Zaloguj się Nowe konto


Viewing mode Tryb drzewa | Tryb normalny
Wywiad z Dorianem Yatesem
Ocena wątku:
  • 0 głosów - 0 średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
 


clockposted 21.01.2015, 18:22
Post: #1
Wywiad z Dorianem Yatesem





Jesteście z Polski? – dziwi się Dorian Yates. – Ktoś tam jeszcze został? Myślałem, że już wszyscy Polacy są w Anglii…
Jeden z najwybitniejszych kulturystów w historii tej dyscypliny, 6–krotny Mr. Olympia (w latach 1992–98) przyjął nas, jak na prawdziwego biznesmena przystało: pod szyldem własnej firmy Ultimate Formulas Ltd. Jego pawilon na FIBO w Essen, utrzymany w konsekwentnie niebieskiej kolorystyce (nawet hostessy były ubrane w niebieskie mundurki), publiczność oblegała od rana do wieczora. Chwilami aż trudno było się docisnąć. Każdy chciał zrobić sobie zdjęcie z żywą legendą kulturystyki. Wielu prosiło o fotografię z autografem (za „jedyne” 10 euro), ale tylko nieliczni kupowali charakterystyczne ciemnoniebieskie dwu i czterokilogramowe baniaki z podobizną Yatesa. Zapał zwiedzających zapewne malał po zapoznaniu się z cenami tych „produktów z najwyższej półki”. 2 kg gainer kosztował 48,95 euro, 1,5 kg odżywki proteinowej – już 69,95 euro, zaś kilogramowe opakowanie odżywki stosowanej przed treningiem (Nox Pump Formula) kosztowało również 69,96 euro.



– Ale za to – zapewnia nas Yates-biznesmen – otrzymujecie produkty opracowane przez czołowych specjalistów od spraw żywienia. Zawsze uważałem, że suplementy mogą się ogromnie różnić pod względem jakości, smaku i skuteczności. Ja sam, jako czynny zawodnik, z trudem, metodą prób i błędów, dochodziłem do tego, który produkt najlepiej odpowiada potrzebom mojego organizmu. A do tego ten postęp naukowy, który pozwala niemal co roku wprowadzać nowe produkty! Właśnie z tego powodu postanowiłem założyć własną wytwórnię i firmować jej produkcję własnym nazwiskiem. To jest gwarancja ich jakości i skuteczności.



Dorian Yates ur. 19 kwietnia 1962), jakiś czast temu wycofał się z zawodowego uprawiania kulturystyki. Oczywiście, nadal uprawia swoją ukochaną dyscyplinę. Trzy razy w tygodniu spędza w Temple Gym, na przedmieściach Birmingham, od półtorej do dwóch godzin.


– Dobrze się składa – mówi z angielskim poczuciem humoru – że nie muszę tam płacić za treningi, ponieważ jestem właścicielem tego klubu. A jestem z natury oszczędny, ponieważ mam szkockich przodków. Mam też udziały w drugim klubie, który znajduje się w Kalifornii. Dużo podróżuję po świecie w sprawach biznesowych, więc nie gwarantuję, że osoby ćwiczące w moich klubach będą mogły się tam spotkać ze mną każdego tygodnia. Ale na pewno mogą posłuchać moich wskazówek na wewnętrznych monitorach lub kupić płytę z nagranym harmonogramem treningu.


Dorian nadal mieszka w Birmingham, z którego 25 lat temu startował do wielkiej światowej kariery. Jego klub kulturystyczny, Temple Gym, jest położona przy 16, Temple Str. Podajemy dokładny adres tego klubu na wyraźną prośbę Doriana, ponieważ, w ramach promocji, przewiduje w nim zniżki dla Polaków. Prosty stąd wniosek, że nasza siła nabywcza najwyraźniej ma już w Anglii swoją wartość. Temple Gym to niewielki klub: regularnie trenuje w nim ok. 100 osób. Miesięczny karnet kosztuje tutaj ok. 30 funtów. A jeśli ktoś zechce zaklepać sobie Doriana Yatesa w charakterze trenera osobistego – nie ma sprawy. Cena – 100 funtów za godzinę. Trochę drogo, ale ilu jest takich Mr. Olympia na świecie, do których każdy może przyjść z prośbą o radę?







Zabawa w kotka i myszkę

Oczywiście, tak jak wszędzie, również w Temple Gym u Doriana trenują Polacy. Aktualnie kilku. Młodzi ludzie, widać po nich, że w ciągu dnia ciężko pracują. Od czasu do czasu, gdy tylko zobaczą Doriana, pytają go o różne dziwne rzeczy. Najczęściej, oczywiście, o niedozwolone wspomaganie.

– I co im wtedy odpowiadasz? – pytamy.
– Mówię im, że dla kulturystyki byłoby lepiej, gdyby sterydy i oparte na nich suplementy nie były stosowane. Ten sport miałby wtedy mniej przeciwników i większe uznanie opinii publicznej. Ale jestem realistą i wiem, że testy antydopingowe nie wyeliminują dopingu z kulturystyki, tak jak nie doprowadziły do tego w sportach olimpijskich. Znowu dojdzie do tej gry w kotka i myszkę między kontrolerami i sportowcami, którzy chcą osiągnąć szczyt swoich możliwości. Sądzę więc, że aby usunąć sterydy z kulturystyki, należałoby zastąpić je jakimś nowym środkiem, równie skutecznym, ale bezpieczniejszym. Nad taki środkiem wszyscy właśnie pracujemy w naszym odżywkowym biznesie.
– I co, macie go już?
– Pierwszy człowiek, który coś takiego wyprodukuje i opatentuje, zostanie miliarderem.


Inny Polak (Dorian poprawnie wymawia jego imię i nazwisko, ale prosi, aby nie podawać go w druku), zapytał kiedyś, czy to prawda, że w okresie swoich największych sukcesów Yates zużywał codziennie sterydy o wartości 1000 dolarów. I że gdyby to potrwało dłużej, to po kilku latach już by nie żył?
– Gdyby to była prawda – odpowiedział Dorian – już by mnie nie było na świecie, jak również moich sześciu tytułów Mr. Olympia. Z moich doświadczeń wynika, że większość zawodowych kulturystów przyjmuje bardzo umiarkowane ilości odżywek na bazie anabolików, ponieważ dysponują dostatecznie dobrą genetyką, aby osiągać szczyt formy również bez takiego „wspomagania”. Sterydy są nadużywane głównie przez młodych zapaleńców, którzy w ciągu roku , dwóch chcą osiągnąć takie same rezultaty, jak te na które mistrzowie pracowali długie lata. A przecież coś takiego jest nierealne. Gdyby było możliwe – ciągnie – to w naszych klubach co drugi kulturysta miałby sylwetkę mistrza świata.
– No dobrze… załóżmy, że ja też miałem wśród moich przodków Szkota i dlatego poproszę cię o jednorazową poradę „free of charge”. Spójrz na mnie: widzisz faceta po pięćdziesiątce, spędzającego przy komputerze po kilka godzin dziennie i z tego powodu nieprzyzwoicie obrośniętego tłuszczem. Co byś zrobił na moim miejscu: czy zaleciłbyś mi najpierw znaczne zredukowanie wagi za pomocą niskokalorycznej diety, a dopiero potem rozpoczęcie ćwiczeń kulturystycznych? Czy raczej radzisz, aby rozpocząć już teraz takie ćwiczenia, na jakie mnie stać i równocześnie przejść na dietę?
– Ciekawie stawiasz problem – odpowiada – ponieważ ja nie dostrzegam w twojej sylwetce aż takich zaniedbań, jak mówisz. Moim zdaniem, można zrzucać wagę i budować masę mięśniową równocześnie. Jeśli zaczniesz przestrzegać diety i równocześnie ćwiczyć, to zaktywizujesz swoją przemianę materii, co pozwoli ci szybciej usunąć tłuszcz. Aby wyhodować sobie te zapasy tłuszczu na brzuchu, zajęło ci to całe lata. A więc ich usunięcie też musi trochę potrwać. Powinieneś jeść kilka razy dziennie niewielkie, wysokoproteinowe posiłki, aby zapewnić najskuteczniejsze wchłanianie i podwyższony metabolizm. Za to jedz mało węglowodanów, ale z takim wyczuciem, aby nie chodzić przez cały dzień z uczuciem głodu. Niektórzy stosują dietę bez węglowodanów i to też jest błędem, ponieważ wtedy organizm przestawia się na powolną przemianę materii. A to już prosta droga do jeszcze większego otłuszczenia...No i trzeba się regularnie ważyć. Co najmniej raz dziennie. Tak jak to robią zawodowcy.

Jako zawodowiec Dorian jadł sześć posiłków dziennie. Dbał przy tym o to, aby nie przekraczać dawki 5–6 tys. kalorii dziennie i 350 g białka. Natomiast spożycie węglowodanów zmieniało się w zależności od fazy cyklu treningowego. Co ciekawe, Dorian preferował wówczas steki wołowe i ryby, (a nie filety z kurczaka, jak większość kulturystów), a zamiast ryżu najchętniej jadł owsiankę i makarony. Dużą uwagę zwracał też na ilość spożywanych płynów. Pewien specjalista wyliczył mu kiedyś, że na 1 gram węglowodanów dostarczonych do organizmu trzeba wypić co najmniej 2,7 grama wody. Jeśli płynów będzie mniej, jakaś część węglowodanów nie zostanie wchłonięta przez organizm. Oczywiście to samo dotyczy też białek. Z tą tylko poprawką, że zazwyczaj zawierają one sporo wody.

– A jakie płyny uważasz za najkorzystniejsze dla organizmu?
– Ja popijałem najczęściej czystą wodę mineralną – odpowiada Dorian. – Tak jest smacznie, zdrowo i tanio.
No cóż, nie bez powodu ma się szkockich przodków...







Pot był za darmo

Nawet w czasie swoich największych sukcesów Dorian Yates nie wyróżniał się wśród rywali wzrostem: mierzył ok. 179 cm (dokładnie 5 stóp, 10 i pół cala), przy wadze 260 funtów (ok. 117 kg). Dziś waży zaledwie o 10 funtów mniej, ale wszyscy pytają go, czy łatwo mu było pogodzić się z nieuniknionym pogorszeniem „parametrów”, związanym z przejściem na sportową emeryturę.
– Mówiąc prawdę – odpowiada Dorian – wcale się tym nie przejmuję, ponieważ zawsze uprawiałem ten sport dla rywalizacji, a nie po to, aby podnosić swoje ego. Jestem obecnie lżejszy i mam mniejszą masę mięśniową, ale dzięki temu czuję się swobodniej i jestem bardziej ruchliwy. Również o wiele łatwiej mogę teraz kupić gotowe ubrania na mój rozmiar.

Jak na pół-Szkota przystało, za dawnych lat Dorian nie żałował tego, co mógł mieć za darmo, czyli potu. Jego treningi budziły podziw swoją intensywnością i zaangażowaniem. Miało to swoje naukowe uzasadnienie: Dorian już kilkanaście lat temu wiedział, że hormon wzrostu włącza się podczas treningu na 75–90 minut, podczas których dochodzi do rozbudowy włókiem mięśniowych. Potem jest już tylko jałowa praca, nie prowadząca do przyrostu masy mięśniowej. W tamtych latach Dorian wyciskał np. na ławce 200 kg po 8 razy w serii. Z 280 kilogramową sztangą robił 8 przysiadów, odpoczywał chwilę – i powtarzał taką samą serię. Martwy ciąg wykonywał z ciężarem 220 kg, również 8 razy w serii. Zapewne mógłby wykonywać te ćwiczenia ze znacznie większymi ciężarami, ale unikał tego.
– Dlaczego – pytamy – w twoich treningach nie ma wyciskania sztangi leżąc?
– To proste – ponieważ uważam, że jest wiele bardziej skutecznych ćwiczeń na mięśnie klatki piersiowej. Oprócz tego wyciskanie sztangi leżąc powoduje duże i niepotrzebne napięcia na ścięgna pasa barkowego i ramion. Każdy z ćwiczących porównuje, ile wyciska jego kolega i stąd bierze się mania bicia rekordów w tej dziedzinie. A przecież ćwiczymy po to, aby trenować swoje mięśnie, a nie podnosić swoje ego. Jeśli chcesz być po prostu duży, to takie ćwiczenia, jak wyciskanie sztangi leżąc i przysiady ze sztangą mają sens. One najszybciej spowodują ogólny przyrost masy. Ale jeśli chcesz mieć umięśnienie najwyższej jakości i wyrazistą rzeźbę całej sylwetki, takie proste ćwiczenia już nie wystarczą. Jakość i rysunek mięśni stanowią o klasie zawodnika. Jest więc oczywiste, że kształtując harmonijną sylwetkę, musisz robić coś więcej niż tylko z całych sił, ciężko trenować. Innymi słowy, razem z ćwiczeniami na masę mięśni musisz wykonywać ćwiczenia na rzeźbę. Oczywiście, jest szeroki wybór ćwiczeń na rzeźbę i izolację mięśni każdej części ciała. Rozpiętki na mięśnie klatki piersiowej, unoszenie rąk ze sztangielkami na mięśnie naramienne, ćwiczenia na wyciągu na mięśnie grzbietu, wykroki ze sztangą lub sztangielkami na mięśnie czworogłowe ud. Wszyscy dobrzy kulturyści wykonują te ćwiczenia, ale w wielu wypadkach nie wystarczają one do uzyskania takiej rzeźby, która mogłoby dzisiaj zadowolić przyszłych mistrzów. Jeśli przez kilka miesięcy takich ćwiczeń nie widzisz u siebie pozytywnej zmiany, to powinieneś poprosić kogoś bardziej doświadczonego o konsultację. Na przykład mnie.
I w ten sposób kółko się zamyka. Czas kończyć rozmowę, ponieważ w kolejce po autograf mistrza czeka już kilkanaście osób.
– Dziękuję – mówi na pożegnanie Dorian Yates. Po polsku. I wymawia to niemal bez śladu obcego akcentu. A może wśród swoich przodków miał również Polaków?


Załączone pliki Obrazki
   
Odpowiedz cytując ten postQuote




Wiadomości w tym wątku
Wywiad z Dorianem Yatesem - csm - 21.01.2015 18:22

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości


Copyright © Ciemnastronamocy.pl 2017 Community Software by MyBB.