Ciemna Strona Mocy - Forum

Pełna wersja: Burzliwa historia dopingu
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Burzliwa historia dopingu

Świat potępia doping, ale on wcale nie wyklucza sukcesu, co świetnie obrazuje przykład Davida Jenkinsa, szkockiego mistrza Europy w biegu na 400 m i wicemistrza olimpijskiego z Monachium 1972 w sztafecie. To tylko niektóre jego tytuły, jak okazało się wiele lat później, zdobyte na sterydach. Brał je jak wielu sportowców. Ale był jednym z niewielu, którzy chcieli też na nich zarobić.

Kiedy jego kariera sportowa dobiegła końca, przeniósł się do USA i rozpoczął w Meksyku produkcję sterydów przeznaczonych na amerykański rynek. Okazało się, że robił tam interesy m.in. z panamskim dyktatorem, generałem Manuelem Antoniem Noriegą. Może właśnie dlatego agenci CIA mieli na niego oko. W 1988 r. udowodniono mu przemyt o wartości od 70 do 100 milionów dolarów i skazano na 7 lat odsiadki w więzieniu na pustyni Mojave. Składając zeznania, Jenkins przyznał, że jako sportowiec stosował doping. Nie było jeszcze wtedy w zwyczaju odbierania medali, wykreślania oszustów ze sportowych annałów, dlatego biegacz wciąż w nich figuruje. Z wyroku odsiedział raptem 9 miesięcy, po czym wrócił do około sportowego biznesu. Wiele nauczył się na błędach i tym razem postanowił działać legalnie. Wszedł w spółkę z Danem Dushainem ps. Sterydowy Guru i otworzył produkcję sportowych suplementów pod szyldem Next Nutrition. Odżywka proteinowa, którą Jenkins własnoręcznie skomponował w swoim garażu, stała się rynkowym sukcesem. Można ją kupić do tej pory.

O tym, że Jenkins nie wstydzi się przeszłości, świadczy slogan reklamowy jego batonu energetycznego Detour: "Pomyśl o tym: snickers na sterydach. Ma takie same pyszne składniki: karmel, orzeszki, czekoladę i właściwości odżywcze, którym nie dorówna żaden baton proteinowy w historii". Na użytek jednego z kulturystycznych portali przebadano ten smakołyk w laboratorium. "Nigdy nie wierz reklamie" - pisze autor artykułu i wylicza, że produkt zawierał znacznie mniej protein, a więcej cukru i tłuszczu, niż podano na etykiecie.

Los Angeles 1984 uważane są za ostatnie niewinne igrzyska. Cztery lata później wybuchła era sterydów, zapoczątkowana przez spektakularną aferę sprintera Bena Johnsona w Seulu. "To był kluczowy moment dla wizerunku sportowców. Od tamtej olimpiady zaczęto patrzeć na nich podejrzliwie" - mówił profesor Hoberman.

Kilka miesięcy po igrzyskach w Los Angeles doktor Robert Kerr, endokrynolog z niewielkiego San Gabriel w Kalifornii, w wywiadzie dla New York Timesa przyznał, że przepisywał sterydy zawodnikom z 20 krajów, wielu późniejszym medalistom. "To zdumiewające, ilu ich było, na pewno ponad tuzin" - chwalił się. Kolejne jego wyznania są jeszcze ciekawsze. "Jestem tylko jednym z wielu setek lekarzy, którzy przepisują sportowcom hormon wzrostu" - mówił w 1984 r.

Wtedy w mediach ciągle toczyła się dyskusja, czy to rzeczywiście szkodliwe. Dominowały jednak opinie sprzeczne z poglądem Kerra, który zapewniał, że w swojej praktyce nie spotkał się z żadnymi efektami ubocznymi podawania hormonu. Sportowcy dalej go zażywali, zresztą dlaczego mieliby przestać? Nie istniały żadne testy wykrywające w ludzkim organizmie tę substancję powodującą błyskawiczny przyrost masy - nie było jej nawet na olimpijskiej liście środków zabronionych. Problemem była jedynie jej mała dostępność. Wtedy nie wiedziano jeszcze, jak syntetyzować hormonu wzrostu, odzyskiwano go tylko w bardzo ograniczonych ilościach z martwych ciał dawców.

Ale razem z popytem pojawiły się nowe źródła. Niestety krowi czy małpi hormon nie dawał efektu przy stosowaniu go przez ludzi, co nie przeszkadzało zbijać na nim pieniędzy na czarnym rynku. "Prawie wszystko, co da się kupić, to nic więcej niż pokolorowana woda" - mówił Kerr, który jednak cieszył się, że utrudniona dostępność eliminuje przynajmniej niebezpieczeństwo przedawkowania. Po przedwczesnej śmierci znanej sprinterki Florence Griffith Joyner, wielokrotnej medalistki z Los Angeles i Seulu, Kerr przyznał, że ona także była jego pacjentką