnego wyniku badania antydopingowego poza okresem zawodów niż w ich trakcie. Niemniej jednak prawie połowa uważa taką sytuację za mało, raczej lub w ogóle nieprawdopodobną.



Wpływ dopingu na wyniki i zdrowie

Wśród sportowców wyczynowych nie ma jednoznacznego przekonania o tym, że stosowanie środków dopingujących pozytywnie wpłynęłoby na ich wyniki sportowe. Nie ma też wśród nich powszechnego przeświadczenia o szkodliwości stosowania dopingu. Ocena zagrożeń związanych ze skutkami krótkotrwałego stosowania środków dopingujących okazała się być trudna dla respondentów. Prawie połowa sportowców wyczynowych nie potrafi wypowiedzieć się jednoznacznie na ten temat i udziela odpowiedzi „nie wiem”. Dopiero w drugiej kolejności pojawiają się głosy świadczące o tym, że część sportowców (około jedna czwarta) uważa, że przyjmowanie substancji dopingujących nawet przez krótki czas może wywrzeć duży negatywny wpływ na ich zdrowie. Nieco inaczej jest w przypadku regularnego stosowania. Niespełna połowa sportowców wyczynowych sądzi, że regularne stosowanie substancji dopingujących miałoby dla nich duże negatywne konsekwencje zdrowotne. Niewiele mniej osób – około dwie piąte respondentów – uchyla się natomiast od podania jednoznacznej odpowiedzi i mówi „nie wiem”.



Substancje dopingujące – nieosiągalne i nieznane

Siedmiu na dziesięciu sportowców wyczynowych nie potrafi ocenić, na ile zakup poszczególnych substancji dopingujących byłby dla nich drogi i udziela odpowiedzi „nie wiem”. Pozostałe osoby najczęściej szacują, że koszt tego typu zakupów byłby dla nich raczej lub bardzo drogi. Te trudności mogą być bezpośrednio związane z tym, że blisko 98% sportowców wyczynowych nigdy nie brało żadnej substancji dopingującej, a niemal dziewięciu na dziesięciu deklaruje, że nigdy nie rozważało stosowania zabronionych substancji dopingujących i nie rozważa tego również w tym sezonie.



Presja otoczenia

W percepcji zdecydowanej większości sportowców wyczynowych polski rząd lub Polski Komitet Olimpijski wywiera na nich presję – bezpośrednio lub pośrednio – aby zdobywali złote medale olimpijskie. Zdecydowana większość sportowców wyczynowych podziela również opinię, że komercjalizacja Igrzysk Olimpijskich i sportu w ogóle zwiększa wśród sportowców wyczynowych dążenie do „wygrywania za wszelką cenę”, a także pokusę, by sięgnąć po zabronione substancje dopingujące. Podczas gdy nie należy ignorować presji instytucji zewnętrznych, warto przyjrzeć się również oddziaływaniu grup odniesienia.




Mamo, tato, trenerze…

Tylko nieliczni sportowcy wyczynowi spodziewaliby się aprobaty ze strony różnych osób ze swojego otoczenia, gdyby zdecydowali się stosować którąś z zabronionych substancji dopingujących. W przeważającej mierze oczekiwaną reakcją na wyjawienie zamiaru stosowania dopingu czy to rodzinie, czy też bliskim znajomym, trenerowi lub lekarzowi sportowemu byłaby dezaprobata. Wśród sportowców wyczynowych nie ma też przekonania, że mogliby liczyć na pomoc kogoś ze swojego bliskiego otoczenia w zdobyciu zabronionych środków dopingujących.



Asertywność

Zdecydowana większość sportowców wyczynowych wierzy w swoją asertywność oraz w to, że byliby w stanie oprzeć się naporom i presji, jaka jest obecnie wywierana na zawodników, by osiągali jak najlepsze wyniki, a także presji innych zawodników, którzy namawialiby do stosowania zabronionych substancji dopingujących.



Załączone pliki
.pdf   Raport-badawczo-analityczny_FINAL_23112017.pdf (Rozmiar: 7,65 MB / Pobrań: 0)

  Pod wpływem sterydów - rozmowa z psychiatrą dr. Jarosławem Uziałłą
Napisane przez: SCREAM - 25.04.2020, 09:48 - Forum: ARTYKUŁY NA TEMAT DOPINGU Z CIEMNA STRONA MOCY - Brak odpowiedzi

Pod wpływem sterydów - rozmowa z psychiatrą dr. Jarosławem Uziałłą






- Zła sława sterydów jest skutkiem myślenia o nich wyłącznie w kategoriach dopingu, tymczasem nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że są to przede wszystkim środki lecznicze.

Zamiennie używa się pojęć „steroidy” i „sterydy”, „sterydy” są bardziej potoczne. Steroidy są związkami lipidowymi, które mogą być pochodzenia roślinnego lub zwierzęcego. W medycynie są używane jako leki przeciwzapalne, przeciwobrzękowe (kortykosterydy), stosowane w chorobach reumatycznych, nowotworowych, alergicznych, obrzęku mózgu itd., związane z regulacją cyklu płciowego – jako leki antykoncepcyjne, a także wspomagające zajście w ciążę lub jako hormonalna terapia zastępcza. W celach pozamedycznych stosuje się je do przyspieszania wzrostu masy ciała u osób ćwiczących na siłowni jako środki dopingowe (sterydy anaboliczne).





Czy prawdą jest, że przyjmowanie sterydów wpływa na stan psychiki?

Sterydy mogą być przekształcane do postaci związków, które oddziałują na centralny układ nerwowy. Stąd – przykładowo – przy pobieraniu sterydów anabolicznych dochodzi do wzmożenia zachowań agresywnych, a nawet do stanów maniakalnych. W skrajnych przypadkach mogą wywoływać psychozy. Również sterydy podawane jako leki przeciwzapalne mogą wpływać na samopoczucie, powodując silne wahania nastroju. Często spotykamy wzmożenie nastroju u osób zaczynających pobierać kortykosterydy, a w fazie przewlekłej ich podawania – pogorszenia samopoczucia.
Naukowcy zastanawiają się nad stosowaniem sterydów anabolicznych u osób nieuleczalnie chorych.
Sterydy anaboliczne dodają sił witalnych, wigoru, polepszają samopoczucie. Oczywiście, mam tu na myśli dawki zbliżone do tych wydzielanych przez organizm. Dobrze tolerowane są steroidy roślinne, które mogą zastąpić niedobory na przykład u kobiet w okresie menopauzy. Polepszają one samopoczucie, nastrój, zmniejszają efekty zanikania hormonów płciowych.





Czy od sterydów można się uzależnić?

Osoba chora biorąca sterydy zauważa, że gdy zażywa lek ma lepszy nastrój, gdy przestaje go brać – nastrój się pogarsza. Pojawia się więc potrzeba wzięcia preparatu. Po drugie, osoby trenujące zauważają wzrost efektów po sterydach: zaczynają je przyjmować bez jakichkolwiek ograniczeń. Kiedy przestają, spada wydolność i pogarsza się nastrój – pojawia się potrzeba ich przyjęcia. Dlatego sterydy należy odstawiać powoli, najlepiej pod kontrolą lekarza. Część osób ze względu na pojawienie się agresywnego wzorca zachowania i trudnością w ich odstawieniu wymaga terapii.





Dlaczego przyjmowanie sterydów może powodować agresję?

Może to być związane z ich biologiczną funkcją, związaną z koniecznością przystosowania organizmu do ochrony potomstwa i zdobycia pokarmu. Człowiekowi pierwotnemu, żeby przetrwać w środowisku, zarówno osobniczo jak i gatunkowo, potrzebne były: dobrze rozwinięte mięśnie i wyższy poziom agresji.





Działania niepożądane sterydów mogą okazać się silniejsze niż ich działanie lecznicze?

Podanie jakiegokolwiek preparatu jest ingerencją w naturalne funkcjonowanie organizmu. Dlatego przyjmowanie sterydów powinno być ograniczone jedynie do wskazań medycznych. W trakcie leczenia powinno się oceniać stan psychiczny pacjenta, a w razie nieprawidłowości – ograniczyć lub odstawić te leki. Na pewno nie jest wskazaniem do podawania sterydów trening siłowy.





Sterydy można więc nazwać bombą z opóźnionym zapłonem?

Tak, bo efekty ich podawania są widoczne dopiero po latach. Na przykład osoby biorące kortykosterydy bardzo często tyją i mają potem problem z pozbyciem się nadwagi. Chorzy na astmę, które przewlekle biorą sterydy, mają w podeszłym wieku więcej złamań kości. Często też mogą mieć problemy z wahaniami nastroju. Wzrasta u nich poziom cukru i może dojść do cukrzycy. Jednak pamiętajmy o najważniejszym. Chory zażywa sterydy w ciężkich stanach, niejednokrotnie ratują one zdrowie i życie. Stosowane pod kontrolą lekarza leki te nie są groźne.





Stosowanie sterydów anabolicznych może towarzyszyć bigoreksji.

Bigoreksja to zaburzenie polegające na tym, że człowiek ma poczucie, że jego ciało jest zbyt słabe, zbyt wątłe, za słabo umięśnione. Dlatego zaczyna ćwiczyć fizycznie i stosować różne diety. Towarzyszy temu bardzo często przyjmowanie sterydów anabolicznych. Osoby chore stale mierzą się, ważą. Zaczynają unikać ludzi, bo przecież – w swojej własnej ocenie – źle wyglądają.