Zaloguj się Nowe konto


Witaj, Gość
Musisz się zarejestrować przed napisaniem posta.

Login/Adres e-mail:
  

Hasło
  





Szukaj na forum

(Zaawansowane szukanie)

Statystyki
» Użytkownicy: 2 390
» Najnowszy użytkownik: bellmondo30
» Wątków na forum: 1 526
» Postów na forum: 9 426

Pełne statystyki

Użytkownicy online
Aktualnie jest 20 użytkowników online.
» 0 Użytkownik(ów) | 20 Gość(i)

Ostatnie wątki
Przedtreningówki
Ostatni post: karlitto
Wczoraj 13:05
» Odpowiedzi: 106
» Wyświetleń: 60380
Co działa a co nie - TEMA...
Ostatni post: trenik
Wczoraj 12:37
» Odpowiedzi: 825
» Wyświetleń: 233311
hgh fragment 176-191
Ostatni post: wito094
29.04.2017 11:00
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 37
Wyniki przed cyklem
Ostatni post: zxw
28.04.2017 23:42
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 46
Prop
Ostatni post: SCREAM
28.04.2017 09:18
» Odpowiedzi: 8
» Wyświetleń: 213

 
  Witaminy: hormony anaboliczne
Napisane przez: SCREAM - 21.04.2017 09:30 - Brak odpowiedzi

Witaminy: hormony anaboliczne



Z reguły każdy sportowiec dobrze wie, że za rozwój siły i masy jego mięśni odpowiadają hormony anaboliczne. Hormony dają sygnał genom komórek mięśniowych, aby te wzmogły produkcję odpowiednich białek. Białka te produkuje nasz organizm z aminokwasów, pobieranych z białek znajdowanych w pożywieniu. W procesie produkcyjnym zaangażowane są też inne składniki pokarmowe – witaminy, które wchodzą w skład układów enzymatycznych, przerabiających białka pokarmowe – na nasze własne, kształtujące siłę i masę.

Jednak niektóre witaminy, na pewnym etapie badań, „zabiły niezłego klina” naukowcom! Do tak dobrze uzgodnionego podziału ról – pomiędzy witaminami a hormonami – wkradło się nie lada zamieszanie… Otóż: okazało się, że niektóre witaminy, czyli zewnętrzne (egzogenne) składniki pokarmowe, działają dokładnie tak samo na nasz organizm – jak hormony, czyli wewnętrzne (endogenne) cząsteczki sygnałowe.



Witaminy – niczym hormony, hormony – jak witaminy.

W jaki sposób działają hormony anaboliczne, takie jak chociażby: insulina, somatotropina czy testosteron?…

Otóż: oddziałują one na tzw. czynniki transkrypcyjne, które pobudzają geny do produkcji białek, kształtujących siłę i masę naszych muskułów, co nazywamy aktywnością gromową. (Zagadnienia te omawiam szeroko w mojej książce: „Legalne anaboliki”, do lektury której serdecznie zapraszam wszystkich czytelników).

Natomiast witaminy działają generalnie pozagenomowo; są z reguły jedynie koenzymami, uczestniczącymi w różnych procesach metabolicznych, wspólnie z różnymi enzymami.

Późniejsze badania wykazały, że dwie witaminy łamią tę sztywną zasadę; chodzi tutaj o A i D. Tak jak hormony – oddziałują na czynniki transkrypcyjne i pobudzają geny do produkcji białek, kształtujących siłę i masę.

Na przykład: insulina i podobne do niej hormony anaboliczne oddziałują na czynniki transkrypcyjne, sygnowane symbolami – AP-1 i NFkB, zaś testosteron – na inne czynniki transkrypcyjne, znane jako receptory androgenowe – AR. Natomiast, witamina D – na czynniki transkrypcyjne (receptory jądrowe) VDR, zaś witamina A – jednocześnie na kilka z nich: RAR, RXR, VDR i PPAR.

Różnica – pomiędzy tymi witaminami a hormonami anabolicznymi – wydaje się więc polegać jedynie na tym, że te pierwsze musimy dostarczać wraz z pożywieniem, podczas gdy drugie – organizm nasz produkuje samodzielnie.






W poszukiwaniu anabolicznych witamin.

Ustalenie hormonalnego mechanizmu działania tych dwóch witamin zrodziło u naukowców podejrzenie, że może również i inne witaminy wchodzą w podobne relacje – z czynnikami transkrypcyjnymi i genami – aktywizując produkcję białek. Mogłoby to tłumaczyć niektóre aspekty aktywności takich witamin, które nie funkcjonują z zasady – jako typowe koenzymy.

Najbardziej podejrzane były tutaj witaminy – najbardziej podobne do A i D, czyli rozpuszczalne w tłuszczach – E i K.

Badania udowodniły, że witamina E – faktycznie – aktywuje czynniki transkrypcyjne, chociaż – jak dotąd – nie udało się jeszcze ostatecznie ustalić wszystkich aspektów tej jej aktywności. Wiadomo, że witamina ta gromadzi się bardzo chętnie w komórkach mięśniowych. Wskazuje się, że jej celami mogą być tutaj – przede wszystkim – receptory jądrowe (czynniki transkrypcyjne) PPAR lub tzw. receptory sieroce, dla których nie odnaleziono jeszcze właściwych hormonów.

Wiadomo również, że witamina E oddziałuje na czynniki PXR, bardzo podobne do czynników VDR (receptorów witaminy D), chociaż na razie nie wiadomo jeszcze, czy czynniki te występują w ogóle – w tkance mięśniowej – i jaką ewentualnie pełnią tu rolę?

Co niezwykle ciekawe – dowiedziono, że jedna z formom witaminy E, powstająca w efekcie jej przemian metabolicznych, oddziałuje na receptory androgenowe (AR), czyli te same czynniki transkrypcyjne – poprzez które rozwija nasze mięśnie testosteron i podobne do niego hormony (androgeny), jak androstendion czy dehydroepiandrosteron (DHEA). Ale znowu – szczegóły tych interakcji oczekują na dalsze wyjaśnienia.

Uwagę naukowców przykuwa również fakt, że witamina E przypomina bardzo – pewnymi cechami budowy – witaminę K…

Podstawowa rola witaminy K polega na jej udziale – w produkcji białek odpowiedzialnych za prawidłową krzepliwość krwi, w którym to procesie wspomaga pracę jednego z enzymów. Ponieważ jednak funkcja ta nie tłumaczyła wszystkich aspektów jej aktywności, takich jak np. anaboliczny wpływ na białka mięśni i kości, próbowano poszukać też innych mechanizmów działania naszej witaminy. Jak się okazało – wpływa ona na szlaki przekazywania sygnałów od hormonów anabolicznych, podobnych do insuliny, jak również – prawdopodobnie – bezpośrednio na czynniki transkrypcyjne, aktywowane przez szlaki sygnałowe tych właśnie hormonów – wspominane już – AP-1 i NFkB. Zaobserwowano bowiem, że czynniki te współpracują z elementami, wiążącymi związki z cechą budowy witaminy K i E, nazywaną – układem chinonowym.

Widzimy więc, że – dzięki owemu układowi chinonowemu – zarówno witamina K, jak też E, może bezpośrednio wiązać i aktywować czynniki transkrypcyjne, pobudzające geny komórek mięśniowych do produkcji białek, czyli działać niemal identycznie – jak „klasyczne”, hormonalne anaboliki.

Ale układ chinonowy cechuje przynajmniej jeszcze jedną, bardzo dobrze znaną nam witaminę – kwas askorbinowy, czyli witaminę C. I chociaż najlepiej znamy ją z jej wpływu na procesy antyoksydacyjne i odpornościowe oraz produkcję kolagenu (białka – budującego głównie kości, powięzi, ścięgna, więzadła i stawy), to ostatnio podnoszone są często inne aspekty jej aktywności, jak chociażby udział w redukcji tkanki tłuszczowej, o którym piszę szeroko – w jednym z artykułów na tej stronie internetowej. Niemal we wszystkich, wspominanych procesach metabolicznych, witamina nasza współpracuje z grupą enzymów – nazywanych hydroksylazami.

Od jakiegoś czasu jednak, witamina C podejrzewana była również – z uwagi na posiadanie układu chinonowego – o bezpośrednią aktywność anaboliczną, podobną do hormonu. Niedawno właśnie podejrzenia te potwierdzono badaniami… Faktycznie – witamina C aktywuje dwa czynniki transkrypcyjne, odpowiedzialne (miedzy innymi) za anabolizm białek mięśniowych – wspominane tu wielokrotnie – AP-1 i NFkB.




Zalety hormonów, wady witamin.

Pomimo ustalenia anabolicznej aktywności opisywanych witamin, praktyczne wykorzystanie zdobytej przez naukowców wiedzy napotyka na poważne problemy…

Hormony anaboliczne możemy przecież, chociaż to moralnie naganne i ograniczone prawem, stosować w większych dawkach, w celu wspomagania rozwoju tkanki mięśniowej. Nie będzie to wprawdzie zdrowe, ale też nie aż tak niebezpieczne, aby szybko sprowadzić bezpośrednie zagrożenie życia.

Z trzema witaminami – A, D i K – jest już znacznie gorzej: w nazbyt wysokich dawkach – są to bardzo silne toksyny. I chociaż istnieje wiele danych i opinii, świadczących o tym, że aktualnie ustalone normy ich dobowego poboru są zaniżone (przynajmniej – w przypadku sportowców), to nie ryzykowałbym znacznego ich przekraczania, a skupił się jedynie – na pokryciu 100% zapotrzebowania, poprzez dostarczanie 100% rekomendowanej dawki.

Znacznie więcej swobody mamy w operowaniu dawkami witaminy E i C, bo te – jak się wydaje – są niemal całkowicie bezpieczne dla zdrowia.

Osobiście stosuję 100 mg witaminy E dziennie, chociaż są zwolennicy przyjmowania 400-800 mg – jako sposobu na wspomaganie rozwoju tężyzny fizycznej i masy mięśniowej.

Wydaje mi się, że 1000 mg witaminy C – to niezbędne minimum dla sportowca, który pragnie rozwijać mięśnie i redukować tkankę tłuszczową – unikając przy tym kontuzji i infekcji sezonowych. Pamiętając jednak, że – zarówno dla rozwoju masy mięśniowej, jak też dla redukcji tkanki tłuszczowej – ważna jest rozpuszczalność danej witaminy w tłuszczu, warunkująca właściwe jej wnikanie do wnętrza komórek mięśniowych i tłuszczowych, proponuję korzystać tutaj z lipofilnej (tłuszczolubnej) formy witaminy C – PureWay-C.

W przypadku pozostałych, omawianych tutaj witamin, nie musimy się nad tym zastanawiać, gdyż i tak – wszystkie one są lipofilne – rozpuszczalne w tłuszczach. Ważne tylko, aby posiłek, przy którym je spożywamy lub uzupełniamy suplementem diety, zawierał odpowiednią ilość dobrego tłuszczu (kapsułki omega 3, tran, oliwa, olej lniany czy rzepakowy) – jako ich rozpuszczalnika, nośnika i aktywatora.



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Glutamina dla bezpieczeństwa testosteronu
Napisane przez: SCREAM - 11.04.2017 09:48 - Brak odpowiedzi

Glutamina dla bezpieczeństwa testosteronu


Wielu sportowców sięga po sterydy anaboliczne, które wspomagają i przyspieszają rozwój siły i masy ich mięśni oraz ogólnych zdolności wysiłkowych. W związku z tym, w powszechnej świadomości, egzystują zazwyczaj jako niebezpieczne i szkodliwe medykamenty – o takiej samej, niechlubnej renomie, jak narkotyki. Sterydy (poprawnie: steroidy) anaboliczne to związki pochodne lub podobne do męskiego hormonu płciowego (androgenu) – testosteronu. Przypomnijmy więc, że nie są one tylko zmorą współczesnego sportu, ale jednocześnie – niezwykle pożytecznymi środkami leczniczymi. Kiedy bowiem, wraz z wiekiem, spada w męskim organizmie poziom testosteronu, cierpią wtedy: jego libido, siła mięśniowa, motywacja życiowa i poczucie własnej wartości.

Leczenie testosteronem lub podobnym sterydem przynosi tutaj szybkie i spektakularne rezultaty. Niestety – możliwość jego wdrożenia jest mocno ograniczona… Wprawdzie sterydy przynoszą wyraźną poprawę w przedstawionych wyżej problemach, jednocześnie jednak pogłębiają inne, związane z postępującym wiekiem, takie jak łysienie czy przerost prostaty.

Winne wszystkiemu są tutaj białka wiążące sterydy anaboliczne, nazywane receptorami androgenowymi. Te bowiem – po związaniu sterydu – aktywują geny do produkcji różnych białek. A że znajdują się zarówno w mięśniach, jak też w prostacie i skórze głowy, dlatego zwiększają produkcję białek w tych tkankach, co skutkuje odpowiednio: przyrostem masy i siły mięśni, przyrostem masy prostaty i gruczołów łojowych. I wprawdzie pierwszy efekt jest tutaj niezwykle pożądany, to już dwa pozostałe – niekoniecznie, bo sprzyjają łysieniu i dolegliwościom ze strony gruczołu krokowego.

Wypróbowuje się tutaj róże środki zaradcze… Takie, które pozwoliłyby cieszyć się pozytywnymi efektami działania testosteronu na mięśnie czy libido, zmniejszając jednocześnie ryzyko wystąpienia skutków niepożądanych – w skórze głowy czy gruczole krokowym. I chociaż nie przynoszą one zazwyczaj oczekiwanego rezultatu, to najczęściej są rutynowo ordynowane. Jakoś ciężko natomiast przebijają się do powszechnej świadomości fakty, ustalone odnośnie jednego z najpopularniejszych suplementów diety dla sportowców – glutaminy.



Bezowocne próby.

Sam testosteron nie uszkadza prostaty! Ba, wydaje się nawet, że na gruczoł krokowy działa ochronnie. Jednakże, w efekcie aktywności enzymu nazywanego reduktazą, przekształca się w inny hormon – dihydrotestosteron (DHT) – prawdziwego niszczyciela fryzury i prostaty. DHT znacznie silniej wiąże receptory androgenowe, aniżeli testosteron. Powstaje głównie w skórze głowy i tkance prostaty. Dla mięśni nie ma prawdopodobnie większego znaczenia, gdyż w tkance mięśniowej brakuje owej reduktazy, więc tutaj testosteron nie przekształca się w DHT.

Wydawałoby się, że nie ma prostszego sposobu na podniesienie bezpieczeństwa działania testosteronu, jak zablokowanie aktywności enzymu – reduktazy. I właśnie do takiego postępowania ogranicza się większość praktyk, zmierzających do podniesienia bezpieczeństwa testosteronu. Przy terapiach sterydowych – blokuje się nasz niesławny enzym, używając w tym celu jego inhibitorów (brokerów), takich jak np. ekstrakty z palmy sabalowej i innych ziółek (Prostamol, Prostatan) czy specjalny lek – finasteryd (Proscar, Propecia), służących łagodzeniu dolegliwości związanych z przerostem gruczołu krokowego.

Te są wprawdzie niezwykle użyteczne, ale jedynie w przypadku, gdy mamy do czynienia z normalnym poziomem testosteronu w organizmie, a jedynie ze wzmożoną jego przemianą do DHT, co ma miejsce w „zwyczajnych” dolegliwościach gruczołu krokowego. Kiedy jednak podajemy testosteron lub jego pochodne z zewnątrz – poziom sterydów wzrasta tak znacząco, że i tak wiążą one receptory androgenowe w skórze i prostacie bardzo mocno, bez przemiany do silniejszego DHT.

Tutaj więc blokowanie reduktazy nie ma większego znaczenia… Przydałoby się coś, co blokowałoby aktywność samego receptora androgenowego – w skórze i prostacie.




Androgenowa historia glutaminy.

Bodaj już pod koniec lat 80-tych, autopsje osób zmarłych na raka prostaty ujawniły dosyć zastanawiający fakt: ich gruczoły krokowe były niezwykle ubogie w glutaminę lub kwas glutaminowych (ówczesne metody analityczne nie pozwalały na precyzyjne odróżnienie obu tych aminokwasów).

W 1989 roku – Lubahn, wraz z członkami swojego zespołu, ustalił pełną sekwencję genu kodującego receptor androgenowy. Wynikało z niej niezbicie, że białko receptora androgenowego powinno szczególnie obfitować w dwa aminokwasy – glutaminę i glicynę.

W tym samym mniej więcej okresie (przełom 80/90), rozpoczęto intensyfikację prac naukowych nad naturalnymi środkami, leczącymi schorzenia prostaty, wykorzystywanymi od tysiącleci w medycynie ludowej. Badano pod tym kątem – między innymi – nasiona dyni. Kiedy inni badacze skupiali się nad ich frakcją steroidową, która okazała się skuteczna w łagodzeniu dolegliwości ze strony gruczołu krokowego (taką aktywność wykazują też steroidy innych roślin konsumpcyjnych i leczniczych), zespół Jamesa Duke’a postanowił pójść trochę „pod prąd”… Naukowców zainspirowała tutaj zapewne dziwna analiza profilu aminokwasowego chorej prostaty. Zaobserwowali bowiem jednocześnie, że białka pestek dyni składają się głównie z kwasu glutaminowego (lub glutaminy), któremu towarzyszą: glicyna i alanina. Jednocześnie potwierdzono tu starą prawdę ziołolecznictwa: pełen kompleks składników aktywnych danej rośliny jest zawsze skuteczniejszy, aniżeli izolowana ich frakcja. Całe pestki dyni też były skuteczniejsze, aniżeli same, izolowane sterole. Duke i współpracownicy postulowali więc, że tymi składnikami dodatkowymi, wzmacniającymi kompleks związków leczniczych dyni, mogą być właśnie owe aminokwasy. Swoją koncepcję postanowili sprawdzić w praktyce… Podawali 45-ciu pacjentom, z objawami łagodnego przerostu prostaty, mieszaninę czystych form kwasu glutaminowego, glicyny i alaniny. (Dodajmy, że kwas glutaminowy łatwo przekształca się w organizmie – w glutaminę, zaś alanina – w glicynę.) Konieczność nocnego oddawania moczu spadla o 95%, parcie na pęcherz – o 81, zaś częstotliwość oddawania moczu – o 73. (Zespól ten po dziś dzień zaskakuje nas rewolucyjnymi badaniami nad wpływem pokarmu na zdrowie prostaty, ale to już zupełnie inna historia i temat na inne opowiadanie).

Do prac tych powrócili autorzy wielkiego, wieloośrodkowego, europejskiego programu badawczego TRIUMPH, sprawdzającego przydatność tradycyjnych ziółek w leczeniu schorzeń prostaty, którego wyniki opublikowano w 2006 roku. Teraz uzyskano izolat czystych białek nasion dyni, obfitujący – jak dzisiaj już wiemy – głównie w glutaminę i glicynę. Podawano go szczurom i badano jego wpływ na poziomy różnych markerów schorzeń prostaty. Jak się okazało – izolat niezwykle skutecznie poprawiał ich obraz, świadczący o zdrowiu gruczołu krokowego, ale szczególnie podnosił poziom enzymu GPX (peroksydazy glutationowej), którego niedobór stwierdzono wcześniej, w środowisku prostaty objętej procesem nowotworowym.

Na przestrzeni bez mała dwóch dekad, dzielących pierwsze prace Duke’a od ogłoszenia wyników Triumph’a, wykonano sporo badań z podawaniem glutaminy przy schorzeniach prostaty. Próbowano też innych izolatów białkowych (sojowych, serwatkowych) oraz innych aminokwasów (np. acetylocysteiny) czy ich kombinacji. Glutamina sprawdzała się szczególnie dobrze – jako środek wspomagający standardowe terapie nowotworów gruczołu krokowego. Ponieważ niezmiennie obserwowano, że podawanie wybranych izolatów czy aminokwasów prowadzi do wzrostu poziomu glutationu (glutamina jest wyjątkowo silnym stymulatorem produkcji tego związku) w środowisku prostaty, dlatego ogłoszono teorię – o głównej odpowiedzialności glutationu za notowaną poprawę. (Przypomnijmy, że glutation to podstawowy antyoksydant naszego organizmu, ochraniający tkanki przed szkodliwą aktywnością wolnych rodników tlenowych.)

Równolegle postępował jednak niesłychanie szybki rozwój biologii molekularnej, który zaczął odsłaniać nam całkowicie niespodziewane relacje – pomiędzy glutaminą (również glicyną) a aktywnością receptorów androgenowych…





Glutamina a receptory.

Analiza budowy receptora androgenowego wykazała, że jego białko dzieli się na kilka regionów (domen), zaś jeden z nich tworzony jest przez dwa, długie łańcuchy peptydowe – glutaminowy i glicynowy. Szczególnie ważny okazał się tutaj łańcuch peptydowy, zbudowany z cząsteczek glutaminy… Im więcej cząsteczek glutaminy zawiera ta domena receptora androgenowego – tym mniejsza aktywność całego receptora. Domena zawierająca łańcuch glutaminowy (również glicynowy) odpowiada bowiem, właśnie za jego aktywność genomową.

Badania dowiodły istnienia polimorfizmu receptora androgenowego, w obrębie łańcucha glutaminy. Oznacza to, że różne osoby mogą mieć więcej lub mniej cząsteczek glutaminy w łańcuchu. Osobnicy z mniejszą ilością glutaminy szybciej łysieją i częściej zapadają na schorzenia prostaty, bo ich receptor androgenowy jest nad zbyt aktywny – w skórze głowy i gruczole krokowym. Oni również są szczególnie narażeni na niepożądane efekty działania testosteronu i sterydów anabolicznych, stosowanych jako leki czy środki dopingujące. Ci natomiast, których receptory zawierają większą liczbę cząsteczek glutaminy, nie łysieją i nie miewają problemów z prostatą – nawet wtedy, gdy podawany jest im testosteron czy inny steryd anaboliczny. Podobne relacje, chociaż mniej zaznaczone, obserwujemy w przypadku łańcuchów glicynowych. Również niektóre choroby genetyczne mają swoją przyczynę w mutacjach, w tych regionach receptora androgenowego, ale to już zupełnie inne zagadnienie, które pominiemy w dzisiejszych rozważaniach.

Trudno w tej sytuacji oprzeć się refleksji: czy aby ochronna aktywność suplementów glutaminy i glicyny – względem prostaty – nie wiąże się czasami, z „wyciszającymi” właściwościami łańcuchów glutaminowych i glicynowych receptorów androgenowych?…

Relacje pomiędzy wolną glutaminą a związaną w białku receptorowym są dopiero badane i mało do tej pory wiemy na ten temat. Niektóre fakty udało się już jednak ustalić…

Na ogół wszyscy mamy świadomość, że związanie sterydu anabolicznego z receptorem androgenowym prowadzi do aktywacji odpowiednich genów – a w następstwie – do produkcji różnorodnych białek. W rzeczywistości jednak, aby aktywować geny – receptor, oprócz sterydu, musi związać jeszcze inne związki, występujące obok niego w komórkach, nazywane ogólnie – koaktywatorami. Dzisiaj wiemy tyle, że duże stężenia glutaminy – w środowisku reakcji receptora androgenowego z koaktywatorami – ograniczają jego wiązanie z tymi molekułami biologicznymi. Przy czym wydaje się, że nie ma większego znaczenia: czy glutamina ta pochodzi z końcowego łańcucha receptora, czy też innego źródła.

Praktyczne wnioski.

Skoro glutamina obniża aktywność receptorów androgenowych – jest wielce prawdopodobne, że taki sam efekt może powodować spożywanie suplementów tego aminokwasu. Może mieć to korzystny wpływ na stan owłosienia i prawidłowe czynności prostaty, co wydają się też sugerować badania. Jednakże, uważny czytelnik zada teraz zapewne pytanie: „Co nam po suplemencie obniżającym aktywność receptorów androgenowych, kiedy stosujemy sterydy – w celu zachowania czy powiększania masy mięśniowej?” Faktycznie – może zachodzić obawa, że glutamina zmniejszy aktywność receptorów – nie tylko w gruczole krokowym czy skórze głowy, ale również w komórkach mięśniowych. Na szczęście jednak okazuje się, że istnieje tutaj dosyć wyraźna specyfika tkankowa. Wydaje się, że ilość glutaminy ma największe znaczenie dla aktywności receptora androgenowego w komórkach skóry głowy i gruczołu krokowego, zaś znacznie mniejsze – w komórkach naszych muskułów. Nie wnikając głęboko w „wielką naukę”, zilustrujmy ten pogląd – trzema, obrazowymi przykładami:




1.

Kiedy podamy steryd anaboliczny osobnikowi z długim łańcuchem glutaminowym w receptorze androgenowym, jego mięśnie będą wzrastały tak samo szybko, jak koledze z krótkim łańcuchem, zaś jedyne różnice zaobserwujemy w „kondycji” ich owłosienia i prostaty.

2.

Najdłuższym łańcuchem glutaminowym receptora androgenowego cechują się przedstawiciele rasy żółtej, krótszym – białej, zaś najkrótszym – czarnej. Pomimo tego, japoński sumoka nie ustępuje masą i siłą mięśni – biało- czy czarnoskóremu strongmanowi. Jednocześnie jednak – zapadalność na schorzenia prostaty jest pośród Azjatów pomijalnie mała, pośród panów pochodzenia europejskiego – niepokojąca, zaś pośród Afroamerykanów – zatrważająco wysoka.

3.

Gdyby glutamina hamowała aktywność receptorów androgenowych w tkance mięśniowej, jej suplementacja prowadziłaby do spadku siły i masy naszych muskułów. Powszechnie jednak wiadomo, że jest zupełnie odwrotnie – badania dowodzą występowania jej umiarkowanego, pozytywnego wpływu na oba te parametry, zaś sportowcy stosują permanentnie suplementy diety, oparte o glutaminę, w celu wspomagania rozwoju tężyzny fizycznej.

Wniosek praktyczny z tego wszystkiego płynie więc taki, że suplementacja glutaminy przy terapiach sterydami anabolicznymi może zmniejszać ryzyko wystąpienia niepożądanych skutków działania tych leków – w postaci łysienia czy problemów z prostatą. Wprawdzie takie aspekty aktywności glutaminy nie zostały ostatecznie potwierdzone i brakuje oficjalnych zaleceń do takiego jej wykorzystania, to przecież jednak nic tutaj nie ryzykujemy… Suplementacja glutaminy sprzyja przecież – zarówno prawidłowym czynnościom gruczołu krokowego, jak też rozwojowi siły i masy mięśniowej. Wprawdzie wpływ glutaminy na mięśnie jest umiarkowany i nijak nie dorównuje sile działania anabolicznych sterydów, to jednak wydaje się – mimo wszystko – nie do pogardzenia i wart szerokiego wykorzystania.

Jeżeli więc otrzymamy kiedykolwiek od lekarza receptę na testosteron czy inny steryd anaboliczny, nie zapomnijmy dokupić sobie do tego glutaminy. Najlepiej w proszku lub dużych kapsułkach (tzw. mega caps), bo dawki glutaminy – badane w problemach z prostatą czy masą i silą mięśniową – oscylowały w zakresach dawek dobowych, sięgających 20-tu gram.



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Jak rozpoznać, że ktoś bierze sterydy anaboliczne?
Napisane przez: SCREAM - 09.04.2017 14:03 - Brak odpowiedzi

Ludzie mogą robić, co chcą ze swoim ciałem i to ich sprawa co wbijają, Jeśli chcesz mieć szybsze i lepsze wyniki niż na sucho to normalka ze zaczynasz przyjmować koks. Sterydy mogą być stosunkowo bezpieczne, jeśli wiesz co robisz a jesli jest się pod nadzorem lekarza to już wogole super. Dodaj do tego dobrą dietą i zdrowy styl życia i jest całkiem ok.. Jednak należy pamiętać , ze aby uzyskać korzyści trzeba zaakceptować także ryzyko...

Tak więc zaczynamy:

Jak rozpoznać kogoś kto bierze sterydy ,inse hgh? Nie zawsze jest to wyznacznikiem , ale jednak przeważnie gdy widzi się powyższe objawy u kulturysty , można stwierdzić, buduje swoją sylwetkę za pomocą farmakologii

1) słynny "Big gut" czyli efekt rozciągniętego żołądka i przerostu jelit

Oto kilka przykładów przykładów znanych kulturystów z dużymi brzuchami : Markus Ruhl , Ronnie Coleman (widzicie ich na zdjęciach) Ich przerosty nie są spowodowane sterydami anabolicznymi , ale stosowaniem dużych ilości insuliny oraz hormonu wzrostu (HGH)
Jednak jednej rzeczy można być pewnym.. jeśli ktoś używa HGH i/lub insuline,to przeważnie jest również na sterydach i kto wie na czym jeszcze?

2) nieproporcjonalny rozwój mięśni górnej części ciała

Tzw V-kształt spowodowany użyciem sterydów anabolicznych. Ramiona szyja , plecy ,bicepsy , klata , barki są często nieproporcjonalnie duże w stosunku do innych mniejszych części ciała i wynika to z faktu iż mięśnie górne części ciała mają więcej receptorów androgennych niż inne mniejsze mięśnie.
To dlatego początkujący kulturyści zaczynający zabawę ze sterydami mają tak szybki przyrost mięśni w ciągu kilku pieszych cykli sterydowych.Oczywiście nogi , łydki , mięśnie tułowia rosną tez dobrze ,ale nie aż tak

3) Ginekomastia

Widzicie na fotkach cycki od gino
To co powoduje robienie się ginekomastii , czyli cycków jak u kobiety to to , ze podany z zewnątrz testosteron konwertuje do estrogenu , estradiolu w procesie zwanym aromatyzacją

Dla tych którzy nie znają podstaw. Testosteron jest głównym hormonem , który daje ludziom ich cechy płciowe.U mężczyzn testosteron powoduje , ze wygląda się jak facet a u kobiety estrogen odpowiada za kobiecy wygląd. Zarówno testosteron jak i estrogen mają i kobiety i mężczy¼ni tyle że w różnych stężeniach. Mężczy¼ni mają średnio 20 razy wyższy poziom testosteronu niż kobiety . Podczas gdy kobiety mają 5 razy więcej estrogenu niż mężczy¼ni. Każdy doświadcza procesu aromatyzacji z rożną intensywnością. Ludzie potrzebują estrogenu do normalnego funkcjonowania . Po podaniu do naszego ciała testosteronu kiedy się kumuluje , zachodzi proces aromatyzacji. Część ogromnej ilości testosteronu organizm przekonwertuje do estrogenu i podnosi jego poziom. Co właśnie powoduje ze rosną piersi

4) Trądzik

Jak widzicie na zdjęciu u zawodnika Mr.Olympia Dennisa Wolfa ma on przykadowy trądzik na plecach , właśnie od sterydów.
Poziom hormonów, takich jak testosteron odgrywają istotną rolę w gruczołach łojowych, potencjalnie może to powodować trądzik , zwłaszcza na plecach.
Ale również i na innych częściach ciała np na klatce piersiowej.

5) Rozstępy

Są wynikiem szybkiego przybierania masy ciała ale i również i szybkiego tracenia. Skóra nie może się dostosować wystarczająco szybko do tej zmiany i powoduje trwałe rozstępy. Zwykle pojawiają się w górnych częściach klatki, na bicepsach , motylu , przedramionach.

6) Nerwowość

Jak wiadomo sterydy powodują większą agresję. £atwiej jest się zdenerwować , szybciej się można zirytować i wkurwić. Więc również może to być wyznacznikiem , ze jest się na soczku.

Podsumowując

Sześć dobrych sposobów rozpoznania , ze ktoś koksi...

rozrost wnętrzności i rozciągnięte żołądki
Rozwój górnych partii ciała
Ginekomastia
Trądzik
Rozstępy
Nerwowość



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Bierzesz sterydy? - nie jedź do Szwecji!!
Napisane przez: SCREAM - 29.03.2017 09:11 - Odpowiedzi (1)

Jay Cutler, Dennis James, Toney Freeman, Flex Lewis już tam nie pojadą!

Szwecja należy do tych krajów, gdzie naprawdę walczą ze sterydami i policja ma prawo każdego, kto wygląda podejrzanie, aresztować, testować na narkotyki i sterydy oraz przeszukać jego dom. Pojebane ale taka jest prawda....
Masz 5.0 w łapie , to istnieje ryzyko , ze bedziesz miał nalot na mieszkanie i przeszukanie....Ciekawe czy swoich rodowitych olimpijczyków również tak trzepią ? zdecydowanie nie... Szwecja jest dziwnym krajem... tu nawet zawodowy boks jest zakazany...

Szwecji mieli się pojawić Jay Cutler, Dennis James, Toney Freeman, Flex Lewis i kilku innych znanych zawodowych kulturystów. Firma GASP robi w każdym roku tam świąteczną imprezę, gdzie znani kulturyści przyjeżdżają sami z siebie i można naprawdę zrobić zabawne fotki, n.p. jak Cutler pije jednego screwdrivera po drugim.
Podczas kilku odwiedzinach sklepów i siłowni w Danii, Toney Freeman na pierwszym terminie podczas pisania autografów w Szwecji został aresztowany i na pewno nie uwierzycie za co! Za to że jest bardzo umięśniony i "prawdopodobnie" bierze sterydy....
Policja specjalnie podczas dawania autografów zaaresztowała Freemana, żeby pokazać młodym tam stojącym na około niego ludziom, że podążają za złym idolem. "Wiemy co się dzieje w kulturystyce zawodowej i zawodowcy nawet lepiej niech się u nas nie pojawiają", tak powiedział rzecznik szwedzkiej policji, "nauczyliśmy się dużo ze sprawy Martin Kjellstrom i wiemy ze praktycznie każdy zawodowy kulturysta bierze sterydy".

Martin Kjellstrom i inni znani szwedzcy kulturyści są od kilku lat śledzeni przez policję i niektórzy jak Kjellstrom musieli już z tego powodu iść za kratki. Nawet jak się bierze coś poza Szwecją i potem przyjeżdża do kraju, trzeba się liczyć z konsekwencjami.

Freeman myślał najpierw, że to jakiś żart kolegów lub że jest on w programie "Punked", jak w ukrytej kamerze.

Później na policji wyznał, ze jako 44-latek bierze przez doktora przepisany (to jest nawet prawdopodobne, ponieważ w wielu stanach ameryki posiadanie sterydów może być też bardzo problematyczne) testosteron i hormon wzrostu oraz że kilka dni wcześniej palił (legalnie) w Amsterdamie trawkę i jadł space cookies. Pierwszy szybki test potwierdził tą wypowiedź.

Po przesłuchaniu Tony wrócił do swoich fanów, którzy długo czekali na swojego "źle wybranego idola" i dokończył godzinę autografową.

W lokalnej telewizji powiedziano ze "Freeman już nie jest w Szwecji mile widziany", ale oczywiście nie jest "wyganiany z kraju".

Toney w tym momencie siedzi w samolocie w drodze do Stanów Zjednoczonych i tym samym Szwecja bardzo efektywnie zapobiegła odwiedzinom Jaya Cutlera, Dennisa Jamesa, Flexa Lewisa i innych, którzy zapewnę już nigdy nie pojawią się w Szwecji.



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Prawda o sterydach anabolicznych
Napisane przez: SCREAM - 22.03.2017 09:59 - Odpowiedzi (1)

Temat sterydów jest niezwykle kontrowersyjny, budzi silne emocje, a wokół tych substancji krąży wiele mitów. Środki tego typu stosowane są niezwykle często w celu poprawy wyglądu, szczególnie wzrostu masy mięśniowej, poprawy wytrzymałości, czy też wzrostu motywacji do wysiłku. Stosujący rzadko myślą jednak o konsekwencjach. Jak zatem wygląda prawda o sterydach?



Sterydy anaboliczno-androgenne (SAA) są grupą chemicznych substancji o silnym działaniu anaboliczno – adrogennym, mogą być pochodzenia naturalnego lub syntetycznego. Mają one wpływ na szybkość wzrostu i dzielenia się komórek w ludzkim ciele, oraz kształtowanie drugorzędowych cech płciowych. Możemy podzielić je na dwie grupy – pochodne testosteronu oraz pochodne 19-nortestosteronu. Nie należy ich mylić z kortykosterydami, które, mimo podobnej nazwy, wykazują głównie działanie przeciwzapalne i często stosowane są w przypadku problemów stawowych czy alergii.


Pamiętać należy, że szeroko rozumiane środki dopingujące to nie tylko sterydy. Środki pobudzające, przeciwbólowe, sympatykomimetyki i wiele innych niebędących sterydami również klasyfikowane są jako środki dopingujące.



Jak działają sterydy anaboliczne

Substancje te działają przez aktywację specjalnych receptorów androgennych. Oznacza to, że sterydy same w sobie nie powodują żadnego efektu biologicznego, dopiero po połączeniu się z określonym miejscem receptorowym w komórce wywołują kaskadę reakcji, których efektem jest m.in. wzrost masy mięśniowej, produkcji czerwonych krwinek, wytrzymałości, siły czy apetytu. Warto jednak podkreślić, że środki tego rodzaju nie dają spektakularnych rezultatów bez odpowiedniej diety i wysiłku.



Zagrożenia i skutki uboczne wynikające ze stosowania sterydów mogą być niezwykle dotkliwe.Organizm zdrowego mężczyzny produkuje dziennie od około 2 do 9 mg testosteronu. Stosowanie syntetycznych odpowiedników sprawia, że w organizmie ilość testosteronu – w zależności od dawki – jest kilka, a nawet kilkadziesiąt razy większa! Następuje gwałtowny przyrost masy i siły mięśniowej, często również agresji. Wiele z tych preparatów ma duże powinowactwo do receptorów bardzo silnie androgennego dihydroksytestosteronu (DHT) co powoduje większą twardość mięśni, ale jednocześnie kłopoty z cebulkami włosów, ich wypadanie oraz łysinę. Przyczynia się również do przerostu prostaty i nadmiernej produkcji sebum, co objawia się oleistą cerą oraz pojawieniem się bardzo nasilonych zmian trądzikowych na plecach, ramionach oraz twarzy.


Kolejny efekt uboczny, jaki może być następstwem stosowania sterydów to retencja wody oraz ginekomastia. Dotyczy to głównie środków, które ulegają tak zwanej aromatyzacji. Kiedy w organizmie krąży duża ilość testosteronu, zostaje on przekształcony w estrogen, to naturalny mechanizm sprzężenia zwrotnego, który ma na celu obniżenie poziomu testosteronu. Jest to jednak niemożliwe z uwagi na regularną dostawę syntetycznych środków w postaci zastrzyków lub tabletek. Duża ilość estrogenu objawia się złym samopoczuciem, magazynowaniem wody podskórnej (charakterystyczny nalany wygląd), a czasem również ginekomastią czyli przerostem gruczołów sutkowych (mężczyźnie rosną piersi). Zwykle ten ostatni element można cofnąć jedynie chirurgicznie.



To jednak nie wszystko. W zależności od rodzaju środka może on powodować zwiększone libido, albo odwrotnie – gwałtowny spadek libido i letarg. Należy jednak rozwiać popularny mit, sterydy nie powodują zmniejszenia penisa, właściwie odwrotnie – u dzieci te właśnie hormony odpowiadają za jego wzrost. Mogą za to powodować przejściową lub – bardzo rzadko – trwałą impotencję i atrofię (zanik) jąder. Bardzo często pojawiają się również problemy z poziomem cholesterolu, stawami, podwyższonym ciśnieniem tętniczym krwi i wątrobą (z jej uszkodzeniami włącznie).


Wykazano, że przyjmowanie SAA wpływa na zachowanie. W zależności od substancji, dawki i indywidualnych predyspozycji mogą powodować łagodne zmiany nastroju, silne przejawy agresji, a w skrajnych przypadkach zachowania maniakalne i depresyjne.



Po zakończeniu przyjmowania tych środków (jednorazowe cykle trwają zwykle od 4 do 12 tygodni) okazuje się, że produkcja naturalnych hormonów anabolicznych jest znikoma. To naturalna reakcja obronna organizmu, “dochodzi on do wniosku”, że skoro substancje tego typu dostarczane mu są w kilkakrotnie większej dawce, może wyłączyć swoją produkcję testosteronu, by nie zwiększać dodatkowo puli hormonów krążących w krwioobiegu. Powrót naturalnej syntezy testosteronu nie następuje jednak z dnia na dzień po zaprzestaniu przyjmowania wspomagania. W zależności od rodzaju substancji i powinowactwa jego metabolitów do receptorów androgennych może to trwać od kilkunastu dni do kilku miesięcy. Znane są przypadki środków, które tak mocno łączą się z receptorem androgennym, że nawet powrót naturalnej produkcji testosteronu niewiele zmienia, okazuje się bowiem, że testosteron nie może połączyć się z odpowiednim receptorem i spełniać swojej naturalnej funkcji.


Oznacza to gwałtowny katabolizm (rozpad) tkanki mięśniowej, przyrost tkanki tłuszczowej, spadek wytrzymałości, letarg i stany depresyjne, brak libido (przez okres kilku miesięcy), spadek zainteresowania seksem, często pogorszenie stanu cery. W tym momencie wiele osób odstawiających sterydy decyduje się na terapię pocyklową (PCT), polega ona na przyjmowaniu substancji takich jak antyestrogeny lub inhibitory aromatazy, które znacznie przyspieszają produkcję naturalnego testosteronu i względnie przywracają równowagę hormonalną. Tego typu środki również nie są obojętne dla organizmu. Niektóre z nich mogą powodować ślepotę, huśtawki nastrojów czy depresję.



Rzadko wspomina się również o tym, że sterydy mogą silnie uzależniać. Mechanizm ten jest dwubiegunowy. Z jednej strony część SAA może powodować wydzielanie peptydów opioidowych, ich potencjał uzależniający nie jest jednak bardzo duży. Większy problem to uzależnienie psychologiczne, które może być niezwykle silne. W okresie stosowania tego rodzaju środków, człowiek jest bardziej pewny siebie i wydaje mu się, że niemożliwe nie istnieje. Po zaprzestaniu przyjmowania sterydów, nagle ulatuje powietrze, mięśnie stają się mniejsze, siła zanika, pojawia się kiepskie samopoczucie. Dlatego amatorzy wspomagania zwykle nie poprzestają na jednym razie.




Większość SAA to preparaty, które stosowane są jako leki np. w stanach wyniszczenia organizmu czy terapii zastępczej spowodowanej naturalnym niedoborem hormonów. Oznacza to, że dopuszczone są do obrotu aptecznego, jednak ich sprzedaż jest ściśle kontrolowana. Pozaapteczny obrót tego typu środkami jest w Polsce nielegalny. Pojawia się więc dodatkowy problem dostępności owych wspomagaczy. Zwykle sprzedawane są przez strony internetowe i dilerów na siłowniach. Jednak zakup sterydów może okazać się prawdziwą rosyjską ruletką. A z racji tego, że dostęp do nich jest utrudniony, można spotkać się z licznymi podróbkami. Oznacza to, że trudno określić, co w istocie otrzymuje potencjalny nabywca. Może okazać się, że w ampułce czy tabletce, znajduje się zupełnie inna substancja niż deklarowana na opakowaniu. Okazuje się wówczas, że do organizmu podawany jest środek o nieznanym działaniu i, co ważne, potencjalnie nieprzewidywalnych skutkach ubocznych.



Zapotrzebowanie na SAA spowodowało, że w różnych zakątkach świata zaczęły powstawać podziemne wytwórnie. Nie podrabiają one preparatów aptecznych, ale wytwarzają je pod swoją „marką”. W ofercie tego typu podziemnych producentów można nawet znaleźć sterydy, które zostały wycofane z obrotu w wielu krajach kilkadziesiąt lat temu, z uwagi na niską przydatność w terapii medycznej lub zbyt wysoką ilość potencjalnych skutków ubocznych. Wydawać by się mogło, że łatwy dostęp do ogromnej ilości środków jest rajem dla koksiarzy. Pojawia się jednak pewien problem. Firmy tego typu nie podlegają kontroli sanitarnej, trudno powiedzieć w jakich warunkach i w jaki sposób przygotowywane są środki, które później ktoś wstrzykuje do organizmu. W internecie można znaleźć dość skrajne przykłady, ampułki z włosem czy martwym owadem w środku… Co więcej, nie ma gwarancji, że w opakowaniu znajdziemy faktycznie to, co deklaruje „podziemny producent”. Podobnie jak w przypadku podrabianych środków, może okazać się to prawdziwą loterią.


Stosowanie środków dopingujących, w tym sterydów anaboliczno-androgennych w sporcie jest zjawiskiem powszechnym. Społeczeństwo wciąż oczekuje lepszych wyników i większych emocji, a naturalne granice ludzkich możliwości już dawnozawodowym zostały przekroczone. Ta grupa stosujących zwykle jednak doskonale zna ryzyko i przebywa pod opieką lekarzy.



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Okienko anaboliczne
Napisane przez: SCREAM - 17.03.2017 09:54 - Brak odpowiedzi

Okienko anaboliczne to temat, który w ostatnim czasie staje się coraz popularniejszy. Coraz więcej osób podważa jego istnienie, co całkowicie zmienia podejście do posiłku potreningowego. Pojawia się więc pytanie: co i kiedy jeść po treningu siłowym?



Okienko anaboliczne

To popularna nazwa zmian, które następują po zakończeniu intensywnego wysiłku, prowadzących do nasilenia syntezy białka w organizmie. Dostarczenie odpowiednich składników odżywczych w tym okresie ma potęgować efekty treningu. Pojawia się jednak spór ile ów okres trwa. Jeszcze niedawno mówiło się o 2 – 3 godzinach, obecnie udowodniono, że wzmożona synteza białek jest notowana nawet w 24 godziny po zakończeniu wysiłku. Skoro więc potencjał anaboliczny jest nasilony przez wiele godzin po treningu, pojawia się pytanie czy posiłek potreningowy można odłożyć w czasie czy lepiej spożyć go niezwłocznie po zakończeniu wysiłku?



Czas ma znaczenie

Prosta logika podpowiada, że posiłek można odłożyć w czasie i nie będzie to miało większego znaczenia. Okazuje się jednak, że w większości przypadków szybkie spożycie posiłku może przynieść wiele korzyści. Badania naukowe pokazują, że osoby wytrenowane, które spożywały posiłek tuż po zakończeniu wysiłku notowały bardziej nasilone procesy anaboliczne niż osoby, które posiłek odkładały w czasie na kilka godzin. W przypadku osób początkujących te różnice nie były już tak silnie zaznaczone. To dowód na to, że osoby, wytrenowane muszą znacznie skrupulatniej dbać o swoją dietę niż początkujący.

To jednak nie wszystko, badania pokazują, że trenujący, którzy spożywają posiłek potreningowy niezwłocznie po zakończeniu wysiłku notują niższy poziom kortyzolu niż osoby, które ów posiłek odkładają w czasie. Warto podkreślić, że kortyzol jest hormonem, który przyczynia się do rozpadu tkanki mięśniowej, więc ważne, by zadbać o to, aby jego poziom był jak najniższy.

Tuż po zakończeniu treningu znacznie nasilony jest również przepływ krwi przez mięśnie, co sprawia, że składniki odżywcze mogą być skuteczniej transportowane, a to może mieć duży wpływ na syntezę białek.

Badania pokazują, że mimo, iż wzmożony potencjał anaboliczny jest nasilony przez wiele godzin po zakończeniu treningu, czas spożycia posiłku ma znaczenie i może zapewnić nam dodatkowe korzyści.



Posiłek potreningowy

Niezależnie czy zdecydujemy się jeść posiłek zaraz po zakończonym wysiłku czy zechcemy odłożyć go w czasie, pojawia się pytanie, co najlepiej spożyć?
Jedna z teorii mówi, że powinniśmy postawić na węglowodany. Badania pokazują, że to lepsze wyjście niż brak posiłku, jednak same węglowodany wciąż nie gwarantują dodatniego bilansu azotowego czyli nasilonej syntezy białka. Dużo lepszym rozwiązaniem okazują się proteiny, które w badaniach wypadają lepiej niż same węglowodany. Najrozsądniejszym wyjściem przy zbilansowanej diecie może być połączenie obu makroskładników – węglowodanów prostych oraz białka. Po pierwsze gwarantuje to największy wyrzut insuliny, która ma silne działanie antykataboliczne, po drugie wiele badań pokazuje, że to właśnie takie połączenie powoduje najbardziej wzmożoną syntezę białka. By spowodować maksymalny wyrzut insuliny należy przyjąć około 0,8 – 1 g węglowodanów na każdy kilogram masy ciała oraz około 0,3 – 0,4 g białka na każdy kilogram masy ciała. Tu dobrym rozwiązaniem może być np. mleko lub mleko czekoladowe. Producenci często nieco je dosładzają, ale w okresie powysiłkowym dodatkowe węglowodany proste są oczywiście wskazane, więc tych praktyk nie należy się obawiać. Mleko zawiera również pełnowartościowe proteiny.




Posiłek potreningowy to nie wszystko

Oczywiście postrzeganie zmian anabolicznych jakie zachodzą po wysiłku fizycznym jedynie przez pryzmat jednego posiłku potreningowego jest błędem. Wpływ na procesy anaboliczne i kataboliczne ma wiele czynników, jak stan organizmu, intensywność i rodzaj treningu, posiłek przedtreningowy czy bilans energetyczny. Szybkie spożycie posiłku potreningowego może przynieść wiele korzyści, jednak należy pamiętać, że wzmożona synteza białek trwa znacznie dłużej niż może się wydawać i jeśli zależy nam na skutecznym kształtowaniu sylwetki, ten czas również należy wykorzystać i odpowiednio zaplanować kolejne posiłki.



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Jak skutecznie zwiększyć masę ciała?
Napisane przez: SCREAM - 08.03.2017 10:35 - Brak odpowiedzi

Kształtowanie sylwetki to nie tylko spalanie tkanki tłuszczowej i, choć może wydawać się to dziwne, wiele osób boryka się ze zbyt niską masą ciała. Tego rodzaju problem może być równie dotkliwy, jak zbyt nadprogramowe kilogramy

To, czy przybieramy na wadze, czy na niej tracimy, zależy od podstawowego czynnika – kaloryczności jadłospisu. Każdy organizm ma inne zapotrzebowanie energetyczne, jeśli podaż kalorii przekracza owe zapotrzebowanie, waga będzie rosła. Problem pojawia się w przypadku osób o dużej szybkości metabolizmu, wówczas dostarczenie odpowiedniej ilości kalorii może być niezwykle trudne. Z takim problemem najczęściej borykają się osoby o ektomorficznej budowie ciała: wysokie, o długich kończynach i bardzo niskim poziomie tkanki tłuszczowej. Nie chodzi oczywiście o jedzenie bez ograniczeń zupełnie dowolnych produktów. Jadłospis powinien być odpowiednio przemyślany.

Dieta osób borykających się z tym problemem powinna bazować na 5-6 posiłkach i obfitować w węglowodany złożone – dobrym rozwiązaniem będą tu płatki owsiane, kasza gryczana, ryż brązowy czy pełnoziarnisty makaron. Niestety, nie można podać konkretnej wartości liczbowej, ponieważ każdy organizm charakteryzuje się innym zapotrzebowaniem kalorycznym, z uwagi na to, ilość poszczególnych produktów należy dobrać indywidualnie.
W przypadku posiłku potreningowego sytuacja jest bardziej precyzyjna. Powinien zawierać dużą ilość cukrów prostych, wartość ta może kształtować się nawet na poziomie 1 g węglowodanów na kilogram masy ciała. Jeśli przeliczymy to np. na 100 % sok owocowy, okaże się, że będzie to mniej więcej 100 ml soku na każde 10 kg masy ciała. Wydaje się to niezwykle dużą wartością, ale w takim przypadku jest całkowicie uzasadniona! Warto podkreślić, że dotyczy to szczególnie posiłku spożywanego bezpośrednio po treningu siłowym.

Często jednak zapotrzebowanie kaloryczne u ektomorfików jest tak wysokie, że dostarczenie odpowiedniej ilości energii przy ich pomocy staje się prawie niemożliwe. Z pomocą przychodzą tłuszcze, które mają ponad dwa razy większą kaloryczność niż pozostałe dwa makroskładniki pokarmowe i również znakomicie sprawdzą się w diecie masowej. Oznacza to, że do posiłków warto dodawać oliwę z oliwek, olej lniany, orzechy, awokado, masło orzechowe czy mielone siemię lniane. Tu jednak sytuacja jest podobna, jak w przypadku węglowodanów złożonych – nie sposób podać konkretnej wartości liczbowej. Z pewnością jednak można powiedzieć, że tłuszcz powinien znaleźć się w każdym posiłku, za wyjątkiem tego potreningowego, bazującego na cukrach prostych.

Ostatni makroskładnik pokarmowy diety to białko, czyli proteiny. W tym przypadku nie należy z nim przesadzać. Powszechnie panuje opinia, że spożycie dużej ilości białka bezpośrednio przekłada się na przyrost masy mięśniowej. To bardzo mylny pogląd. Proteiny są jedynie budulcem. By jednak mógł zachodzić rozrost tkanki mięśniowej, niezbędna jest odpowiednia ilość energii, albo, innymi słowy mówiąc, kalorii. Kolejnym przeciwwskazaniem do spożycia nadmiernych ilości białka jest fakt, że ten makroskładnik pokarmowy charakteryzuje się najwyższym wskaźnikiem efektu termogenicznego pożywienia i dodatkowo przyspiesza metabolizm – co oznacza, że niezbędne jest dostarczenie kolejnych kalorii, by go pokryć. Nie oznacza to oczywiście, że z protein należy całkowicie zrezygnować.



Osoby pragnące zwiększyć masę mięśniową często sięgają po odżywki typu Gainer. Producenci zapewniają, że ich stosowanie gwarantuje szybki przyrost masy ciała. Niestety, może okazać się, że ów przyrost to w głównej mierze tkanka tłuszczowa. Gainery zawierają w swoim składzie głównie węglowodany oraz nieco protein. Problem polega na tym, że nie zapewniają stałego, odpowiedniego poziomu cukru we krwi, a powodują szybki wzrost jego poziomu i gwałtowny spadek – podobnie jak w przypadku cukrów prostych. Zjawisko to nie sprzyja budowaniu mięśni. Dużo lepszym rozwiązaniem będzie przygotowanie wysokokalorycznego, pełnowartościowego napoju bazującego na złożonych węglowodanach i dobrym źródle tłuszczu. Taka domowa, naturalna i zdrowa wersja gainera, znacznie lepiej sprawdzi się w przypadku osób, których celem jest zwiększenie masy ciała.



By jednak przyrost wagi pochodził z tkanki mięśniowej, a nie tłuszczowej, żywienie powinno być poparte odpowiednim treningiem. Podstawową formą powinien być wysiłek o charakterze siłowym. Na początku można wykorzystać obciążenie własnego ciała i wykonywać przysiady, pompki czy podciągania na drążku. Po pewnym czasie zapewne niezbędne okaże się zastosowanie bardziej złożonych form ruchowych z wykorzystaniem sprzętu, takiego, jak sztanga czy hantle.


Ostatni aspekt, który warto poruszyć to wysiłek cardio – bieganie, pływanie czy jazda na rowerze. Mimo, że poprawiają kondycję, wytrzymałość i dobrze wpływają na pracę układu sercowo naczyniowego, nie przyczyniają się do budowania mięśni. Co więcej generują dodatkowy wydatek energetyczny, co oznacza, że kaloryczność jadłospisu musi być jeszcze większa by skutecznie budować mięśnie. Z uwagi na to, aplikowanie długiego wysiłku cardio u osób mających problemy z przybieraniem na wadze może skutecznie oddalić od przyrostu upragnionych kilogramów.



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Wszczepianie sztucznych mięśni brzucha i piersi coraz bardziej modne
Napisane przez: SCREAM - 23.02.2017 10:31 - Brak odpowiedzi

Według psychologów z Winchester University w ciągu ostatnich 20 lat liczba mężczyzn niezadowolonych ze swojego wyglądu zwiększyła się 3-krotnie i obecnie wynosi 43%. Oznacza to, że mężczyźni poświęcają swojej fizyczności prawie tyle samo uwagi co kobiety. Wraz ze spadkiem samoakceptacji rośnie w nich pragnienie uzyskania perfekcyjnego wyglądu. Do tego stopnia, że dla niektórych staje się ono powodem poddania się operacji plastycznej.


Pierwsze miejsce w ilości wykonywanych operacji plastycznych od wielu lat zajmuje USA. To właśnie w Stanach Zjednoczonych w latach 90-tych opracowano metodę odsysania tłuszczu pozwalającą na pozbycie się od 20% do 50% zbędnej tkanki tłuszczowej. Technika nosi nazwę abdominal etching i obecnie, po dwóch dekadach udoskonalania, umożliwia odessanie nawet 80% masy ciała. Jednak nie każdy może być poddany takiemu zabiegowi – jak twierdzą amerykańscy lekarze, idealnym pacjentem jest osoba młoda, z wciąż rozwijającymi się mięśniami, bądź taka, która posiada muskulaturę „ukrytą" pod nadmiarem tkanki tłuszczowej.




Chirurgiczne odsysanie tłuszczu cieszy się ogromnym zainteresowaniem mężczyzn. Według światowych statystyk liposukcja stanowi 19% wszystkich operacji chirurgicznych, natomiast plastyka powłok brzusznych – 7%. Ceny liposukcji w Polsce oscylują w granicach 5-6 tys. złotych, zaś koszt plastyki powłok brzusznych wynosi 8-11 tys. zł. Drogo, jednak dużo taniej niż w Wielkiej Brytanii, gdzie operacja wyrzeźbienia brzucha kosztuje ok. 10 tys. funtów.


Standardowym sposobem na wypracowanie wysportowanej sylwetki jest – jak sama nazwa wskazuje – uprawianie sportu. Płaski, umięśniony brzuch można uzyskać dzięki serii intensywnych ćwiczeń i diecie

Jednak coraz więcej mężczyzn decyduje się nie na regularne ćwiczenia, a na operację plastyczną. Dzięki niej po kilku godzinach uzyskują to, na co musieliby ciężko pracować przez parę tygodni. Coraz chętniej poddają się także operacjom wszczepiania silikonowych implantów, które po odessaniu tłuszczu pełnią rolę sztucznych mięśni. Zabiegi tego typu wykonywane są głównie w USA, a polscy chirurdzy wciąż podchodzą do nich z rezerwą. Według IPRAS wszczepianie implantów stanowi obecnie 17% wszystkich operacji plastycznych.



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Traktował swoje ciało jak laboratorium. Sterydy zniszczyły legendę kulturystyki
Napisane przez: SCREAM - 10.02.2017 11:07 - Brak odpowiedzi

Traktował swoje ciało jak laboratorium. Sterydy zniszczyły legendę kulturystyki


Wielu kulturystów pytanych, kto był dla nich wzorem do naśladowania, odpowiada - Steve Michalik. To jedna z największych legend tego sportu. W dodatku bardzo kontrowersyjna, bo jako jeden z pierwszych otwarcie przyznał, że jego imponujące ciało jest efektem stosowania sterydów. Same anaboliki jednak nie zrobiłyby z niego giganta. Amerykanin wchodząc na siłownię wpadał w trans i ćwiczył tak długo, aż jego ciało odmawiało posłuszeństwa. Jeżeli ktoś przerwał mu cykl zajęć... z hukiem wylatywał przez okno. Zmarł w 2012 roku, gdy ciało miał już totalnie wyniszczone przez chemiczne specyfiki. To jednak nie choroba pozbawiła go życia. Michalik popełnił samobójstwo, bo nie był w stanie pogodzić się z faktem, że ma 63 lata i liczne problemy zdrowotne zaczynają mu uniemożliwiać dalsze treningi.

Poznajcie historię legendy kulturystyki. Historię, która zaczęła się od szafy pełnej komiksów należących do starszego brata.

Życie Michalika zmieniło się, gdy miał zaledwie osiem lat. Wychowywał się na Brooklynie, a ojciec miał dość specyficzne metody wychowawcze. Pewnego dnia mały Steve był niegrzeczny, a w ramach kary został zamknięty w szafie. Znudzony chłopiec szybko znalazł sobie zajęcie. To był stos komiksów, które należały do starszego brata. Najbardziej pochłonęły go te opisujące losy Kapitana Ameryka.

- Kapitan Ameryka był silny, mądry, uczciwy, szczery, a sukces osiągnął walcząc ze złymi ludźmi. Nie mogłem stać się nim, a więc postanowiłem zostać Panem Ameryka - wspominał wiele lat później Michalik.

Chcąc zostać superbohaterem młody chłopiec zaczął pierwsze treningi. Lata mijały, a doskonalenie własnego ciała coraz bardziej go pochłaniało. Nie zmienił tego nawet wyjazd na wojnę w Wietnamie. Steve zgłosił się na ochotnika. Chcąc urozmaicić sobie czas na wojnie, sam stworzył sztangę, w której ciężarami były pustaki.


Po powrocie do USA jeszcze bardziej oszalał na punkcie własnego ciała.Michalik całe dnie poświęcał na pracę nad sobą. Stosował brutalne metody treningowe, które doprowadzały jego organizm do granic wytrzymałości. Mało tego, często te granice przekraczał. W efekcie treningi kończyły się wymiotami lub wizytami w szpitalu. Zawsze przyświecało mu proste motto: intensywność albo szaleństwo. Wychodził z założenia, że dobry trening to 100 powtórzeń na jedną partię mięśni. Oczywiście każdego dnia przerabiał kilka elementów swojej muskulatury. Trudno nawet zliczyć ile ton dziennie dźwigał. Mordercza praca zaczęła przynosić efekty. W 1972 zdobył prestiżowy tytuł Mr. America. Trzy lata później stał się jeszcze sławniejszy po wygraniu zawodów Mr. Universe. Środowisko kulturystyczne oszalało na jego punkcie, a sam Steve nie zamierzał na tym poprzestawać. Celował w najcenniejsze trofeum, czyli tytuł Mr. Olympia. W 1976 roku Michalik był murowanym faworytem do zwycięstwa. Wszystko jednak legło w gruzach kilka miesięcy przed imprezą, w wyniku tragicznego wypadku.


Na początku roku Michalik zapakował prywatny samochód, a następnie pojechał na lotnisko. W drodze wydarzyła się tragedia. Steve zderzył się z wielką ciężarówką. Obudził się dopiero w szpitalu, gdzie dowiedział się, że cudem przeżył. Z jego samochodu prawie nic nie zostało. Wypadek jednak miał przykre konsekwencje. Kulturysta został sparaliżowany od pasa w dół. Lekarze byli przekonani, że Michalik już nigdy nie będzie w stanie chodzić o własnych nogach. 99% ludzi będąc na jego miejscu wpadłoby w depresję. To jednak był Steve, który potraktował to jako wyzwanie.

- Powiedziałem wtedy: na pewno będę chodzić i już ja znajdę na to sposób.

Jak powiedział, tak zrobił. Na własną rękę zaczął studiować anatomię człowieka. Więzadła, ścięgna, nerwy, kości... To wszystko nie miało dla niego żadnych tajemnic. Na podstawie zdobytej wiedzy opracował własnym program terapeutyczny. Tak, dobrze się domyślacie, polegał on na morderczej pracy na siłowni z ciężarami.

Szaleństwo? Tak wszyscy myśleli, ale Steve udowodnił światu, że go nie doceniali. Przez trzy lata ciężko harował, ale cel osiągnął. Po paraliżu nie było żadnego śladu, a w dodatku Michalik mógł wrócić do kulturystyki. Owszem, nie wygrywał już największych imprez, ale pamiętając, że lekarze skazali go na wózek inwalidzki to i tak dokonał niemożliwego.

Na tym jednak nie skończył się jego dramat. W połowie lat 80. ubiegłego wieku musiał zakończyć profesjonalną karierę. Jego organizm odmówił posłuszeństwa.



Ból towarzyszył Michalikowi od wielu lat, ale pewnego poranka był znacznie silniejszy niż zwykle. Kulturysta czuł, jak coś go rozdziera od środka. Żona przyzwyczajona do tego, jak zwykle poszła po torbę pełną lodu. Tym razem nie pomagało. Konieczna była szybka podróż do szpitala.Badania wykazały, że organizm sportowca jest totalnie wyniszczony. Ból spowodowany był nowotworem wątroby. Na zdjęciu rentgenowskim można było zauważyć guz wielkości grejpfruta. Nie dało się go już wyleczyć, ale to nie był jedyny problem. Poza rakiem wykryto niewydolność serca, a także chorobę nerek. Co spowodowało aż tak wielkie spustoszenie? Steve w ogromnych ilościach stosował sterydy. Pakował w siebie wszelkie istniejące substancje anaboliczne. Mówiło się, że kulturyści traktują swoje ciało, jak świątynię, ale w przypadku Michalika to nie była świątynia, a laboratorium.Mając na karku 40 lat publicznie przyznał się, że imponujące ciało zbudował szprycując się sterydami. Wtedy postanowił zmienić swoje życie o 180 stopni i rozpocząć walkę ze stosowaniem nielegalnych substancji w kulturystyce. Zdrowia jednak nie był w stanie już odzyskać.

- Każdy element mojego ciała został zniszczony przez sterydy. Moje jądra skurczyły się do rozmiaru orzeszków. To była tylko kwestia czasu, kiedy mój organizm wybuchnie - mówił.


Michalik musiał zakończyć zawodową karierę, ale nadal żył kulturystyką. To było możliwe dzięki własnej siłowni. Wstęp do niej mieli tylko najodważniejsi i najsilniejsi, a każdy, kto wytrzymał choćby jeden dzień mógł czuć się, jakby był mistrzem świata. Siłownię słynnego kulturysty nazywano lochami albo średniowieczną salą tortur. Ściany były pomalowane na czarno, a sprzęt do ćwiczeń był czerwony. Po wejściu od razu rzucało się w oczy zawieszone motto: "Trenuj ponad ból. Śmierć będzie Twoim jedynym wybawieniem". "Tortury" natomiast wykonywał sam Michalik. Podopieczni musieli wykonywać te same ćwiczenia, co Steve. Tempo i liczba powtórzeń były tak mordercze, że zdecydowana większość początkujących kulturystów lądowała w szpitalu. Na kolejne treningi wracali już tylko nieliczni. Mało tego, ci którzy zrezygnowali już nigdy nie próbowali swoich sił w tym sporcie. To nie wszystko. Ludzie trenujący w siłowni Steve'a wiedzieli, że lepiej mu nie przerywać, kiedy trenuje. Nowicjusze o tym nie wiedzieli. Kiedy ktoś podszedł do niego, gdy ćwiczył, lądował za oknem. Tak, Michalik brał takiego mężczyznę za fraki, a następnie wyrzucał go przez szybę. Agresja była jednym ze skutków ubocznych wieloletniego stosowania sterydów.

- Był kompulsywny i zachowywał się ekstremalnie. Prawdopodobnie spowodowane to było wielkimi dawkami sterydów, które wchłonął przez całe życie. Bywał dwoma różnymi postaciami. Kilka razy spotkałem człowieka inteligentnego oraz myślącego. Innym razem lepiej było nie znajdować się w jego pobliżu - wspomina jeden z podopiecznych.



Pomimo morderczych metod treningowych i napadów agresji ludzie do niego lgnęli. Mężczyźni marzący o sukcesach w kulturystyce wiedzieli, że jeżeli wytrzymają to sukcesy mają zagwarantowane. Był dla nich mentorem i byli gotowi na wszystko. Lata jednak leciały, zdrowie coraz bardziej się pogarszało, co Steve odczuwał na własnej skórze poddając się wymyślonemu przez siebie reżimowi treningowemu. Podobno nie radził sobie z tym i popadł w depresję. Choroba pogłębiła się w 2011, gdy przeszedł operację przeszczepu nerki. Michalik nie miał już tyle siły, co kiedyś. W dodatku lekarze ostrzegali, że z powodu przeszczepu musi zwolnić z treningami na siłowni. Steve jednak nie chciał tak żyć. To nie był człowiek, który marzył o spokojnym okresie starzenia.

24 maja 2012 roku odwiedził swoją byłą partnerkę. To w jej domu wziął do ręki broń, a następnie popełnił samobójstwo. Potwierdziło się to, o czym mówiono od wielu lat. Michalik jest tym typem człowieka, który świat opuści na własnych zasadach. Tak też zrobił. Miał 63 lata.

- Był wielkim facetem z ogromną pasją do tego sportu.Był jedynym facetem z jajami w kulturystyce, który miał odwagę powiedzieć, że sterydy są złe - wspomina Anthony Catanzaro, jedna z legend kulturystyki.

Steve Michalik do dzisiaj jest inspiracją dla ludzi, którzy zaczynają przygodę z kulturystyką. Eksperci przyznają, że to on zrewolucjonizował tę dyscyplinę sportu. Nie ma go wśród nas już od ponad trzech lat, ale wygląda na to, że w pamięci ludzi zapisał się na zawsze.



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Sterydy – czyli jak zrujnować posturę i mózg.
Napisane przez: SCREAM - 08.02.2017 11:03 - Brak odpowiedzi

Sterydy – czyli jak zrujnować posturę i mózg.

Taka opowieść pewniej kobitki jak to wygląda z jej punktu widzenia


Mam w pracy faceta, którego od początku oglądałam jak jakiś okaz w ZOO. Wysoki, postawny, wytatuowany, przystojny. Lat prawie 30 na
karku.Tak sobie oglądałam i oglądałam, aż w końcu mogłam przyjrzeć się bliżej, bo przysłali go do nas na szkolenie. A że pracuję z jego najlepszym kolegą, nawiązanie kontaktu to była kwestia dosłownie paru chwil. I tak od słowa do słowa okazuje się, że chodzi na siłownię. To nie zbrodnia, prawda? Chociaż w sumie nie wiem po co – ma hopla na punkcie swojej tkanki tłuszczowej, ja z kolei
uważam, że facet powinien mieć trochę mięsa. Nie za mało, nie za dużo – tak w sam raz. Przyznam szczerze, że bawi mnie z tym liczeniem kalorii i tłuszczu, pozwolił sobie ostatnio na batonika i jak widziałam go studiującego opakowanie to parsknęłam śmiechem.
Do siłowni dochodzą odżywki – czyli kilka razy dziennie miesza proszek z wodą, robi z tego shake’a i pije. Uciekam wtedy gdzie
pieprz rośnie, bo nie znoszę tego słodkiego zapachu, momentalnie mnie mdli. Dobra, odżywki też jeszcze są w porządku, nie on pierwszy i nie ostatni.

Któregoś dnia przyniósł pismo dla kulturystów czy tam innych takich, co to mają obsesję na punkcie mięśni. Czytam sobie, czytam, oglądam zdjęcia itd. W pewnym momencie zaczęłam kręcić głową z dezaprobatą. Zapytał, o co chodzi, więc powiedziałam zgodnie z
prawdą i swoimi odczuciami, że jest to chore, nienormalne i wymiotować mi się chce, jak patrzę na takich mężczyzn. Dokładnie tak myślę – oni wyglądają jakby nie mieli ciała ani skóry, a jedynie mięśnie na wierzchu. I te żyły jak z horroru.

- Ten – pokazał mi faceta na zdjęciu – jechał na sterydach. Źle, bo potem, z czasem, mięśnie obwisają.

- Już Ty mi kitów nie wciskaj – znana jestem ze swojej bezpośredniości, więc i tym razem nie owijałam w bawełnę. – Sam pewnie jesz to gówno. Przecież to od razu widać, jesteś nerwowy, byle co Cię z równowagi wyprowadza. Obrażasz się, a za minutę wszystko wraca do normy. To nie jest naturalne.

Kto miał kiedyś kontakt z typowymi sterydowcami, wie o czym mówię. Większość z nich, dzięki długotrwałemu działaniu tego badziewia,
ma sieczkę zamiast mózgu. Z nim jeszcze nie jest tak źle, ale brakuje mu do normalności, oj brakuje.

Przyznał, że owszem, ma swoje doświadczenia ze sterydami, zaskoczony, że to wyłapałam. Jakby nie było, nie widać po nim, że brał sterydy, mimo rozbudowanego ciała – tak więc nie mogłam tego stwierdzić na podstawie wyglądu zewnętrznego. Wygląda jak normalny (tylko postawniejszy) facet, trochę brzuszka, dużo mięśni, ale bez przesady. Do „bezkarkowców” na pewno się nie zalicza.

- Ale teraz jestem czysty – dodał.

Temat się zamknął, wróciliśmy do pracy. W sobotę poszłam z naszymi wspólnymi kolegami na piwo, jego z nami nie było. Między mnóstwem pogawędek o wszystkim i niczym, przewinęła się sprawa owego kolegi. I sterydów.

- Mówił, że już nie bierze – rzuciłam.
- Tak, na razie! – odparował jeden z kumpli. – Od poniedziałku znowu zaczyna.

Na samą myśl zrobiło mi się gorąco. Jego kapryśny charakter i obrażalstwo już mnie dobija, a co dopiero będzie się działo, gdy
powróci do sterydów? Strach myśleć.

- W ogóle stwierdził, że gdy ostatnio brał sterydy penis mu się skurczył, o tyle – tu kolega obrazowo pokazał, odmierzając palcami.

Zakrztusiłam się piwem z wrażenia, bo niekoniecznie chcę znać aż takie szczegóły. Widać chłopcy zapomnieli, że kobieta wśród nich
siedzi. Ale skoro ktoś to już powiedział…

- Można mieć albo dużego penisa i mózg, albo mięśnie – wypaliłam bez ceregieli.

Dziś, z ciekawości, poszukałam sobie o skutkach ubocznych sterydów. Czytałam i oczom nie wierzyłam, że ktoś może być tak durny, żeby brać to gówno tylko po to, żeby (w swoim przekonaniu) dobrze wyglądać, jednocześnie narażając się na aż takie problemy. Niby nie chce wyglądać jak faceci na fotografiach w piśmie kulturystycznym, pokazał mi zdjęcie w miarę normalnego, wysportowanego faceta z kaloryferkiem na brzuchu i stwierdził, że właśnie do tego dąży. Tylko… no, nie czarujmy się, na sterydach nie będzie tak wyglądał, bo to, co mi pokazał, to naturalnie wypracowane ciało, bez sztucznego dopingu. Dwa razy mniejsze, niż ciało typowego koksiarza.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że lubię faceta. Jest zabawny, rozśmiesza mnie do łez, do rany przyłóż, dobrze wychowany.
Dlatego tym bardziej mi go żal, że wpadł w taką obsesję na punkcie wyglądu – za włosy nie można go potarmosić, bo „jak on teraz
wygląda” (cytat), na temat ciała broń Boże coś mu przygadać, bo trzeba będzie wiać, na siłowni mu koledzy dogryzali, że nie ćwiczy
brzuszka, to o mało zębów nie potracili.

Na własne życzenie niszczyć mózg i ładne, normalne ciało – tego chyba nigdy nie pojmę, widocznie mam za wąskie horyzonty myślowe.



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu



Copyright © Ciemnastronamocy.pl 2017 Community Software by MyBB.