Zaloguj się Nowe konto


Witaj, Gość
Musisz się zarejestrować przed napisaniem posta.

Login/Adres e-mail:
  

Hasło
  





Szukaj na forum

(Zaawansowane szukanie)

Statystyki
» Użytkownicy: 2 539
» Najnowszy użytkownik: Darthmorth
» Wątków na forum: 1 594
» Postów na forum: 10 106

Pełne statystyki

Użytkownicy online
Aktualnie jest 52 użytkowników online.
» 0 Użytkownik(ów) | 52 Gość(i)

Ostatnie wątki
Odblok czy mostek?
Ostatni post: amo
20.08.2017 19:56
» Odpowiedzi: 7
» Wyświetleń: 80
SEKRETY DHT
Ostatni post: SCREAM
19.08.2017 11:56
» Odpowiedzi: 1
» Wyświetleń: 1409
pierwszy raz HGH i Insa :...
Ostatni post: SCREAM
17.08.2017 19:34
» Odpowiedzi: 13
» Wyświetleń: 1096
pomoc w doborze kaloryki ...
Ostatni post: biomechanikus
13.08.2017 20:51
» Odpowiedzi: 12
» Wyświetleń: 142
Długi cykl masa + redukcj...
Ostatni post: jopekmp
11.08.2017 19:20
» Odpowiedzi: 7
» Wyświetleń: 224

 
  SEKRETY DHT
Napisane przez: SCREAM - 18.08.2017 13:12 - Odpowiedzi (1)

Dihydrotestosteron (DHT) jest metabolitem testosteronu – ważnego hormonu anabolicznego, rozwijającego nasze muskuły. Im więcej w organizmie testosteronu, tym większy też poziom DHT. Długi czas uważano, że DHT nie ma żadnego wpływu na mięśnie a tylko odpowiada za niepożądane efekty działania testosteronu – łojotok, łysienie i przerost prostaty. Jednak tym, starym poglądom wydają się przeczyć wyniki nowych badań i opinie sportowców… Jak bowiem wytłumaczyć fakt, że stosowanie testosteronu łącznie z lekami lub suplementami, hamującymi jego przemianę do DHT, daje słabsze efekty anaboliczne, aniżeli ‘czysta kuracja testosteronowa’, pozbawiona podobnej protekcji…? Czyżby nie było więc tutaj alternatywy…? Czy wysoki testosteron i duże muskuły muszą kojarzyć się z pryszczami, łysiną i problemami z siusianiem…?



Każdy adept sportów siłowych wie doskonale, że testosteron jest jednym z najważniejszych hormonów anabolicznych – takich, które zatrzymują białko w tkance mięśniowej i promują rozwój muskulatury. Testosteron należy do grupy androgenów – męskich hormonów płciowych. Wprawdzie poznaliśmy już całą masę hormonów anabolicznych, takich jak insulina, GH czy IGF, jak również zsyntetyzowaliśmy szeroką gamę leków anaboliczno-androgennych, to jednak – pośród sportowców – pik popularności testosteronu utrzymuje się niezmiennie, od ponad półwiecza, na najwyższym poziomie. Duże znaczenie mają tu empiryczne doświadczenia sportowców z testosteronem – wykazujące, że hormon ten najskuteczniej rozwija siłę w proporcji do masy mięśniowej, co nabiera szczególnego znaczenia np. w dyscyplinach z limitami wagowymi. Dlatego też wielką popularnością cieszą się w sporcie suplementy diety, zwane testoboosterami, podnoszące poziom testosteronu (np. Tribusteron 90 który możecie kupić ze zniżką wpisując duzymi literami CSM05 tu http://www.muscle-zone.pl/tribulus/tribu...0-120-kaps ). Nie mniejszą również – farmaceutyczne preparaty samego hormonu. Tu na ich atrakcyjność wpływa niska cena – przystępna w porównaniu z innymi anabolikami, takimi jak IGF czy GH. Kolejna sprawa – to relatywnie wysokie bezpieczeństwo stosowania testosteronu, np. w porównaniu z taką insuliną. Ponadto – testosteron znakomicie wzmacnia aktywność innych anabolików, przez co stanowi cenny dodatek do ‘kuracji’ prowadzonych z wykorzystaniem miksów GH, insuliny i IGF. I w końcu – testosteron wciąż pozostaje związkiem, którego stosowania relatywnie trudno dowodzić, a więc wdzięcznym do aranżacji przeróżnych manipulacji dopingowych. Testosteron to pierwszy hormon, zastosowany jako środek anaboliczny, jeszcze przed rozpoczęciem II wojny światowej. Widzimy jednak, że stary testosteron trzyma się dobrze i niezmiennie króluje pośród anabolików.



Testosteron wnika do komórek mięśniowych, gdzie łączy się ze swoistym białkiem, wyspecjalizowanym w jego wiązaniu – receptorem androgenowym (AR). Receptor androgenowy jest jednocześnie czynnikiem transkrypcyjnym, który – aktywowany testosteronem – pobudza geny do produkcji białek. Pobudzone geny wzmagają teraz syntezę tych biomolekuł – zarówno białek strukturalnych, np. białek kurczliwych włókienek mięśniowych, jak też białek enzymatycznych i sygnałowych – a pośród tych ostatnich – np. czynników wzrostowych i lokalnych hormonów tkankowych o aktywności anabolicznej, które aktywują inne czynniki transkrypcyjne, pobudzające następne geny do produkcji kolejnych białek mięśniowych. Masa i siła mięśni rośnie… Jednak w ten, bezpośredni sposób testosteron działa w zasadzie, jedynie w tkance mięśniowej. W innych tkankach, zależnych od androgenów lub wrażliwych na ich działanie, testosteron jest tylko prohormonem. W komórkach tych tkanek, białko receptora androgenowego nie stanowi głównego celu dla testosteronu. Celem tym pozostaje natomiast białko pewnego enzymu – 5 alfa reduktazy. Pod wpływem 5 alfa reduktazy dochodzi do przemiany testosteronu w DHT, który to dopiero wiąże receptory androgenowe i pobudza geny do produkcji białek strukturalnych, enzymatycznych i sygnałowych, powiększających masę danego narządu czy tkanki. Takie zdarzenia zachodzą właśnie w prostacie, co prowadzi do przerostu tego gruczołu i związanych z tym dolegliwości. Również – w gruczołach łojowych… Pod wpływem DHT – gruczoły te rozrastają się i produkują więcej łoju, co sprzyja pojawieniu się cery trądzikowej i rozwojowi łojotokowego zapalenia skóry. Kiedy natomiast przerastają gruczoły łojowe mieszków włosowych na głowie, dochodzi do miniaturyzacji mieszków – a w konsekwencji – charakterystycznego łysienia typu androgenowego.
Jeżeli więc zwiększamy w organizmie poziom testosteronu – czy to treningiem siłowym, czy odpowiednią dietą, czy suplementami diety, czy w końcu zastrzykiem gotowego hormonu – poprawiamy wprawdzie znacząco konstytucję naszej muskulatury, ale jednocześnie przyspieszamy też proces łysienia oraz narażamy się na rozwój problemów skórnych i urologicznych.



Jednak drobne problemy z pryszczami, łysieniem czy prostatą nie będą w stanie powstrzymać ambicji panów ćwiczących rekreacyjnie, rozmiłowanych w sportach siłowych, a już tym bardziej – sportowców wyczynowych, zdeterminowanych na sukces. Teraz, zazwyczaj, w ruch wchodzą inhibitory 5 alfa reduktazy – ‘specyfiki’ ograniczające aktywność tego enzymu, a tym samym – blokujące produkcję DHT i obniżające poziom tego hormonu we wnętrzu komórek docelowych. Amatorzy, podnoszący poziom testosteronu treningiem, dietą lub testoboosterami, wykorzystują przeważnie łagodniejsze środki ziołowe. Najczęściej – preparaty oparte o ekstrakty z owoców palmy sabalowej, takie jak np. Prostatan. Wyczynowcy, ‘sypiący konkretny towar’ – Undestor, Omnaderen czy Testosteronum Prolongatum – potrzebują zazwyczaj czegoś silniejszego… Sięgają więc najczęściej po finasterdy i dutasteryd – substancje lecznicze, skutecznie obniżające poziom DHT. Odpowiednio – o 70 i 90 procent. Takie postępowanie podyktowane jest przykrymi doświadczeniami poprzednich pokoleń siłaczy… U wielu z nich – długotrwałe przyjmowanie wysokich dawek testosteronu doprowadziło do tak poważnych problemów urologicznych, że koniecznością okazywało się cewnikowanie pęcherza i operacyjne leczenie gruczołu krokowego.

Teoretycznie, postępowanie takie, polegające na hamowaniu aktywności 5 alfa reduktazy, wydaje się ze wszech miar korzystne… Jeżeli zablokujemy wytwarzanie DHT, to – nawet przy dużym bonusie testosteronu – zminimalizujemy ryzyko trądziku, łysienia i przerostu prostaty. Jeżeli zmniejszymy przemianę testosteronu do DHT, to więcej tego pierwszego, niezmienionego hormonu pozostanie do rozwoju muskulatury, bo pamiętamy, że w muskułach testosteron działa bez uprzedniego przekształcenia do DHT.Hamowanie produkcji DHT zapobiegnie też innym problemom zdrowotnym, związanym z nadużywaniem testosteronu… DHT jest ważnym regulatorem tzw. osi podwzgórze-przysadka-gonada. Podwzgórze uwalnia bowiem gonadoliberynę, która stymuluje przysadkę do uwalniania gonadotropiny – hormonu podtrzymującego funkcje życiowe jąder i pobudzającego je do produkcji testosteronu. Wytworzony w jądrach testosteron przenika teraz z obiegiem krwi do wielu tkanek (np. mięśni, skóry, prostaty), w tym – również i do mózgu. Tutaj hamuje aktywność podwzgórza i przysadki, co nazywamy efektem ujemnego sprzężenia zwrotnego i co stanowi mechanizm regulacyjny – ograniczający przyrost masy jąder i produkcję testosteronu, zabezpieczający przed nadmiernym wzrostem poziomu tego hormonu w organizmie. Kiedy jednak dostarczamy długi czas z zewnątrz wysokich dawek testosteronu, ten tak skutecznie blokuje wydzielanie gonadotropiny, że nieraz dochodzi nawet do zaniku jąder. Jednakże w mózgu, tak jak w większości tkanek, testosteron nabiera właściwej aktywności, dopiero po przekształceniu w DHT. Nietrudno zgadnąć, że zablokowanie tego przekształcenia zniesie hamujący wpływ testosteronu na podwzgórze i przysadkę, i ochroni jądra przed fatalnymi skutkami niedoboru gonadotropiny. Warto też zauważyć, że u kolegów korzystających z naturalnych metod podbijania testosteronu, hamowanie powstawania DHT doprowadzi do zniesienia blokady osi podwzgórze-przysadka-gonada i dodatkowego wzrostu poziomu naszego hormonu. I faktycznie – podczas stosowania inhibitorów 5 alfa reduktazy odnotowywano zazwyczaj wyższe wartości testosteronu w surowicy krwi.



Pojawia się problem…

W teorii wszystko wygląda cacy…!

Blokada 5 alfa reduktazy powinna nie tylko chronić nas przed wszelkimi efektami niepożądanymi, związanymi z przyjmowaniem zewnętrznego testosteronu, ale jednocześnie wzmacniać jego anaboliczną aktywność w obrębie tkanki mięśniowej. Problem w tym, że obserwowana empirycznie sytuacja rysuje się zgoła inaczej… W opinii użytkowników – dodatek inhibitorów 5 alfa reduktazy do ‘kuracji testosteronowej’ obniża jej efektywność anaboliczną. Co może jednak leżeć u podstawy takiego stanu rzeczy…?

Koniec częsci 1



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Posiłek potreningowy i niejedzenie po 18
Napisane przez: SCREAM - 08.08.2017 10:40 - Brak odpowiedzi

Posiłek potreningowy i niejedzenie po 18


O tym, jak ważnym posiłkiem jest śniadanie wie prawie każdy. Często zapomina się jednak o posiłku potreningowym. Niejedzenie po 18 również jest często praktykowaną metodą żywieniową. Warto to zmienić!

Posiłek potreningowy jest niezwykle niedoceniany, często zostaje pominięty. Należy uzmysłowić sobie, że rangą ważności można z powodzeniem porównać go do śniadania. Jego pominięcie sprawia, że organizm ma duże trudności z regeneracją, a efekty ćwiczeń mogą być mizerne.




Kiedy?

Posiłek potreningowy powinien zostać spożyty jak najszybciej po zakończonym wysiłku bądz max do godziny po.. Powinny to być cukry proste o możliwie wysokim indeksie glikemicznym, ponieważ organizm jest „głodny” energii, która została zużyta podczas wysiłku – musi uzupełnić zapas glikogenu.

Doskonałym rozwiązaniem będzie 100 proc. sok owocowy lub suszone owoce. O ile w ciągu dnia należy unikać takich produktów, ponieważ grożą odkładaniem tkanki tłuszczowej i wahaniem poziomu cukru, po treningu sprawdzą się znakomicie!

Kolejny posiłek powinien być znacznie bogatszy, zawierać pełnowartościowe proteiny oraz węglowodany złożone o średnim indeksie glikemicznym.

Dobrym przykładem może być porcja makaronu pełnoziarnistego lub białego ryżu z warzywami i dodatkiem chudego mięsa lub ryby.




Po 18

Niejedzenie po 18 jest błędem! Daje szybkie, krótkotrwałe efekty w postaci utraty wagi, ale spowalnia metabolizm. To sprawia, że jesteś bardziej narażony na wystąpienie efektu jo-jo.

Ta dość popularna metoda sprawdza się, ponieważ zwyczajnie spożywamy mniej kalorii. Należy jednak podkreślić, że w nocy, mimo, że metabolizm jest wolniejszy, organizm wciąż potrzebuje pewnych makroskładników. Są to przede wszystkim aminokwasy, cząsteczki które budują białka. Uczestniczą one w produkcji m.in. hormonów.

Najdłużej uwalniane proteiny pochodzą z kazeiny – białka mleka, mimo to, wystarczają na maksymalnie 6-7 godzin. Jeśli więc spożyjemy „kazeinową” kolację około godziny 18, okaże się, że już po północy brakuje aminokwasów. Organizm oczywiście radzi sobie z tą sytuacją, „trawiąc” mięśnie (włókna mięśniowe zbudowane są właśnie z aminokwasów). Uszczuplenie zapasów tej tkanki prowadzi w szybkim czasie do spowolnienia metabolizmu.

By temu zapobiec, ostatni posiłek należy spożyć około 1-1,5 godziny przed snem (niezależnie, która to godzina), unikając jednak chleba, produktów zbożowych i owoców. Nie powinien on dostarczać więc energii w postaci węglowodanów, a jedynie bezpieczne proteiny, które nie niosą specjalnego ryzyka przyrostu tkanki tłuszczowej. Taki zabieg sprawia, że przez większość czasu naszego snu, organizm może czerpać ze spożytych aminokwasów.

Ma to też dodatkową zaletę, białko zwiększa nieco termogenezę, co jest kolejnym czynnikiem przyczyniającym się do utraty wagi.

Należy pamiętać, że ostatni posiłek powinien być lekki, by nie przeszkadzał w spaniu



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Ginekomastia czyli męski problem
Napisane przez: SCREAM - 01.08.2017 09:18 - Brak odpowiedzi

Piersi to podstawowy, widoczny na pierwszy rzut oka, atrybut kobiecości. Problem powstaje wtedy, gdy ów atrybut zaczyna dotyczyć mężczyzny

Bartosz, młody, ponad dwudziestoletni mężczyzna, zdecydował się na usunięcie zalegającej w piersiach tkanki tłuszczu, kiedy ćwiczenia fizyczne na siłowni nie przynosiły efektów.

– Czasem tak po prostu jest. Nie można powiedzieć tkance tłuszczowej, żeby zniknęła akurat z tego, a nie innego miejsca – tłumaczy swoją decyzję. Przyznaje również, że odstające pod koszulką piersi były dla niego przyczyną kompleksów.
U Bartosza problemem była przede wszystkim zalegająca tkanka tłuszczowa. Większym problemem u mężczyzny jest, kiedy mamy do czynienia z przerostem tkanki właściwej gruczołu sutkowego. Aby pozbyć się tejże tkanki potrzeba ingerencji chirurgicznej. Nie można jej zlikwidować dietą ani ćwiczeniami. Ale po kolei.



Czym jest ginekomastia?

Ginekomastią zwykło się potocznie nazywać zabieg usunięcia tkanki tłuszczowej lub gruczołowej (lub obu), podczas gdy jest to przede wszystkim nazwa choroby, która z różnych przyczyn, obustronnie lub jednostronnie, może pojawić się u mężczyzny w każdym wieku. Według różnych badań, problem ginekomastii dotyczy 40 – 50 proc. męskiej populacji, na którymś z etapów życia.

Właściwie należałoby rozróżnić dwa pojęcia: lipomastię i ginekomastię. Większość mężczyzn boryka się właśnie z pierwszą przypadłością, czyli nadmiarem tkanki tłuszczowej nagromadzonej właśnie w okolicy piersi. Drugi termin określa problem związany również z tkanką gruczołową. Niemniej, pojęć używa się wymiennie lub zamiennie. Aby stwierdzić jednoznacznie, z czym mamy do czynienia, konieczne jest USG piersi.

Przyczyną ginekomastii właściwej (często spotykanej u mężczyzn po 50. roku życia) są zaburzenia hormonalne między poziomem androgenów i estrogenów. Naukowcy doszukują się również przyczyn powstawania ginekomastii w pierwotnej lub wtórnej nadczynności przysadki mózgowej oraz pośrednio w działaniu innych hormonów, tarczycy i nadnerczy.
Lista leków, po których u mężczyzny pojawiają się objawy ginekomastii jest długa. Należą do nich, m.in. leki, które stosuje się w leczeniu niepłodności, oligospermi


czy opóźnionym dojrzewaniu, leki używane przy leczeniu wrzodów żołądka, leki używane w leczeniu nowotworów, anaboliki (mężczyźni zażywający sterydy mają problem z ginekomastią). Do tej listy należy dołożyć (choć naukowcy nie wiedzą jeszcze dlaczego) – leki na reumatoidalne zapalenie stawów, leki stosowane przy leczeniu gruźlicy płuc, a nawet niektóre narkotyki czy płyn na porost włosów!



Narastający problem

Brytyjskie media rozpisywały się na temat ogromnego problemu ginekomastii wśród dorastających chłopców. Problem może nie zaskakiwać, bowiem Brytyjczycy to obecnie jeden z najbardziej otyłych narodów na świecie, a złe wzorce żywieniowe młode pokolenie zdaje się z ochotą adaptować. Chirurg Christian Duncan, który specjalizuje się w przypadkach związanych z otyłością, poinformował w wywiadzie dla DailyMail, że w ciągu roku zoperował co najmniej 20 otyłych chłopców z problemem ginekomastii.

- W moim gabinecie i na moim stole operacyjnym lądują chłopcy, którzy mają problem z prawdziwą ginekomastią gruczołową! Kiedyś to były jednostkowe przypadki, teraz jest ich coraz więcej. Obawiam się również, że ten problem będzie narastał. Jestem przekonany, że zła dieta oraz otyłość sprawiają, że hormony zaczynają źle pracować i pojawia się problem ginekomastii – mówi z przekonaniem Duncan.

W języku angielskim przyjęło się określenie „Moobs” (połączenie słów „men” + „boobs”) co w języku potocznym oznacza męskie cycki. Ginekomastia u dorastających chłopców stwarza dodatkowe problemy braku akceptacji ze strony rówieśników, wyśmiewania i dręczenia z powodu wyglądu.

W tekście „Nice tits” („Fajne cycki” – przyp. red.) opublikowanym w Huffingtonpost.com, w czerwcu br., możemy przeczytać poruszającą historię młodego mężczyzny (Colina Slattery), któremu ginekomastia przyczyniła wielu zmartwień i przykrości. Tekst jest jednocześnie petycją do amerykańskiego rządu, aby usunięcie ginekomastii było objęte ubezpieczeniem społecznym. Slattery argumentuje, że ginekomastia może być przyczyną prawdziwej tragedii w życiu mężczyzny. – Większość osób nie ma pojęcia, czym prawdziwa ginekomastia jest. Niewielu ma w ogóle odwagę mówić o tym publicznie – pisze Colin. – Ginekomastia jest dla mężczyzny powodem ogromnego wstydu, przygnębienia, depresji, podjęcia próby samobójczej, wykluczenia społecznego – dodaje. Slattery wspomina, że w pewnym momencie swojego życia zrezygnował z jakiejkolwiek aktywności fizycznej, żeby tylko nie musieć pokazywać się w samej koszulce. Nosił po kilka warstw ubrań, żeby odstające piersi się nie odznaczały się spod ubrania. Colin Slattery ma dziś 23 lata i nie stać go na opłacenie operacji, która pozwoliłaby mu pozbyć się ginekomastii i tym samym poprawić jakość życia.




Jak sobie z tym radzić?

Ginekomastia może być „samodzielną” dolegliwością lub być rezultatem innej choroby. Jeżeli mamy do czynienia z drugim przypadkiem – leczy się przyczynę. W 50 proc. przypadków ginekomastii nie udaje się ustalić przyczyny. Nazywa się ją wtedy idiopatyczną. Jeżeli ginekomastia nie jest objawem nowotworu sutka, wówczas nie trzeba jej leczyć. Chirurgia i inne zabiegi medycyny estetycznej są po to, aby pacjent poczuł się lepiej i odzyskał pewność siebie.

Bartosz zdecydował się na zabieg CoolSculpting by Zeltiq, który stosuje się głównie do likwidacji tkanki tłuszczowej na brzuchu i udach. – Klinika skonsultowała z dystrybutorem urządzenia w USA czy może ono być użyte także na piersi. Były obawy czy zimno (zabieg działa na zasadzie kriolipolizy, zamrażania i wydalania komórek tłuszczowych – przyp. red.) nie wpłynie niekorzystnie na sutki. Jednak nie było przeciwwskazań, więc udałem się na zabieg – wspomina Bartosz, który jest 1,5 miesiąca po zabiegu. – Po trzech tygodniach mam 6 cm mniej w klatce piersiowej. A to jeszcze nie koniec, bo na ostateczny efekt zabiegu czeka się ok. 2 miesięcy. – Jestem bardzo zadowolony z efektu i zdecydowałbym się raz jeszcze. To nie jest wstydliwe dla mężczyzny – po prostu o siebie dbać – podkreśla. Bartosza do procedury przekonała także mała inwazyjność.
CoolSculpting to nie jedyna metoda pozbycia się ginekomastii. Mężczyznom, którzy źle czują się z wystającymi piersiami, z pomocą przychodzi chirurgia plastyczna. Jeżeli mamy do czynienia, jak w przypadku Bartosza, z ginekomastią tłuszczową wówczas dobrym rozwiązaniem jest liposukcja.

Jeżeli są to i tkanka tłuszczowa i gruczołowa, wówczas chirurg musi usunąć obie tkanki, tę drugą za pomocą cięcia. Aby dowiedzieć się, z jaką tkanką mamy do czynienia konieczne jest USG piersi. Jest ono podstawowym badaniem, po obejrzeniu którego chirurg może podjąć decyzję odnośnie zabiegu. Po obu zabiegach pacjent musi nosić przez jakiś czas specjalną kamizelkę. Niemniej dość szybko może powrócić do normalnego funkcjonowania.

- Sporo mężczyzn z zagranicy przylatuje do Polski w celu usunięcia problemu ginekomastii – mówi Tomasz Zdun, project manager serwisu bookingowego turystyki medycznej. – Kliniki, które współpracują z naszym serwisem oferują usuwanie zarówno lipomastii, jak i ginekomastii właściwej. Na koniec warto wspomnieć o tym, że podczas gdy jedni panowie cierpią i zmagają się z kompleksami posiadania piersi – inni je sobie powiększają. Na drugim biegunie ginekomastii znajdują się operacje plastyczne wszczepienia męskich implantów w klatkę piersiową. Kto i w jakich sytuacjach decyduje się na tego typu operacje? Zwykle panowie, którzy bardzo dbają o wygląd i proporcje swojego ciała. A do tych idealnych brakuje im właśnie męskich implantów, które mają dodawać im męskości



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Resweratrol
Napisane przez: SCREAM - 26.07.2017 10:13 - Odpowiedzi (1)

Odkrycie przez Takaokę nowej substancji roślinnej nie wzbudziło wielkiego zainteresowania w 1939 roku, w szykującej się do wojny Japonii. Nowoodkrytemu związkowi badacz nasz nadał nazwę resveratrol, co – tłumacząc z łaciny – należałoby odczytać: ‘alkoholowa rzecz ciemiężycy’, bo końcówka ol wskazuje w chemii na alkohol, przedrostek res to po łacinie ‘rzecz’, zaś rośliną, z której wyodrębniono bohatera dzisiejszej opowieści, była ciemiężyca wielkokwiatowa – veratrum grandifolium. Gdyby jednak już wtedy Japończycy dysponowali dzisiejszą wiedzą o resweratrolu, zapewne spróbowaliby wykorzystać go do podnoszenia sprawności bojowej żołnierzy swoich jednostek elitarnych, tak jak robili to w tym samym czasie Niemcy, z dopiero co zidentyfikowanym, męskim hormonem płciowym – testosteronem.





Resweratrol sprzedaje się na zachodzie jak ‘świeże bułeczki. W okresie od zakończenia wojny do lat 80., związek ten dość intensywnie badali Japończycy, bo był on głównym składnikiem aktywnym kojo-kon – miejscowej odmiany rdestu ptasiego – tradycyjnego zioła tutejszej medycyny ludowej, to jednak wyniki tych prac nie wyszyły poza obszar Dalekiego Wschodu i w większości nie doczekały się nawet tłumaczenia na język angielski. Głośniej o resweratrolu zaczęło robić się dopiero w latach 80., gdy Siemann i Creasy odkryli go w winogronach i czerwonym winie, i przypisali mu rolę sprawcy tzw. ‘francuskiego paradoksu’ – niskiej zapadalności mieszkańców basenu Morza Śródziemnego na choroby układu krążenia, pomimo wysokiego spożycia tłuszczów zwierzęcych i cholesterolu – składników pokarmowych, znanych ze swych silnych właściwości promiażdżycowych. I chociaż później dowiedziono również skuteczności resweratrolu w zapobieganiu rozwojowi różnego typu nowotworów, to jednak jeszcze nie te właściwości zadecydowały o jego błyskotliwej karierze… ‘Bum resweratrolowy’ nastąpił wkrótce po tym, jak w trakcie prac badawczych ustalono, że związek ten silnie (13-krotnie) aktywuje tzw. ‘ enzymy młodości’ – sirtuiny – przedłużające o kilkadziesiąt (nawet o 70) procent czas życia organizmów doświadczalnych i zwierząt laboratoryjnych, w tym blisko spokrewnionych z ludźmi ssaków naczelnych. Dodatkowo wykazano, że resweratrol sprzyja intensywnemu spalaniu tłuszczu i szybkiej redukcji tkanki tłuszczowej, co powiększyło grono jego fanów o osoby z tendencją do tycia. Do grona konsumentów resweratrolu, obok amatorów długiego, zdrowego i szczupłego życia, błyskawicznie dołączyli sportowcy; kiedy badania udowodniły, że związek ten niezwykle efektywnie wspomaga rozwój wydolności tlenowej niemal z taką samą skutecznością, jak sterydy anaboliczne rozwój masy mięśniowej. Jednak wyniki kilku nowych prac, w tym omawianego tu dzisiaj, najaktualniejszego doświadczenia, wydają się dowodzić, że równie duże korzyści z suplementacji resweratrolu mogą uzyskać zawodnicy dyscyplin siłowych i sylwetkowych. I nie chodzi tu tylko o efekt redukcji tłuszczu podskórnego – też ważny w niektórych z tych konkurencji – ale o wpływ resweratrolu na ochronę i regenerację mięśni oraz ewentualny rozwój ich siły i masy…





Środki anaboliczne, pobudzające syntezę białek i zatrzymujące białko w mięśniach (i kościach, ale ten temat nie będzie przedmiotem dzisiejszych rozważań), a tym samym sprzyjające utrzymaniu odpowiedniej masy tej tkanki, to niezwykle atrakcyjna grupa ‘medykamentów’ dla lecznictwa, hodowli i sportu. W medycynie chodzi głównie o leczenie różnych postaci wyniszczenia (charłactwa), przebiegających z drastyczną utratą masy mięśniowej, będących powikłaniem głodzenia, procesów starzenia się organizmu (sarkopenia), chorób układu pokarmowego i oddechowego, cukrzycy, nadczynności tarczycy, dysfunkcji przysadki lub podwzgórza, chorób psychicznych (anoreksji, depresji, schizofrenii, nerwicy), gruźlicy, zakażeń pasożytniczych, dializoterapii, długotrwałej terapii przeciw-cholesterolowej czy nowotworów (kacheksja). Do głębokiej utraty masy mięśniowej dochodzi również w przypadkach długotrwałego unieruchomienia po skomplikowanych operacjach i rozległych urazach ciała. Dzisiejsze czasy niosą również nowe wyzwania – utrata masy mięśniowej jest bodaj najpoważniejszym powikłaniem długiego przebywania w stanie nieważkości, więc z tym problemem też musi zmierzyć się współczesna medycyna, jeżeli marzą się nam dalekie podróże kosmiczne lub akcje kolonizacyjne księżyca. Natomiast w hodowli chodzi o szybszy przyrost wagi rzeźnej zwierząt, a co za tym idzie – większe zyski producentów żywności (przy okazji – może też o rozwiązanie problemu globalnego deficytu białka pokarmowego). W sporcie – wiadomo (!) – o szybszy rozwój większej masy mięśniowej, determinującej poziom wytrenowania, szczególnie w dyscyplinach siłowych i sylwetkowych.





Tutaj należy podkreślić, że ubytek masy mięśniowej skutkuje nie tylko problemami lokomocyjnymi lub siłowymi, prowadzącymi do upadków i złamań – czy generalnie – utrudniającymi codzienną egzystencję osób chorych i starszych… Tkanka mięśniowa jest też niezwykle ważną strukturą metaboliczną, szczególnie żywotnie zaangażowaną w regulację poziomu cukru we krwi oraz gospodarkę tłuszczową i cholesterolową, więc jej deficytowi towarzyszą zazwyczaj poważne zaburzenia metaboliczne, objawiające się pogorszeniem tolerancji glukozy i obniżeniem wrażliwości na insulinę, a także rozwojem zmian miażdżycowych. Masa mięśniowa stanowi też o estetyce naszego ciała… Panowie zazwyczaj dobrze o tym wiedzą, podczas gdy Panie często nie zdają sobie z tego sprawy. Niejednokrotnie, stosując restrykcyjne i nieracjonalne diety, przy braku odpowiedniej aktywności ruchowej, gubią wprawdzie wagę, ale tracą głównie białka mięśniowe, a jedynie w niewielkim stopniu – tłuszcz zapasowy. I tu należy przypomnieć, że tzw. ‘jędrna pupa’ – to wysoka jakość mięśnia pośladkowego, przy niskim poziomie oblekającej go tkanki tłuszczowej.




Ostatecznie widzimy więc, że skuteczne i bezpieczne środki anaboliczne – jeżeli tylko zostaną odkryte lub zsyntetyzowane – przyniosą trudne do przecenienia korzyści dla naszego zdrowia, portfela i naszej sylwetki. Problem jedynie w tym, że niemal wszystkie, stosowane dziś leki anaboliczne, poza małymi wyjątkami, są pochodnymi męskiego hormonu płciowego – testosteronu. W związku z tym – działają nie tylko anabolicznie, czyli wzrostowo na mięśnie i kości, ale też androgennie – rozwijają męskie cechy i gruczoły płciowe, i dlatego też nazywane są w nomenklaturze naukowej – steroidami anaboliczno-androgennymi. Te cechy znacząco ograniczają ich wykorzystanie, co zrozumiale, w leczeniu kobiet i dzieci, ale nawet i mężczyzn – bo tutaj prowadzą do przerostu i innych schorzeń prostaty. Widać jasno, że hodowcy też mają ‘skrępowane ręce’ w wykorzystaniu tego typu środków, gdyż te – kumulując się w tkankach zwierząt – mogą szkodzić spożywającym je konsumentom. Trudno również rekomendować sterydy anaboliczne sportowcom, nawet tym – trenującym dla siebie i nie podlegającym jurysdykcji Komisji Antydopingowej (leki te są w sporcie zakazane), gdyż koszt zdrowotny ich stosowania może przewyższyć pożytek dla formy. W tej sytuacji – farmakologia poszukuje od ponad pół wieku, pośród syntetycznych molekuł, bezpiecznych anabolików, pozbawionych aktywności androgennej. Jednak – jak dotąd – wciąż raczej tylko z perspektywami na przyszłość, za to bez spektakularnych rezultatów na dzień dzisiejszy. Nic więc też dziwnego, że bardziej niecierpliwi czy też naturalistycznie nastawieni naukowcy wzięli się tutaj za testowanie składników roślinnych. Na ten stan rzeczy nakłada się jeszcze jeden fakt – kilka lat temu wycofano z rynku amerykańskiego grupę hormonów steroidowych, naturalnie występujących w ludzkim organizmie, nazywanych obiegowo prohormonami, które można było nabywać tam bez przepisu lekarza, a które były zazwyczaj oferowane przez ich producentów – jako suplementy sportowe. Tę lukę trzeba oczywiście czymś zapełnić (rynek nie znosi próżni), a z reguły bezpieczne związki roślinne wydają się tutaj najlepszymi, naturalnymi kandydatami…






Stephane Blanc i Iman Momken z Uniwersytetu w Strasburgu (badanie opublikowane w czerwcu 2011 roku), kierując wieloośrodkowym zespołem naukowców, zawiesili na 15 dni dwie grupy szczurów za tylne łapy, co miało naśladować stan nieważkości lub unieruchomienie po wypadku – sytuacje związane z brakiem aktywności ruchowej. Jedna grupa podwieszonych szczurów otrzymywała resweratrol, podczas gdy druga – nie. Zarówno w przypadku braku grawitacji, jak też aktywności ruchowej, dochodzi do intensywnego rozpadu białek i głębokich zmian degeneracyjnych w obrębie tkanki mięśniowej: mięśnie zanikają – stają się małe i słabe. Szczury z grupy bez resweratrolu utraciły więc dużo masy i siły mięśniowej. Natomiast gryzonie pałaszujące resweratrol zachowały prawidłowy bilans białkowy, odpowiednią masę szybko- i wolnokurczliwych włókien mięśniowych, właściwe napięcie spoczynkowe oraz maksymalną siłę skurczu muskułów.

W badaniu tym naukowcy wyodrębnili jeszcze dwie, dodatkowe grupy zwierząt – szczury pozostawione w spokoju i bez żadnej interwencji farmakologicznej oraz szczury nie męczone podwieszaniem, a otrzymujące jedynie odpowiednią dawkę resweratrolu. Co niezwykle ciekawe – waga (masa) wybranego do testu mięśnia płaszczkowatego łydki oraz poziom netto zatrzymywania białka w organizmie, w tej ostatniej grupie były właśnie najwyższe. A ciekawe jest to z tego powodu, że dowodzi, iż podawanie resweratrolu nie tylko zapobiega deficytom masy mięśniowej w sytuacji unieruchomienia czy nieważkości, ale sprzyja też rozwojowi muskułów u normalnych, zdrowych osobników.

Wyniki tego badania uznano za niezwykle cenne i wręcz przełomowe, gdyż wszystkie stosowane do tej pory w sytuacji unieruchomienia środki – chociaż czasami dawały pewną poprawę – nie do końca spełniały pokładane w nich nadzieje. Uzyskane rewelacje naukowcy próbowali oczywiście wytłumaczyć na poziomie molekularnym, przywołując przy tym zarówno wyniki swoich, jak też wcześniejszych prac innych zespołów badawczych…





Już od długiego czasu wiemy, że stan nieważkości lub unieruchomienie prowadzą do głębokich zaburzeń hormonalnych; dochodzi tutaj do wzrostu poziomu kortyzolu we krwi oraz rozwoju oporności tkanki mięśniowej na insulinę (insulinooporności). Kortyzol jest hormonem katabolicznym, promującym rozpad białek mięśniowych, zaś insulina – hormonem anabolicznym, silnie stymulującym ich wytwarzanie oraz potęgującym napływ energetycznej glukozy do wnętrza komórek mięśniowych. Tak więc zarówno nadmiar kortyzolu, jak też obniżona wrażliwość tkanki mięśniowej na insulinę, prowadzą do utraty masy i spadku siły muskułów. Natomiast resweratrol, jak dowiodły wcześniejsze badania oraz praca cytowana powyżej, kreuje obraz hormonalny, niezwykle korzystny dla potrzeb egzystencjalnych tkanki mięśniowej…

Zdecydowanie obniża poziom katabolicznego kortyzolu! W 2005 roku, w badaniu na szczurach, Supronsilchai obserwował 47-procentowy spadek syntezy kortykosteronu w odpowiedzi na ACTH, w nadnerczach zwierząt karmionych resweratrolem. (Nadnercza to gruczoły wytwarzające kortyzol, kortykosteron to szczurzy odpowiednik ludzkiego kortyzolu, zaś ACTH to hormon przysadki mózgowej, pobudzający nadnercza do produkcji kortykosterydów – całej tej grupy hormonów katabolicznych.) W omawianym wyżej badaniu Momkena, w grupie podwieszonych oraz w grupie nie podwieszonych szczurów otrzymujących resweratrol, poziom kortykosteronu był odpowiednio o ok. 25 i 55 procent niższy, aniżeli w grupie zwierząt podwieszonych, pozbawionych wspomagania resweratrolem. Uważa się, że ujemny wpływ na produkcję kortykosterydów jest tutaj głównie efektem inhibicji (hamowania) przez resweratrol 21-hydroksylazy – enzymu o kluczowym znaczeniu dla syntezy całej tej grupy hormonów.

Resweratrol intensyfikuje transport glukozy do wnętrza komórek mięśniowych i zwiększa wrażliwość tkanki mięśniowej na insulinę – a co za tym idzie – przeciwdziała rozwojowi insulinooporności. Takie wnioski wyłaniają się zarówno z pracy Momkena, jak też z badań innych autorów: Bauer (2006), Lagouge (2006), Su (2006), Chi (2007), Park (2007), Barger (2008), Deng (2008). Taka aktywność resweratrolu wynika po części z jego stymulującego wpływu na wspominane wcześniej sirtuiny, czyściwo zaś ze zdolności do podnoszenia poziomu adiponektyny (Wang, 2011) – hormonu współpracującego w mięśniach z insuliną. Oba te hormony wpływają bowiem dodatnio na transportery glukozy – GLUT4 – przenoszące cząsteczki tego cukru z krwiobiegu do komórek mięśniowych: podczas gdy insulina mobilizuje je z wnętrza komórki do błony komórkowej, adiponektyna zwiększa liczbę ich cząsteczek, stymulując produkcję.

Co najmniej tak samo silnym anabolikiem, jak insulina, jest najważniejszy męski hormon płciowy – antagonista katabolicznego kortyzolu – testosteron. Testosteron działa między innymi w ten sposób, że pobudza w komórkach mięśniowych produkcję molekuł insulinopodobnego czynnika wzrostu – IGF-1, który – na co już jego nazwa wskazuje – wpływa tak samo silnie stymulująco na anabolizm białek mięśniowych i domięśniowy transport glukozy, jak insulina. (Sportowcy często wstrzykują sobie jeden i drugi hormon – IGF-1 i testosteron – w celu przyspieszenia rozwoju siły i masy mięśniowej.) Natomiast Sunhee Shin uzyskał prawie 52-procentowy wzrost poziomu testosteronu u samców myszy karmionych przez 28 dni reweratrolem. Jak donosił Wang reweratrol ogranicza aktywność i zmniejsza stężenie aromatazy – enzymu przekształcającego testosteron w estradiol. A że estradiol, poprzez tzw. mechanizm ujemnego sprzężenia zwrotnego, hamuje produkcje testosteronu, dlatego blokada aromatazy może leżeć u podstaw opisanego wyżej zjawiska – wzrostu poziomu tego męskiego hormonu płciowego w efekcie podawania reweratrolu.





Największy udział w ochronnym działaniu resweratrolu na mięśnie (w tym – utrzymaniu ich wrażliwości na insulinę) ma jednak zapewne jego stymulujący wpływ na aktywność wspominanych na wstępie ‘enzymów młodości’ – sirtuin. Istnieją dwa zasadnicze sposoby aktywacji enzymów: pierwszy – jakościowy – gdzie cząsteczka jakiegoś przekaźnika informacji wiąże się z enzymem i tak zmienia kształt jego białka, że ten zwiększa swoją aktywność katalityczną, i drugi – ilościowy – gdzie jakaś cząsteczka sygnałowa oddziałuje na tzw. czynniki transkrypcyjne, pobudzające geny do wzmożonej produkcji molekuł białkowych danego enzymu, a im więcej cząsteczek enzymu – tym, wiadomo, silniejsza ich aktywność katalityczna. W przypadku reweratrolu niezwykle ciekawe jest to, że związek ten na pewno aktywuje sirtuiny pierwszym, a najprawdopodobniej również i drugim sposobem. Tak jednak, jak pierwszy sposób udokumentowano dosyć szczegółowo, tak drugiego jeszcze dokładnie nie prześledzono.

W naturalny sposób sirtuiny ulegają aktywacji w mięśniach, w sytuacji niedostatku energetycznego, spowodowanego np. niskokaloryczną dietą, gdyż są enzymami adaptującymi organizm do egzystencji przy dyskomforcie energetycznym. Niedobór pożywienia skutkuje pobudzeniem wspominanych czynników transkrypcyjnych, sygnowanych w tym przypadku skrótem FoxO3a, które pobudzają geny do wzmożonej produkcji białek konkretnej grupy sirtuin – SIRT1. Przez pewien czas uważano więc, że sirtuiny wpływają raczej negatywnie na mięśnie, hamując w ich komórkach syntezę białek, gdyż proces ten wymaga wysokich nakładów energetycznych. Ostatnio jednak cała ta sprawa bardzo się zagmatwała… Niedobór energetyczny powstaje też przecież w efekcie wysiłku fizycznego, więc sirtuiny – jak dowiedziono – i tutaj włączają się intensywnie do akcji; najprawdopodobniej po to, aby ochraniać muskuły przed negatywnymi konsekwencjami wytężonej pracy. Okazało się, że również napięcie mechaniczne włókien mięśniowych podczas ich pracy pobudza geny do wzmożonej produkcji SIRT1 – tyle tylko, że za pośrednictwem innych czynników transkrypcyjnych – EGR1. Ustalono, że sirtuiny nie ograniczają przerostu tkanki mięśniowej, indukowanego ciężkim wysiłkiem fizycznym, pomimo że – faktycznie – spowalniają nieco anabolizm. Okazuje się bowiem, że stres oksydacyjny (nadmiar wolnych rodników), wywołany np. ciężkim treningiem siłowym, aktywuje w komórkach mięśniowych inne enzymy – tzw. polimerazy poli(ADP-rybozy) – PARP. Natomiast PARP silnie konkurują z sirtuinami o NAD – koenzym nieodzowny do pracy jednych i drugich enzymów – i czasowo pozbawiają je aktywności. Enzymy te konkurują też z sirtuinami na szlakach anabolicznych, które wzmacniają, jak również aktywują najsilniejszy czynnik transkrypcyjny, pobudzający geny komórek mięśniowych do syntezy białek – NFkB. Sirtuiny włączają się natomiast do akcji dopiero po pewnym czasie od zakończenia treningu, kiedy to wyhamowują aktywność PARP na trzy sposoby – poprzez konkurencję o NAD i szlaki anaboliczne, jak również – poprzez wpływ na same PARP; sirtuiny zmieniają bowiem strukturę tych enzymów, usuwając z nich cząsteczkę kwasu octowego (chodzi tutaj o zjawisko tzw. deacetylacji, o którym będzie jeszcze mowa – poniżej). Naturalna konkurencja pomiędzy tymi enzymami jest najprawdopodobniej nieodzownym warunkiem rozwoju tkanki mięśniowej w odpowiedzi na trening siłowy. Kiedy bowiem przewagę zdobywają po pewnym czasie sirtuiny, wprawdzie spowalniają nieco anabolizm, ale jednocześnie niezwykle silnie hamują katabolizm. Ogólnie spowalniają więc tzw. obrót białkowy (protein turnover), co ostatecznie skutkuje jednak większym zatrzymywaniem białek (mniej białek powstaje, ale znacznie więcej zostaje oszczędzonych), czyli korzystnym bilansem białkowym. Jeżeli sirtuiny nie włączają się do akcji, jak ma to miejsce w tkance mięśniowej staruszków (sarkopenia), odpowiedź wzrostowa mięśni na trening oporowy jest bardzo ograniczona. Wtedy to bowiem działają tylko szlaki metaboliczne, kontrolowane przez PARP, które kształtują niezwykle szybki obrót białkowy – silny anabolizm przy jednocześnie bardzo silnym katabolizmie. Ta sytuacja korzystna jest tylko krótko po zakończeniu wysiłku. Teraz w komórkach mięśniowych pojawia się bowiem ogromna ilość białek uszkodzonych naprężeniami mechanicznymi i ubocznymi produktami przemiany materii (np. wolnymi rodnikami). Białka te muszą zostać usunięte i zastąpione nowymi – zdrowymi i funkcjonalnymi. Teraz więc szybki obrót białkowy ma swoje głębokie uzasadnienie: szybki katabolizm rozbija uszkodzone białka na aminokwasy, podczas gdy równolegle szybki anabolizm buduje z odzyskanych aminokwasów nowe białka – silne mechanicznie i sprawne metabolicznie. Kiedy jednak stan szybkiego obrotu białkowego, nie spowalnianego sirtuinami, przedłuża się niezasadnie – katabolizm zaczyna górować nad anabolizmem, rozbijaniu ulegają też białka – kiedy brakuje już uszkodzonych – zdrowe i funkcjonalne, co skutkuje ostatecznie ustaleniem niekorzystnego bilansu białkowego.


Część 1



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Trądzik kulturystyczny
Napisane przez: SCREAM - 21.07.2017 11:20 - Odpowiedzi (1)

Trądzik kulturystyczny



Trądzik jest zaliczany do najczęstszych chorób skóry. Według aktualnych sondaży, zmaga się z nim 95% chłopców i 80% dziewcząt w okresie dojrzewania. Co gorsza, problem ten zazwyczaj nie kończy się wraz z uzyskaniem pełnoletności. Prawie połowa kobiet między 25 a 44 rokiem życia męczy się z niedoskonałościami swojej cery, podobnie jak wielu mężczyzn. Ale dlaczego natura potrafi być tak okrutna, i to w najważniejszym dla nas momencie, kiedy najbardziej chcemy się podobać, zawierać przyjaźnie, flirtować, szukać pracy. . . ?


Nasza skóra pozostaje młoda, świeża i jędrna, dopóki jest odpowiednio chroniona, nawilżana i natłuszczana. Eliksirem młodości jest dla niej specjalna wydzielina łojowa, produkowana przez maleńkie zbiorniczki, znajdujące się głęboko w skórze, tzw. gruczoły łojowe. Substancja ta zapewnia powłoce skórnej utrzymanie odpowiedniej elastyczności, zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody, a także utrzymuje jej gładkość i jędrność. Gruczoły łojowe łączą się z powierzchnią skóry specjalnymi kanałami, za pomocą których transportują łój na zewnątrz. Jeżeli substancja natłuszczająca produkowana jest w ilościach odpowiadających wymaganiom skóry, wówczas nasza cera staje się gładka, napięta o naturalnym i zdrowym kolorze. Gdy jednak gruczoły pracują zbyt nadgorliwe, wówczas nadmierna ilość łoju zalewa naszą skórę oleistą warstwą, czyniąc ją świecącą, tłustą, o nieświeżym wyglądzie. Również zbyt mała ilość produkowanej substancji łojowej może odbijać się niekorzystnie na wyglądzie skóry, powodując jej przesuszenie i przyspieszone starzenie.



Gdy zaczynamy dojrzewać...

Praca gruczołów łojowych podlega ścisłej kontroli układu hormonalnego. Ponieważ wraz z wiekiem, zarówno ilość, jak i aktywność hormonów zmienia się, maleńkie zbiorniczki w skórze nie zawsze pracują prawidłowo i stosownie do jej wymagań. U noworodków gruczoły łojowe są niezwykle aktywne, dzięki czemu delikatna skóra dziecka jest skutecznie chroniona przed nieprzyjaznymi czynnikami. U starszych dzieci wydzielanie łoju zmniejsza się, jednak ilość substancji natłuszczającej jest wystarczająca, aby utrzymać skórę w nienagannej kondycji. Ale chwilowa stagnacja gruczołów łojowych w wieku dziecięcym to tylko przysłowiowa „cisza przed burzą”. Wraz z początkiem procesu dojrzewania płciowego, kiedy następuje gwałtowne przestrojenie hormonalne, maleńkie zbiorniczki produkujące łój są dosłownie rozsadzane nadmiarem tłustej substancji, która wydostając się na zewnątrz zaczyna pokrywać skórę oleistą powłoką, uprzykrzając dotkliwie życie wielu nastolatkom.




Atak androgenów


Mimo że proces inicjacji trądziku jest ściśle powiązany ze zmianami w układzie wydzielania wewnętrznego, to jednak nie można powiedzieć, że uciążliwe zmiany skórne są schorzeniem hormonalnym. Bardzo często u osób dotkniętych trądzikiem nie stwierdza się żadnych zaburzeń w gospodarce hormonalnej, a niepokojące odczyny zapalne są jedynie wynikiem pewnej nadwrażliwości skóry na działanie męskich hormonów – androgenów. W okresie dojrzewania płciowego we krwi następuje wzrost poziomu wolnego testosteronu. Reakcja ta pociąga za sobą zwiększenie aktywności enzymu 5-alfa reduktazy, który powoduje przemianę testosteronu w jego silniejszą postać: dihydroksytestosteron (DHT). Hormon ten aż 10 – krotnie silniej oddziałuje na tkanki docelowe niż testosteron. Jego działanie jest szczególnie widoczne w gruczole krokowym, mózgu, tkance tłuszczowej, a także w skórze, gdzie silnie stymuluje pracę gruczołów łojowych. To właśnie podwyższona aktywność enzymu 5-alfa reduktazy i wzrost poziomu DHT przyczynia się do powstawania uciążliwych zmian skórnych.




Trądzik kulturystyczny


To bez wątpienia niekwestionowany lider na liście najpopularniejszych schorzeń posterydowych. Jeżeli większość młodzieży boryka się z trądzikiem na skutek naturalnego wzrostu poziomu androgenów we krwi, to trudno sobie wyobrazić, aby uciążliwe zmiany skórne ominęły dziewiętnastolatka, który serwuje sobie astronomiczne dawki testosteronu lub jego pochodnych. W przypadku nadwrażliwości skóry na androgeny, co zdarza się praktycznie u każdego nastolatka, oraz wielu osób po 20 roku życia, leki sterydowe mogą wywołać w obrębie gruczołów łojowych prawdziwy wstrząs i doprowadzić do rozwoju niezwykle ciężkiego w objawach i leczeniu tzw. trądziku toksycznego. Przy nadmiernym wzroście testosteronu we krwi, w organizmie nasila się proces produkcji DHT, który w sposób niezwykle agresywny pobudza skórne gruczoły do produkcji łoju. Jeżeli przewody odprowadzające nadmiar wydzieliny są odpowiednio szerokie, to całość oleistej substancji wydostaje się na zewnątrz, przyczyniając się jedynie do powstania łojotoku – stanu, gdzie skóra staje tłusta i lśniąca. Jednak w przypadku „podrażnienia sterydowego” nie ma mowy, by wąziutkie kanaliki były w stanie odtransportować astronomiczną ilość łoju na powierzchnię. W efekcie wzrastającej niewydolności systemu kanalikowego, pod powierzchnią skóry tworzy się chaos i przesilenie, co zapoczątkowuje całą lawinę dodatkowych nieszczęść i kłopotów.




Problemy z transportem


Silnie pobudzone gruczoły łojowe wytwarzają tak ogromną ilość tłustej emulsji, że przewody odprowadzające nie nadążają z jej transportem na powierzchnię skóry. W efekcie łój zaczyna wypychać gruczoły oraz zalegać w cienkich kanalikach wyprowadzających. Silnie zagęszczona substancja oleista sprzyja rozwojowi bakterii beztlenowych (Propionibacterium acnes), które produkują specjalne enzymy rozkładające łój skórny do wolnych kwasów tłuszczowych, powodujących silny stan zapalny. Na podrażnionej i objętej zapaleniem skórze łojotokowej rozwijają się bakterie tlenowe, grzyby drożdżopodobne oraz roztocza. Na ścianach wąziutkich kanalików wyprowadzających zaczynają się tworzyć drobne skaleczenia i ranki, które organizm próbuje naprawiać, czopując je specjalnymi płytkami rogowymi. Z biegiem czasu pojawia się coraz więcej takich „opatrunków”, które – z jednej strony leczą, ale z drugiej – systematycznie zawężają światło przepływu łoju, prowadząc w efekcie do całkowitego zatkania przewodów odprowadzających. Rogowe zapory są zbudowane z keratyny, która w zetknięciu z powietrzem utlenia się, przyjmując czarny kolor. Na skórze powstają wówczas widoczne gołym okiem charakterystyczne ciemne punkciki, które potocznie nazywamy wągrami. Zaczopowane ujścia przewodów gruczołów łojowych są znakomitym miejscem dla rozwoju rozmaitych drobnoustrojów, które mieszając się z martwymi komórkami naskórka wywołują silny odczyn zapalny. Wraz z narastającym niedotlenieniem, nadmiernie rozmnożone i stłoczone bakterie próbują brutalnie przebić się przez skórę. Najpierw powstaje czerwone, dość bolesne uwypuklenie, które następnie zamieniane jest w czynny „ wulkan”, tryskający żółtawą wydzieliną ropy.
Najczęstszym miejscem występowania ognisk trądzikowych jest twarz, chociaż uciążliwe objawy mogą pojawiać się również na karku, klatce piersiowej, górnej części pleców i ramion. Przyjmowanie leków sterydowych, szczególnie u osób podatnych na zmiany skórne, może zakończyć się bardzo ciężką i uciążliwą postacią trądziku, którego leczenie może trwać nawet kilkanaście lat. Ci, którzy zauważyli u siebie niepokojące wypryski w okresie stosowania dopingu, powinni natychmiast przerwać „kurację”, gdyż jej kontynuacja może przysporzyć skórze niezwykle poważnych kłopotów.



Jak radzić sobie z trądzikiem?


Każde, nawet najmniejsze objawy skórne nie powinny być lekceważone. Zaniedbywany i niewłaściwie leczony trądzik może poważnie uprzykrzać życie, rodzić dodatkowe kompleksy i w przyszłości pozostawiać po sobie trwałe, szpecące blizny. Im szybciej zostaną podjęte odpowiednie kroki pielegnacyjno-lecznicze, łatwiej będzie się zmagać skóra z uciążliwymi zmianami chorobowymi. Nigdy nie należy podejmować prób leczenia trądziku „na własną rękę”, gdyż najczęściej są to działania nie tylko nieskuteczne, ale także mogące powodować wiele niepotrzebnych komplikacji. W momencie systematycznego pojawiania się uciążliwych wyprysków skórnych, swój los powinniśmy powierzyć doświadczonemu dermatologowi, który odpowiednio ukierunkuje naszą terapię. Obecnie medycyna dysponuje rozmaitymi środkami i metodami, pozwalającymi likwidować i łagodzić zarówno przyczyny, jak i objawy choroby.



U osób borykających się z cięższymi objawami trądziku, gdzie ropne zmiany chorobowe widoczne są nie tylko na twarzy, ale również plecach, barkach czy klatce piersiowej, stosuje się leczenie ogólne. Terapię rozpoczyna się zwykle od zastosowania odpowiednich antybiotyków, które skutecznie zwalczają bakterie odpowiedzialne za stany zapalne skóry. Najczęściej zapisywanym lekiem jest Tetracyklina. Antybiotyk ten hamuje rozwój drobnoustrojów, mających istotne znaczenie w powstawaniu trądziku oraz redukuje zawartość kwasów tłuszczowych, powodujących stany zapalne. Leki z grupy tetracyklin, w celu pełnej skuteczności, należy przyjmować kilka razy dziennie, co dla wielu osób może okazać się niewygodne. Jeżeli taki sposób dawkowania wydaje się kłopotliwy, to warto poprosić lekarza o przepisanie innego preparatu z grupy tetracyklin, np. Doxycykliny lub Minocykliny, który przyjmuje się tylko raz dziennie.


Skuteczność antybiotykoterapii zależy przede wszystkim od rygorystycznego przestrzegania zaleceń lekarskich. Leki z grupy tetracyklin należy przyjmować przez okres co najmniej 6 miesięcy. Po upływie pół roku można już zauważyć pierwsze zadowalające efekty. Przerwanie leczenia, nieregularne przyjmowanie antybiotyku lub nieprzestrzeganie jego dawek, może prowadzić nie tylko do nawrotów choroby, ale także komplikować i utrudniać dalszy proces leczenia. Podczas przyjmowania leków z grupy tetracyklin należy pamiętać o kilku zasadach:
• w okresie antybiotykoterapii należy unikać kontaktów ze światłem słonecznym, dlatego kurację najlepiej przeprowadzać w okresie późnej jesieni lub zimy
• tetracykliny zaburzają działanie środków antykoncepcyjnych
• między przyjmowaniem leku a spożyciem mleka i produktów mlecznych powinna być przynajmniej dwugodzinna przerwa. Tetracykliny mogą wchodzić w reakcje z wapniem w wytwarzaniu soli wapniowych. Wówczas zmniejsza się wchłanianie leku i nie wykazuje on działania terapeutycznego
Skutecznym antybiotykiem w leczeniu zmian trądzikowych jest również Erytromycyna, Organizm jednak dość szybko uodparnia się na ten lek, więc jest on stosowany rzadko w pierwszym etapie leczenia.
Antybiotykoterapię najczęściej łączy się z lekami o działaniu złuszczającym. Powszechnie stosowanym preparatem w tej grupie jest maść Benzacne, zawierająca nadtlenek benzolilu. Substancja ta – poza działaniem złuszczającym – posiada także właściwości bakteriobójcze. Uwalniany z nadtlenku benzoilu tlen, hamuje rozwój bakterii obecnych w zamkniętych i otwartych zaskórnikach. Maść Benzacne można kupić w aptece bez recepty. Należy stosować ją dwa razy dziennie. Po dokładnym umyciu twarzy trzeba nałożyć punktowo na zmienione miejsca chorobowe niewielką ilość kremu, unikając okolicy ust i oczu. Przez pierwszy tydzień należy stosować maść o stężeniu 5%, a następnie preparat 10%, obserwując jednak, czy nie dochodzi do nadmiernego złuszczenia i zaczerwienienia skóry. Maść Benzacne można stosować bez konsultacji lekarskiej. Jest to preparat o wiele skuteczniejszy niż środki przeciwtrądzikowe z napisem „krem leczniczy”. W aptekach można kupić również wiele kosmetyków wykazujących działanie przeciwtrądzikowe, jak: Clerasil, Oxy, Clean and Clear czy Retin A. W wielu przypadkach właściwa pielęgnacja skóry, połączona z użyciem odpowiednich kosmetyków wspomagających leczenie zmian chorobowych, przynosi zadowalające rezultaty i nie wymaga wizyty u dermatologa. Jednak w przypadku, gdy nasze kosmetyczne zabiegi nie przynoszą rezultatów, powinniśmy w miarę szybko odwiedzić gabinet lekarski. Oprócz wspomnianych wczesniej antybiotyków istnieje jeszcze wiele innych leków, które skutecznie likwidują i łagodzą uciążliwe zmiany chorobowe. Uważa się, że co czwarta osoba dotknięta trądzikiem wymaga specjalistycznej opieki lekarskiej. Głównym celem leczenia jest zapobieganie tworzeniu się blizn, dlatego odpowiednie kroki należy podjąć już we wczesnym okresie choroby, gdy pojawiają się pierwsze zaskórniki i grudki.
W przypadku, kiedy zmiany trądzikowe powstały bądź się nasiliły w okresie stosowania leków sterydowych, o fakcie tym należy bezzwłocznie powiadomić lekarza prowadzącego terapię. Jest to bardzo istotne dla ustalenia i wyboru odpowiednich metod leczenia.

CZEŚĆ 1



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Estrogeny androgenami
Napisane przez: SCREAM - 18.07.2017 08:47 - Odpowiedzi (1)

Estrogeny androgenami

W jedynym z numerów Newsweek’a ukazał się artykuł pióra Pani Jolanty Chyłkiewicz, pod tytułem: „Żeńskie hormony męskości”. Autorka stawia w nim dosyć śmiałą tezę, że „to nie testosteron, lecz kobiece hormony robią z mężczyzny prawdziwego macho”. Wszystkie informacje, podane przez Panią Jolantę, są oczywiście rzetelne i prawdziwe. Widać jednak kobiecą rękę w tym tekście… „Patrzcie panowie: nawet nauka potwierdza starą prawdę, że – tak jak mężczyzna jest głową – tak kobieta szyją, która nią kręci – jak chce”.

Faktycznie – estrogeny biorą udział w produkcji plemników, protekcji układu krążenia oraz kształtowaniu kośćca, muskulatury, agresji, libido czy – ogólnie – męskiej psychiki i tożsamości płciowej. W tej sytuacji – wielu z Was zadaje sobie zapewne pytanie: skoro żeński hormon płciowy kształtuje niemal wszystkie, męskie cechy, to jaką rolę pełni on w organizmach kobiet?…

Jak informuje autorka – organizm mężczyzny też produkuje dużo estrogenów. Powstają one zawsze z męskich hormonów (również u kobiet) – androgenów – przekształcanych w estrogeny przez enzym, nazywany aromatazą, aktywny w jądrach, mózgu, narządach wewnętrznych i w tkance tłuszczowej – a u kobiet – głównie w jajnikach. Faktycznie – dawniej uważano, że estrogeny to żeńskie hormony płciowe, działające przeciwstawnie do androgenów, zaś ich produkcja i obecność w męskim organizmie – to taki „wypadek przy pracy”, bez większego znaczenia dla jego czynności. Dzisiaj już wiemy, że „męskie” estrogeny są niemal tak samo ważne, jak prawdziwie męskie androgeny. Tak że bodaj już od dekady – estrogeny nie są uznawane przez większość endokrynologów za żeńskie hormony płciowe. Dlaczego jednak nie przemieniają Pań w Panów – pomimo, że Panie produkują ich wiele razy więcej?…

Dlatego, że prawda o hormonach płciowych okazała się inna, aniżeli długo uważano: prawdziwie męskie hormony – to androgeny (testosteron i jemu podobne), podczas gdy żeńskie – to gestageny (podobne do progesteronu ). Testosteron i progesteron są przeciwnikami (antagonistami), więc to głównie od poziomu wytwarzania każdego z nich zależy odmienność cech męskich i kobiecych – czy to na poziomie psychiki, czy fizjonomii.

Natomiast estrogeny – to hormony unisex, pełniące funkcję regulatorową – w odniesieniu do prawdziwych, męskich i żeńskich hormonów płciowych. Ich aktywność regulatorowa może być przy tym: albo dodatnia, albo ujemna, co ostatecznie zależy od rodzaju tkanki oraz aktualnego poziomu androgenów, gestagenów i samych estrogenów.

Zależność tę możemy prześledzić na przykładzie różnych tkanek. Pani Jolanta skupiła się głównie na mózgu, wspominając jedynie o innych narządach i układach. My skupmy się natomiast na tkance mięśniowej, która szczególnie interesuje moich czytelników, gdyż to właśnie jej masa wyznacza nasze zdolności wysiłkowe…

Masa mięśniowa jest jedną z tych cech płciowych, które dosyć spektakularnie odróżniają mężczyznę od kobiety. Masa ta zależy od natężenia procesu budowy molekuł biologicznych, przebiegającego w komórkach mięśniowych, nazywanego fachowo – anabolizmem białek.

Najważniejszym, płciowym hormonem anabolicznym jest testosteron. We wnętrzu komórek mięśniowych – wiąże on specjalne twory białkowe, nazywane receptorami androgenowymi (AR). Kiedy receptor zwiąże się z hormonem, zostaje przemieniony w tzw. czynnik transkrypcyjny, silnie pobudzający nasze geny do produkcji (anabolizmu) białek.

Progesteron wiąże te same receptory w komórkach mięśniowych, co testosteron – AR. Również przemienia je w czynniki transkrypcyjne, jednak takie, które bardzo słabo pobudzają geny. Ponieważ mężczyźni produkują bardzo dużo testosteronu a bardzo mało progesteronu, zaś kobiety – odwrotnie, dlatego męskie mięśnie są najczęściej silne i duże, zaś kobiece – mniejsze i słabsze.

Estradiol (podstawowy estrogen) i inne estrogeny też wiążą receptory androgenowe i też stymulują anabolizm białek. Wiążąc receptor androgenowy, też mogą przemieniać go w czynnik transkrypcyjny, pobudzający geny. Zaobserwowano jednak, że ich główna aktywność receptorowa (w odniesieniu do AR) wygląda nieco inaczej… W tym przypadku – estrogeny są przede wszystkim tzw. hormonouczulaczami, zwiększającymi czułość receptora na pobudzenie androgenami i gestagenami. Jednakże, jak dotąd, nie udało się ostatecznie wyjaśnić wszystkich mechanizmów takiej ich aktywności. Wiadomo jednak, że estrogeny wpływają na aktywność tzw. koregulatorów, wiążących dodatkowo receptory – obok właściwych hormonów. Podejrzewa się więc, że estrogeny wiążą AR – nie w miejscach wyznaczonych dla hormonów, tylko dla koregulatorów. Teraz – modyfikując właściwości koregulatorów – zwiększają czułość AR na inne hormony, czyli też ich aktywność anaboliczną.

Badania dowodzą, że – dla właściwej aktywności anabolicznej testosteronu – najwłaściwszy wydaje się jego stosunek do estradiolu, jak 80:1. Na przykład – drastyczny niedobór estrogenów w męskim organizmie, z jakim mamy do czynienia w dziedzicznym niedoborze aromatazy, objawia się między innymi kształtowaniem tzw. sylwetki eunuchoidalnej – z wysokim wzrostem, nienaturalnie długimi, chudymi kończynami i słabo rozwiniętą masą mięśniową. Dodajmy, że objawy tej choroby cofają się – w efekcie podawania 1 mg estradiolu na dobę.

Na przestrzeni ostatnich lat – zaobserwowano jeszcze wiele innych mechanizmów, poprzez które estrogeny aktywują anabolizm białek… Działają tutaj też poprzez swoje własne receptory estrogenowe (ER), zlokalizowane zarówno we wnętrzu komórek mięśniowych, jak też na powierzchniach ich błon komórkowych. W pierwszym przypadku – mechanizm działania estradiolu przypomina mechanizm działania testosteronu. Natomiast w drugim – mechanizm działania takich hormonów anabolicznych, jak np. insulina czy IGF. Estrogeny wpływają jednocześnie na aktywność wielu innych hormonów anabolicznych, ale to dosyć złożone zagadnienie, wymagające odrębnej publikacji.

Są to generalnie hormony o bardzo dużej aktywności anabolicznej, czego dowiedziono w badaniach na zwierzętach. Z tego powodu – stosowano je nawet w tuczu zwierząt rzeźnych, dokąd nie zakazano podobnych praktyk przepisami prawa. (Dalekowschodni hodowcy nadal podobno im hołdują, dlatego znajdujemy w literaturze ostrzeżenia przed żywnością importowaną z tamtych zakątków świata.) Podobnych badań nie da się jednak powtórzyć na ludziach, gdyż większe dawki estrogenów totalnie rozregulowują organizm – i to bez różnicy – czy mężczyzny, czy kobiety. Znacznie bezpieczniejsze okazują się tutaj zmodyfikowane chemicznie androgeny i gestageny, stosowane (legalnie czy nie) od wielu dziesięcioleci – jako podstawowe leki anaboliczne.



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Pierwszy naturalny kulturysta, który oficjalnie przekroczył w ramieniu 53 cm
Napisane przez: SCREAM - 14.07.2017 08:45 - Brak odpowiedzi

Pierwszy naturalny kulturysta, który oficjalnie przekroczył w ramieniu 53 cm

Leroy Colbert,

Kultowy naturalny kulturysta, który doświadczył wielu rzeczy, teraz po latach chce przekazać swoje przeżycia i filozofię obecnym pokoleniom. Leroy Colbert, to znakomity legendarny kulturysta lat 50 - tych. Jest to człowiek, który na własne oczy widział jak "żelazny sport" staje się coraz popularniejszy i jak zmienia się przez dekady. Był w świadkiem rozkwitu imperium Weider'ów, którzy mieli ogromny wpływ na kształt dzisiejszej kulturystyki. Leroy jest pierwszym naturalnym kulturystą, który oficjalnie przekroczył w ramieniu 53 cm. Jego największe sukcesy to: 1952 Mr. New York City i 1953 Mr. Eastern America. Mimo upływających, lat nadal jest aktywny i stara się przez swoją stronę leroycolbert.com i kanał youtube przekazać swoje doświadczenia i filozofię życia. 2006 dostąpił zaszczytu wzniesienia jego nazwiska do legend Muscle Beach Hall of Fame.


1. Jak zaczęła się Pana przygoda z kulturystyką?
W porównaniu do rówieśników byłem dosyć mały i jeszcze do tego miałem astmę, dlatego w wieku 13 lat zacząłem uprawiać kulturystykę, żeby to zmienić i stać się zdrowszym.


2. Jak zaczęła się Pana znajomość z Joe Weider i jaki wpływ miał na Pana karierę i życie?
Kiedy miałem 16 lat pracowałem dla Joe Weidera w jego sklepie w New Jersey. Joe mnie lubił, dlatego że byłem pracowity i miałem duże predyspozycje do kulturystyki.


3. Zaczął Pan startować w zawodach na początku lat 50. Jak wtedy wyglądała kulturystyka? Czy była popularna? Czy było dużo siłowni i trenujących w nich ludzi? Czy dużo widzów przychodziło oglądać zawody kulturystyczne? Jak ogólnie podchodzono wtedy do kulturystyki?
W latach 50-tych kulturystyka nie była zbyt popularna. Ludzie patrzyli na nas jakbyśmy byli jakimiś przerośniętymi dziwakami. Nie było też wtedy tyle siłowni, ile jest teraz. W siłowniach byli tylko ludzie z pasją. Sportowcy albo kulturyści. Nie było tam żadnych przeciętnych Kowalskich. No i w szczególności nie było kobiet.


4. Za młodu Pana pasją były motocykle, choć piękne są też niebezpieczne. Dlaczego wybrał Pan takie zainteresowanie?
Wszyscy moi znajomi z sąsiedztwa jeździli na motorach. A kobiety je wręcz kochały. W tamtych czasach wiedziałeś, że jeśli przekonasz dziewczynę do przejażdżki na motorze, to ona będzie twoja.


5. Jest Pan pierwszym naturalnym kulturystą, który przekroczył w ramieniu 53 cm, jaki jest sekret takich ogromnych ramion?
Kiedy trenowałem, to każdy kulturysta robił 3 serie ćwiczeń na każdą część ciała i przestawał. W tamtych czasach lekarze mówili, że robienie więcej ćwiczeń może być niebezpieczne i może doprowadzić do uszkodzenia mięśnia. Ja jednak kontynuowałem ćwiczenia, robiłem więcej niż 3 serie i w ten sposób wykształciłem sobie mięśnie większe, niż ktokolwiek inny. Wkrótce zresztą wszyscy na siłowni zaczęli mnie naśladować i również zaczęli wykonywać więcej niż 3 serie. Oczywiście genetyka też odegrała dużą rolę.


6. Wielu ludzi kocha oldchoolową kulturystykę. Jacy kulturyści wg. Pana w latach 50 - tych (oprócz Pana) byli najlepsi?
Clarence Ross, John Grimek.


7. Jakie zawody kulturystyczne były dla Pana najważniejsze?
Mr Eastern America i Mr New York City, ponieważ je wygrałem.


8. Jak Pan sądzi, jak z perspektywy czasu zmieniła się dzisiejsza kulturystyka do tej starej z
lat 50-60-70 - tych?
Ciała wszystkich kulturystów wyglądają dziś tak samo. W moich czasach każdy kulturysta miał inną sylwetkę. Dziś kulturyści są podobni do siebie jak foremki do ciastek. Myślę, że wiecie dlaczego tak się stało.


9. Czy ma Pan dzisiaj jakiegoś idola w świecie kulturystyki?
Nie, ponieważ nie mogę się odnosić do nowych kulturystów. W moich czasach kulturystyka stanowiła rodzaj sztuki.


10. Teraz prowadzi Pan sklep "Total Nutrition" i wielu znakomitych gości tam przychodzi, proszę opowiedzieć coś o tym miejscu?
To jest mój trzeci sklep z odżywkami, jaki w życiu posiadam. Pierwszy z nich otworzyłem w Nowym Jorku. Potem przeniosłem się do Marina Del Ray w Kalifornii, a teraz mój sklep usytuowany jest w Sherman Oaks w Kalifornii. Prowadzę biznes już od ponad 50 lat.


Proszę krótko odpowiedzieć/dokończyć.

- Człowiek, który miał największy wpływ na kulturystykę?
Joe Weider, ponieważ to właśnie on rozpoczął wszystkie ważne zawody, jakie mają miejsce do dziś i to on zaczął wydawać wszystkie te magazyny dla kulturystów. Dzięki Joe, kulturystyka stała się nie tylko akceptowalna, ale też popularna wśród mas.

- Najważniejsze suplementy dla kulturysty?
Białko, białko, białko. Trudno jest to wystarczająco podkreślić. Nie wykształcisz sobie odpowiedniej sylwetki, jeśli nie będziesz przyjmował wystarczającej ilości białka.

- Pana ulubione danie kulturystyczne?
Łosoś albo kurczak na sałatce i ananas.

- Wydarzenie, które miało największy wpływ na Pana życie?
Mój wypadek na motorze. To zniszczyło moją karierę jako kulturysty, ale też z perspektywy czasu prawdopodobnie ocaliło mi życie. Po tym, jak uległem wypadkowi, w kulturystyce właśnie zaczęły się pojawiać sterydy. Gdyby nie wypadek, prawdopodobnie zacząłbym ich używać, by startować w zawodach. Większości kulturystów, z którymi dorastałem, już nie ma, a większość z nich brała sterydy.

- Najlepszy Mr.Olympia w historii?

Arnold - bezdyskusyjnie.

http://sportowiec.org/leroy-colbert---wy...lturystyki



Załączone pliki Miniatury
               
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Ile kasy wydają Mr.Olymia na diete?
Napisane przez: SCREAM - 06.07.2017 09:29 - Brak odpowiedzi

Ile kasy wydają mr.Olymia na diete






Czy zastanawialiście się kiedykolwiek , ile kasy wydają tacy zawodnicy rangi Mr.Olympia , skoro My zwykłe szaraczki , wydajemy sporo kasy na zrobienie swojej diety , która jest o wiele bardziej uboższa? np taki Jay Cutler ? ile może wydawać na żarcie? Wiadomo , ze jego cykl jest wart tyle , ile wynosi dobrej klasy samochód... ale przecież podstawą przy braniu sterydów , jest bardzo dobra i kosztowna dieta... Niżej macie jego wypowiedz na temat diety i wydatków ile go to kosztuje


Jay Cutler:

Jako zawodowiec muszę zapewnić sobie jak najlepszą dietę i zawsze muszę dbać o to , aby mój organizm dostawał to wszystko , czego potrzebuje w odpowiednich ilościach i na czas. To przecież mój zawód i muszę wykonywać go najlepiej jak tylko potrafię. Dotyczy to oczywiście również odżywiania. Moja dieta jest rzeczywiście kosztowna , ale zależy to też od tego , czy buduję masę czy przygotowuję się do zawodów. Oczywiście po za sezonem startowym , wydaję mniej na jedzenie , ponieważ nie wydaje kasy na wybrane produkty i mam większe pole manewru co do zakupów. Dodatkowo lubię dietę węglowodanową , która jest oczywiście tańsza.

Natomiast okres robienia formy pod zawody, to zupełnie inna bajka. Oznacza nie tylko zmiany diety i zawężenia ich do kilku wybranych produktów , ale wprowadzenie również kosztownej suplementacji. Czyli białka, spalaczy tłuszczu , witaminy i inne substancje wspomagające prawidłową pracę organizmu w warunkach stresu spowodowanego radykalną dietą. Niestety nie mogę na tym oszczędzać, bo wiem , ze inni zawodnicy także zapewniają sobie podobne warunki. Więc jeśli chcę z nimi konkurować i chcę być najlepszy , to muszę robić tak samo.

Chcecie wiedzieć jakie to koszta? Jeśli mam okres po za sezonem a dodatkowo przebywam w domy , to tygodniowa dieta kosztuje mnie 1000 dolarów. Jeśli akurat mam zaplanowane jakieś pokazy , udział w imprezach , spotkaniach bądź seminaria , to koszta oczywiście są dużo większe. Najdrożej wychodzi tydzień żywienia w okresie przedstartowym, kiedy trzeba wliczyć suplementację- wtedy każdy tydzień kosztuje mnie nawet 1500 dolarów i więcej...

No tak Jay... przecież wiadomo nie od dziś, ze w przygotowaniu do zawodów wali się nawet więcej koksu niż kiedy robi się masę , więc takie tam drobne wydatki na dietkę , to co to jest dla Ciebie .



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Brać czy nie brać ?
Napisane przez: SCREAM - 30.06.2017 14:18 - Brak odpowiedzi

Brać czy nie brać ?


Każda osoba trenująca na siłowni po pewnym czasie staje przed dylematem: brać sterydy czy nie brać? Wiele z nich pomyśli sobie "To jeszcze nie czas, nie będę brać" i odkłada sobie odpowiedź na pytanie, które i tak będzie ją co jakiś czas niezmordowanie dręczyć. Tym, którzy powiedzą sobie "nie" gratuluję wytrwałości, zaś tym którzy uznali, że już czas najwyższy zrobić swój pierwszy cykl należy pomóc zrobić go z głową, czyli skutecznie i w miarę bezpiecznie!



Krok 1 - wybór środka

Na rynku jest w chwili obecnej bardzo dużo różnych środków, przynoszących większe lub mniejsze rezultaty, jednakże nie wszystkie będą odpowiednie na pierwszy cykl. Pośród nich , środki które są najczęściej wybierane na pierwszą przygodę ze sterydami to - metanabol oraz testosterony takie jak enantan , cypionat, sustanon i propionat . Dlaczego właśnie te środki? Metanabol to jak to myślą początkujący... ahhh to tylko tebleteczki.. nie trzeba się kłuć... a od razu Wam mówię, ze meta odpada! bo w ciągu kilku tygodni nabierzecie ile gramów mięsa.. a ile wody , fatu i glikogenu ? chyba nie trzeba odpowiadać.. meta jest DODATKIEM do cyklu... wiec nie dla początkujących.... Kolejne testosterony...Dlatego, ponieważ są skuteczne i dają bardzo dobre rezultaty, przy stosunkowo małej ilości skutków ubocznych. Najdelikatniejszy z tych teści jest propionat... niestety trzeba go wbijać co 2 dni (c2d) . Są delikatniejsze sterydy. Niektórzy zapytają: "Dlaczego nie oxandrolon, primabolan albo winstrol?" Te środki nie nadają się zupełnie na pierwszy cykl, ponieważ... są za słabe! Na dodatek przykładowo winstrol blokuje po czasie produkcję testosteronu a sam w sobie nim nie jest...i znowu ta sama sytuacja... winko powinno być dodatkiem...Branie samego oxandrolonu lub winstrolu faktycznie może poprawić regenerację, zwiększyć syntezę białek oraz przynieść dużo siły. Jednakże, po cyklu z zastosowaniem tych środków można spodziewać się przyrostów masy rzędu 2-3 kg. A czy warto robić cykl masowy dla dwóch kilogramów które wskakują w czasie cyklu a nie zapominajmy , ze po zejściu jeszcze nam masa spada. Niech każdy odpowie sobie sam na to pytanie.

Skoro mamy do dyspozycji środki, spróbuje poradzić Tobie, który z nich wybrać.



Wg mnie propionat testosteronu...
Jest to steryd iniekcyjny najbezpieczniejszy ze wszystkich testosteronów. Działa bardzo krótko - jedynie 2, 3 dni - dzięki czemu można szybko przerwać cykl, gdyby pojawiły się jakieś nieprzyjemne skutki uboczne. Minusem brania tego środka są częste iniekcje, propionat musisz wstrzykiwać co 2 dni.

Pozostałe teście są bardziej agresywne i działają dłużej , przez co mogą być wstrzykiwane rzadziej.. chociaż przeważnie bierze się je 1-2 razy w tygodniu. Też nie są złym wyborem i na dobrą sprawę również można się o nie połasić... w kolejności licząc to enan i cypio na równi.. a na końcu susta/oma




Krok 2 - Dieta


Musisz wiedzieć o jednym - na cyklu Twój metabolizm ulegnie znacznemu przyspieszeniu. Oznacza to, że przestają Cię
obowiązywać zasady, których trzymałeś się dotychczas przy układaniu swojej diety. Żeby całkowicie wykorzystać możliwości, jakie daje tobie stosowanie sterydów, Twoja dieta musi być dopięta na ostatni guzik! Musisz zrozumieć, że w takcie kuracji twoje ciało zmienia się w machinę do przerabiania żywności. Jeśli chcesz rosnąć, musisz dostarczać olbrzymich ilości pokarmu - do dziennego zapotrzebowania trzeba dodać nadwyżkę kaloryczną... od 300 do 1000 kalorii powyżej



Krok 3 - Suplementacja

Wielu z was zatrzyma się tutaj i pomyśli - zaraz, suplementacja na koksie? Otóż w rzeczy samej! Suplementacja na cyklu jest
rzeczą równie ważną, jak dieta czy trening. Bez odpowiednio dobranej suplementacji która "podrasuje" Twoją dietę ciężko
jest dostarczać odpowiednią ilość składników odżywczych niezbędną do maksymalnego wzrostu mięśni.

Białko. Białko to bez wątpienia najważniejszy suplement stosowany podczas cyklu. Stanowi ono budulec mięśni, bez niego
nie ma mowy o jakichkolwiek pozytywnych efektach. A czasem ciężko jest dostarczyć odpowiednią ilości białka ze zwykłego pożywienia.

Gainer.... czasem warto go brać.. po treningi , ale i również przed kiedy nie chcesz się czuć pełny , bądź np jeśli nie masz czasu i możliwości zjedzenia normalnego posiłku , bądź po prostu nie masz siły.. dobry jest tez kiedy leci się na insulinie, ale to już temat nie dla początkujących...



Kreatyna.... jak dla mnie można ją walić po cyklu , nie w trakcie...

Bcaa... również po cyklu jako antykatabolik...


Krok 4 - Leki osłonowe

Jeśli masz zamiar stosować doustne saa, możesz zabezpieczyć swoją wątrobę, która będzie musiała ciężko się napracować, żeby
metabolizować toksyny powstałe podczas cyklu z metanabolu. Pierwsza rzecz, o której musisz zapomnieć to sylimarol, druga to
hepatil. Przy stosowaniu sterydów są to dwa całkowicie nieskuteczne leki, które - jak kiedyś sądzono - miały zabezpieczać wątrobę. Nic bardziej błędnego. Musisz wiedzieć, że Polska jest jedynym krajem Unii Europejskiej, gdzie jeszcze sprzedaje się preparaty z silimaryny. Lekami, które są naprawdę skuteczne, jest Essentiale Forte lub Esseliv. Dawkowanie: 3x dziennie po 1-2 kapsułki.

Myślę , ze troszkę naświetliłem jakiś tam zarys osobom które chcą zacząć zabawę z soczkiem



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Jednoczesne budowanie mięśni i spalanie tłuszczu
Napisane przez: SCREAM - 23.06.2017 09:10 - Brak odpowiedzi

Jednoczesne budowanie mięśni i spalanie tłuszczu


Budowanie mięśni i spalanie tkanki tłuszczowej to dwa przeciwstawne procesy, wymagają odmiennego podejścia treningowego i różnej diety. W teorii jeśli – nie jesteś zupełnym nowicjuszem lub nie stosujesz niedozwolonego wspomagania farmakologicznego, połączenie jednego i drugiego wydaje się niemożliwe. Jest jednak pewien sposób!



Budowanie mięśni

Podstawą jest tu dodatni bilans energetyczny. By zbudować mięśnie należy dostarczyć do organizmu więcej kalorii niż wynosi jego zapotrzebowanie. Przez dodatni bilans należy rozumieć około 500 kcal więcej, niż potrzebuje organizm. Podstawą powinny być tu złożone węglowodany oraz całkiem spora ilość zdrowego tłuszczu stanowiąca około 30 % całkowitej wartości energetycznej pożywienia. Do tego oczywiście trening o charakterze siłowym. To najskuteczniejszy bodziec, który zapoczątkowuje zmiany w organizmie, których efektem końcowym jest wzrost mięśni. Zwykle praca powinna odbywać się na relatywnie dużych ciężarach, w zakresie 5 – 8 powtórzeń w zależności od stopnia zaawansowania oraz rodzaju ćwiczeń. Przerwy czasowe między seriami i powtórzeniami powinny być dość długie. Należy pamiętać, że w tym okresie zyskujemy nie tylko mięśnie. Pojawia się również tkanka tłuszczowa. Fizjologicznie nie jesteśmy w stanie budować włącznie mięśni, jednak prawidłowo zaplanowana aktywność oraz żywienie sprawia, że około 80 % przyrostów to tkanka mięśniowa, a pozostałe 20 % to tkanka tłuszczowa – dość dobry kompromis.




Spalanie tkanki tłuszczowej

Na tym etapie podstawą jest ujemny bilans energetyczny wynoszący około 500 kcal mniej od faktycznego zapotrzebowania energetycznego. Kalorie warto obcinać z węglowodanów, zarówno tłuszcze, jak i proteiny mogą pozostać na stałym poziomie, porównywalnym do okresu masowego (wbrew powszechnej opinii, zwiększanie spożycia białka w większości przypadków wcale nie jest konieczne).

Kolejna sprawa to trening. Ćwiczenia siłowe w tym okresie mają za zadanie wytworzyć bodziec anaboliczny, który pomoże zachować maksymalnie dużo mięśni. Treningi powinny być dość krótkie i bardzo intensywne. Dość duży ciężar, a ilość powtórzeń również relatywnie mała – od 6 do 10 (pomysł 15 – 20 powtórzeń na małych ciężarach nie jest najlepszym rozwiązaniem, nie nasila spalania tkanki tłuszczowej, a przyczynia się do utraty mięśni w okresie ujemnego bilansu energetycznego). Kluczem są minimalne przerwy czasowe między kolejnymi seriami i ćwiczeniami. Takie podejście po pierwsze pomoże wytworzyć solidny bodziec anaboliczny, który pozwoli zachować maksymalnie dużo mięśni, a po drugie – przyczyni się do powstania długu tlenowego, dzięki czemu nawet trening siłowy zyskuje nowy wymiar i pomaga spalać tkankę tłuszczową. Do tego można dodać treningi interwałowe, ewentualnie aerobowe, których celem jest spalenie tkanki tłuszczowej.

I tu również należy pamiętać, że w okresie redukcyjnym nie tracimy wyłącznie tłuszczu, ale również tkankę mięśniową. Proporcje powinny wyglądać nieco analogicznie do okresu masowego, tym razem jednak owe 80 % to utrata tłuszczu, a 20 % – mięśni.





Klasyczny schemat

Zwykle budowanie mięśni trwa kilka miesięcy, w trakcie których zyskujemy w obwodach. Pod koniec tego okresu sylwetka nie jest już tak doszlifowana, z racji pewnej ilości tkanki tłuszczowej, która również przyrasta. Następnie przychodzi okres redukcyjny, kiedy pozbywamy się tłuszczu, oraz nieco wypracowanych mięśni. Po pełnym cyklu masa – redukcja, sylwetka ulega wyraźnej poprawie, mamy więcej mięśni i mniej tłuszczu. Takie standardowe podejście oznacza, że prawdziwie dobrą sylwetkę mamy zaledwie przez kilka tygodni, między którymi następują okresy mozolnej poprawy sylwetki i oczekiwania na „pik formy”.




Jednoczesne budowanie mięśni i spalanie tłuszczu

Przyjmuje się, że takie zjawisko możliwe jest jedynie w przypadku osób początkujących, których organizm bardzo dobrze reaguje na nowe bodźce treningowo-żywieniowe.Wszak nie da się połączyć w jednym czasie dodatniego i ujemnego bilansu energetycznego. Jest jednak pewna metoda, która jest małym oszustwem i pozwala prawie równocześnie budować mięśnie i spalać tłuszcz. Polega ona na przeplataniu bardzo krótkich okresów masowych i redukcyjnych – 7 dni dodatniego bilansu energetycznego i 7 dni ujemnego bilansu energetycznego. Za zmianami żywieniowymi powinny iść oczywiście zmiany treningowe charakterystyczne dla obu etapów. Ta metoda wymaga bardzo wiele dyscypliny i powinny z niej korzystać przede wszystkim osoby zaawansowane, znające swoje ciało i gotowe skrupulatnie pilnować poszczególnych, krótkich okresów. Owocuje jednak tym, że już po 2 – 3 mikorocyklach, czyli mniej więcej miesiącu, sylwetka wyraźnie się poprawia, zyskujemy mięśnie i tracimy tkankę tłuszczową. Innymi słowy – jesteśmy nieustannie w coraz lepszej formie.



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu



Copyright © Ciemnastronamocy.pl 2017 Community Software by MyBB.